Choose your future. Choose life.I chose not to choose life: I chose something else.

Donatello w klatce z bestiami

piątek, 04 maja 2018
A przypomniało mi się jak kiedyś na jakiś wyjazd miałam zapewnić muzykę i wśród mojej składanki znalazła się jedna piosenka Britney Spirs i nagle wielkie oburzenie, że o jak ja tak mogłam! Do dziś mnie śmieszy to oburzenie.
Czytam książkę o traumie dziedziczonej w rodzinie i nagle zdałam sobie sprawę jak mało wiem o swojej rodzinie. Wiem, że dziadek był w obozie koncentracyjnym, że jego siostra była więziona, a babcia była na robotach w Niemczech. Ale nie wiem, czy ktoś zginął w obozie, czy były takie osoby. Czy ktoś z rodziny zginął na wojnie i jesli tak to jak.
„Matka i jej potomstwo znaj dują się w biologicznym stanie, który pod wieloma względami przy po mina uza leż -
nie nie”, twierdzi behawiorysta Winifred Gallagher. „Kiedy dochodzi do rozdzielenia, noworodek nie tylko tęskni za
matką. Doświadcza fizycznego i psychologicznego załamania (…) podobnie jak uzależniony od heroiny, który nagle
odstawi narkotyk. Ta analogia pozwala zrozumieć, dla czego wszystkie nowo narodzone ssaki, włączając ludzi,
gwałtownie protestują, kiedy separuje się je od matki. Z perspektywy noworodka oddziele nie od matki może być
odbierane jako „zagrażające życiu”, twierdzi dr Raylene Phillips, neonatolog ze szpitala dziecięcego Uniwersytetu
Loma Linda. „Jeżeli separacja się przedłuża”, mówi, „reakcją jest rozpacz (…). Dziecko się pod daje” . Podobnie
jak dok tor Phillips uważa dok tor Nils Berg man i inni specjaliści badający neurologiczne aspekty więzi matka–
dziecko.

Biolodzy ewolucyjni potwierdzają tę tezę. Dwie trzecie neuronów ciała migdałowatego zajętych jest poszukiwaniem zagrożenia. Dlatego bolesne i przerażające zdarzenia są łatwiej przechowywane w pamięci długotrwałej niż te
przyjemne. Naukowcy nazywają ten mechanizm prymowaniem negatywnym (negativity bias). Mechanizm ten jest
konieczny, ponieważ przetrwanie zależy od umiejętności uniknięcia niebezpieczeństwa. „Umysł jest jak rzep, kiedy
chodzi o negatywne doświadczenia”, twierdzi neuropsycholog Rick Hanson, „i jak teflon, gdy chodzi o pozyzywne”
niedziela, 10 stycznia 2016

Obejrzałam właśnie świetny film o psychiatrze, który wyruszył w podróż życia w poszukiwania definicja szczęścia. Pytał się niemal każdego czy jest szczęśliwy i co to dla niego oznacza. Oczywiście, jak to w filmie poznał masę dziwnych i ciekawych ludzi, miał wiele przygód, niekoniecznie pozytywnych, a na końcu nastąpił happy end i facet odnalazł swoje miejsce w życiu.

Ale pod wpływem tego filmu też zaczęłam się zastanawiać, czym jest szczęście? Czy potrafimy być szczęśliwi, my Europejczycy zalewani codziennie medialnym gównem, w którym jest tylko konsumpcjonizm, pracujący po 10 godzin dziennie i coraz bardziej uzależnienie od technologii.

Czym jest szczęście?

Chwilą kiedy masz uśmiech na twarzy? Kiedy nie jesteś samotny? Kiedy masz jakiś cel w życiu?

Często się zastanawiam jaki jest sens życia, po co istnieje ludzkość, która jest raczej przekleństwem dla Ziemi, niż czymś dobrym. I nie potrafię znaleźć sensownej odpowiedzi.

 

środa, 30 czerwca 2010
Na Facebooku pojawiła się grupa nawołująca do oddania dwóch głosów w wyborach, czym jednocześnie ma zapewnić nieważny głos i manifestację, że nie zgadzamy się na wybór mniejszego zła. Bo taki wybór ma chyba sporo ludzi. W tym ja. I nie ma pojęcia, kto będzie gorszym prezydentem. Ten nieważny głos mnie nawet kusił, dopóki się nie okazało, że jednak wygra ten co zdobędzie więcej głosów, niezależnie od frekwencji głosujących. Czyli jednak trzeba wybierać mniejsze zło. Tylko które jest mniejsze?

To tak w ramach ociepleń:
ten boski angielski i te boskie wspomnienia :)))
środa, 28 października 2009
Zawoziłam dziś kompa do naprawy do informatyka, tego którego ucieszył mój Hogwart w miniaturze. Że ani samochodu, ani prawka nie posiadam, poprosiłam kuzynkę by mnie podwiozła. Zawiozła. Oddaję kompa do naprawy, facet miły i sympatyczny. Pytam się go, czy ja mam dzwonić, czy on do mnie oddzwoni, on, że poprosi mój numer telefonu i zadzwoni. Wychodzimy z kuzynką.
Ona do mnie: Fajny ten facet, co? Ja, że tak. Ma obrączkę? Ja, że nie patrzyłam. Ale B. przecież to podstawa! No, ale widzisz chciał mieć numer do ciebie, nie że ty zadzwonisz. Zobaczymy ile razy zadzwoni.
Wsiadamy do samochodu, jedziemy. Telefon. Dzwoni ten informatyk, o hasło do kompa. Kuzynka autorytatywnie stwierdza: no, ale musiał zadzwonić o hasło. Ten telefon się nie liczy.
Siedzimy w pracy, facet dzwoni z pytaniem o Windows Messenger, piszę na gg o tym kuzynce i czytam: yessssss! trzeba to dobrze rozegrać! I trochę się przeraziłam. Polowanie na faceta, czy co?
Jedziemy później odebrać kompa. Kuzynka już ze mną nie wchodzi do biura (żeby była z nim sam na sam), kazała mi się umalować przed obiorem, ale pomyślałam, że to będzie dziwne, jeśli nagle przyjadę umalowana. Faktycznie facet miły, niechcący prawie mi powiedział, że życzy mi kolejnego problemu (wybrnął ładnie, że przecież w firmie są inne komputery, które mogą wymagać pomocy technicznej) i zaniósł mi grata do samochodu. Pierwsze pytanie kuzynki: ma obrączkę? Ja, że nie sprawdziłam. No B.!! przecież to podstawa!
No to B. umrze w samotności jak nic. Jak nic. Jak wół w karecie. B. jest ślepa i głucha na wszystko.
I nawet nie wiem, czy to jest śmieszna notka, czy nie.
piątek, 21 sierpnia 2009
Rozmawiałam dziś z panią stróżującą, która ma 3 córki poważnie chore, jedna zmarła przed Wielkanocą. Rozmawiamy o chorobach i opowiada mi jak jej na głowę spadła pokrywa śmietnika, że coś jej w szyi poprzestawiało to uderzenie, opowiada o wspomnieniach o córce ("ksiądz powiedział, żeby nie oglądać zdjęć, nie chodzić na cmentarz i nie wspominać, ale ja noszę jej zdjęcie i czasem oglądam, ale co to daje, co to daje??") I nagle mówi coś takiego: "Ja po śmierci córki postarzałam się o 20 lat. Nigdy nie chorowałam, a tu nagle poczułam się chora, ale co tam ziemia wszystko wyciągnie." I nagle z uśmiechem złapała mnie za rękę i powtórzyła: "Ziemia wszystko wyciągnie."
Nawet nie umiem określić, co czuję. Jakoś to i czarny humor i przerażające, ael z drugiej strony co zrobić, kiedy jest się w takiej sytuacji?

wtorek, 18 sierpnia 2009
choć codzienność jest taka zwyczajna. Że jak wyjdę z domu, albo odpalę kompa, to się coś wydarzy. Że nagle znajdę się w innej rzeczywistości. Chyba zaczęłam się nudzić samą sobą, a to jest fatalne, bo od siebie uciec jest trudno.
wtorek, 11 sierpnia 2009
Napisał mi dziś nieznajomy z netu. Postanowił sprawdzić jak sobie dają radę inni jego rówieśnicy. Pomysł ciekawy, ale facet chyba załamany swoim życiem i nie spełnieniem marzeń. Przykre. I nie w dobry czas dla mnie takie rozmowy...
Całe te wszystkie używki, kawa, papierosy, wódka, rum i wino mają tylko sprawić, że moje życie będzie cool. Że ja będę cool jak Iggy Pop czy Tom Waits, którego chropowaty głos i charakterystyczna muza przenosi od razu do zadymionej knajpki pełnej szkockiej i brandy. Że będę taką luzacką, dobrze się bawiącą artystką, która nawet jak siada przy stoliku, czy pije kawę roztacza wokół siebie aurę bycia kims wyjątkowym. Jak ci kolesie z filmu niżej.
A we śnie ukrywałam się ze znajomymi, przed kimś kto chciał nas porwać albo zabić, ale znajomi byli niesforni i wciąż hałasowali nie zwracając uwagę na możliwość zdemaskowania nas.


A zapoznał mnie z nim P.M. mój najlepszy i najbardziej uwielbiony nauczyciel malarstwa. Do dziś jest moim idolem.
środa, 05 sierpnia 2009
Pierwszy raz świadomie usłyszałam tą piosenkę u M. Faceta o pięknej twarzy i ładnych włosach, którego to fizjonomia zawładnęła mną mocno. Do tego stopnia, że do całkiem obcego napisałam list, a potem poderwałam go w galerii. Jednak szybko się okazało, że ładna buzia to nie wszystko, a charakter pełen buty, zarozumiałości i zazdrości tylko niszczy. Swoją fascynację ładną buzią mocno odchorowałam. Ale do dziś kiedy patrzę na foty M. myślę sobie: Ależ to ładny facet :-))).
Wspominałam też dziś J. Początki znajomości. Różne sytuacje. Pakując się znalazłam zdjęcie, jakie mu zrobiłam - na prawdę dobre.
Pamiętam jak kiedyś wieszaliśmy wystawę poplenerową. Pracowaliśmy cały dzień i zjedliśmy tylko paluszki, które ktoś litościwie nam dał, a kiedy wypiliśmy pierwszy kieliszek wina, upiliśmy się straszliwie. I J. do mnie rzekł - bo obserwowaliśmy galerniczkę, bardzo ładną i zgrabną kobietę - więc J. rzekł do mnie jak do faceta: "Ależ ona ma świetny tyłek, prawda?"


środa, 29 lipca 2009
Chyba z nadmiaru emocji fotografując po raz tysięczny TEN PIEPRZONY SŁOIK, który jest z mrożonego szkła i na każdej focie wychodzi szaro-bury lub szaro-buro-żółty i za chuja nie chce wyglądać jak fota do gazety i myśląc o tym, że jednak żal opuszczać mi obecne mieszkanie i czując całkowitą pustkę w duszy i myśląc o moich dziwnych relacjach z ludźmi i czując się jak szerszeń z wyrwanymi skrzydłami i nogami, poszłam do pracowniczej łazienki i się ... rozpłakałam. 
wtorek, 28 lipca 2009
Mocna kawa z rana. Lekki ból głowy, w uszach wciąż piosenka która towarzyszyła mi wczoraj podczas pakowania. Niepokojące myśli, niepokojące emocje związane ze sztuką i ludźmi na codzień. Większość swoich obrazów pamiętam. Wczoraj jednak udało mi się odkryć parę wosków, o których na śmierć zapomniałam (ale  to pewnie dlatego, że są kiepskimi pracami, a nie warto pamiętać o złych rzeczach). 
Mój zupełny brak intuicji wywołuje we mnie lęk, że wciąż postepuję niesłusznie, dryfuję na tratwie wielkiego oceanu...
"myśl własne wątpia zapuściła szpony
i gryzie siebie sama w swej własnej otchłani
lecz myśl ta czyja ? samo się nie myśli
tak jak grzmi samo i samo się błyska"
Hop Szklankę Piwa, Witkacy
piątek, 24 lipca 2009
Nie lubię dyskutować zwłaszcza o polityce i swoich poglądach. Bo dyskusje wzbudzają we mnie agresję. Bo nie jestem tolerancyjna. I jestem tak naprawdę agresywną osobą. I już rano jedna kawa nie wystarcza. I krew wciąż buzuje. 
 
1 , 2 , 3 , 4
Tagi
statystyka