Choose your future. Choose life.I chose not to choose life: I chose something else.

religijnie (albo i nie)

czwartek, 09 grudnia 2010
Ze grudzień, święta i trochę sakralnie się w adwencie robi, zdobyłam księgę, na którą mam ciekawość już od lat "Księgę Henocha". 
I tak sobie czytam:
"6.
1 Kiedy ludzie rozmnożyli się, urodziły im się w owych dniach ładne i piękne córki.
2 Ujrzeli je synowie nieba, aniołowie, i zapragnęli ich. Jeden drugiemu powiedział: "Chodźmy, wybierzmy
sobie żony z córek ludzkich i spłodźmy sobie dzieci".
(...)
7.
l Wzięli sobie żony, każdy po jednej. Zaczęli do nich chodzić i przestawać z nimi. Nauczyli je czarów i zaklęć
i pokazali im, jak wycinać korzenie i drzewa.
2 Zaszły one w ciążę i zrodziły wielkich gigantów. Ich wysokość wynosiła trzy tysiące łokci.
3 Pożerali oni wszelki znój ludzki, a ludzie nie potrafili ich utrzymać.
4 Giganci obrócili się przeciwko ludziom, aby ich pożreć.
5 I grzeszyli przeciw ptakom, zwierzętom, gadom i rybom. Pożerali mięso jedni drugich i pili zeń krew. 6
Wtedy ziemia poskarżyła się na nieprawych."

I taka tam myśl mi zakwitła: czy to znaczy, że pierwotnie ludzie byli wegetarianami? 
czwartek, 21 października 2010
Dopadł mnie dziś w centrum:

Była dyskusja kto jest królem kościoła, czy Jezus Chrystus czy Święty Paweł. Jedni drugi oskarżali o niewiarę w prawdziwy kościół, bo "to ja wierzę w prawdziwy kościół i prawda jest po mojej stronie". Potem był koncert i dostałam tez ulotkę, trochę przerażającą, bo głoszącą: "Jeśli nie przyjąłeś jeszcze Pana Jezusa do swojego serca jako Pana i Zbawiciela, to nie masz życia wiecznego w sobie."
A więc straszą mnie śmiercią absolutną (?), jeśli nie uznam ich racji. 
A dalej jest jeszcze ciekawiej:
"Możesz to jednak zrobić teraz! Pomódl się z serca, na głos (tu tekst modlitwy). Jeśli pomodliłeś się szczerze, z serca (...) ogłaszam Ci radosną wiadomość: Jesteś zbawiony. Jesteś narodzony na nowo. Jesteś usprawiedliwiony i jesteś na drodze do Nieba."   
A skąd ci ludzie mogą wiedzieć czy jestem zbawiona i narodzona na nowo? Dlaczego wypowiadają się w imieniu Boga?
I jeszcze tak myśli zainspirowane komentarzem Nata pod poprzednią notką, komentarz sugeruje, że oddanie pięknym za nadobne  nie jest sprawiedliwością. Może i nie jest.
Ale przypomniało mi się, że czytałam kiedyś wywiad z jakimś księdzem, który powiedział, że według niego i Hitler powinien być zbawiony. I że jest zszokowany, że katolicy (którzy powinni miłować i wybaczać) chcą go skazać na piekło. A ja sobie wtedy pomyślałam, że jeśli to ma być tak pomyślane, że największym zbrodniarzom wybaczy się, bo tak jest po chrześcijańsku, to po starać się być dobrym człowiekiem? I nie chodzi o to, żeby kogoś skazać na wieki piekieł, ale żeby nie stawiać odpowiedzialności za jego czyny na równi z kimś kto nigdy nie zabił, nie ukradł, nie nakłaniał do zbrodni itd. Dla mnie to jest skrajnie niemoralne.
piątek, 30 lipca 2010
Kilka lat temu chodziłam na "lekcje religii" do kościoła Adwentystów Dnia Siódmego - rozmawiałam wtedy dużo z pastorem, czytaliśmy Biblię, omawialiśmy teksty. Strona kościoła była wtedy dobrze działająca, w stałej usłudze było "słowo na dzień dobry" przesyłane codziennie na maila czy smesa w dwóch opcjach do wyboru: jedno tłumaczenie lub wszystkie dostępne tłumaczenia, żeby można było porównać przekłady. Był też darmowy program do czytania Biblii w komputerze. Dziś potrzebowałam znaleźć jeden cytat z Biblii i z przykrością stwierdziłam, że tak jak strona umarła w roku 2008, nie dostaje się już "Słowa na dzień dobry", nie ma nowych artykułów i ogólnie wszystko jest martwe, to zmieniła się tylko jedna rzecz: program do czytania Biblii nie jest już darmowy - można zapłacić Empikowi 60 zł za niego. 
Ja rozumiem, że praca kosztuje i ktoś ten program zrobił, ale skoro przez kilka lat był darmowy, to raczej sadzę, że ktoś w końcu postanowił na tym zarabiać i raczej nie twórcy. 
Dziwną moją myślą jest, że jednak ludzie w tym kraju powinni mieć jak najszerszy i jak najbardziej darmowy dostęp do Biblii, bo podobno to w końcu kraj katolicki.

Przypomniało mi się, jak lata temu kupiłam sobie Biblię Tysiąclecia, akurat przed zajęciami i będąc już na nich, nie chciałam kłaść Biblii na podłodze, więc położyłam je obok swojego miejsca na stole. Znajomi zapytali mnie cóż to za dużą księgę kupiłam, a po usłyszeniu, że Biblię, zadali mi pytanie: "A po co?"
Zdębiałam, i chyba wtedy po raz pierwszy pomyślałam, że to co usiłują nam wmówić jako dane oficjalne, chyba nie zawsze takimi są.
środa, 24 lutego 2010
dziś rano w dyskusji religijnej. Jakaś panna napisała, że rzucił ją facet, bo nie mogła wziąć ślubu kościelnego. Przyznam, że dyskusje religijne mnie fascynują, bo zazwyczaj zderzają się w nich skrajni wierzący i skrajnie niewierzący. I powalił mnie jeden post, że: nie żałuj, że facet odszedł, skoro woli wyimaginowanego brodatego przyjaciela, zamiast realnej kobiety. Wyimaginowany brodaty przyjaciel - LOL. Pojawiały się też glosy, że wierzący, którzy modlą się, toczą rozmowy z Bogiem jak małe dzieci z misiami, czy lalkami. Wciąż mnie zastanawia, kto bierze udział w takich dyskusjach i czemu ci ludzie wciąż obrzucają się obelgami i pogardą w obie strony. 
Powszechny był też pogląd, żeby ochrzcić się, skoro facet ma takie parcie i "odwalić szopkę kościelną" skoro facet chce takiego ślubu. Ja może jakaś dziwna jestem. Ale nie ochrzciłabym się dla szopki - właśnie z powodu szacunku do religii. Dlatego, żeby fałszywie "nie wyznawać". Jeśli się szanuje czyjąś wiarę, nie zabawia się jej sakramentami czy tradycjami. I muszę przyznać, że ani poglądy katolików (co zrozumiałe) nie były mi bliskie, jak i ateistów (co już mniej zrozumiałe).
poniedziałek, 18 stycznia 2010

Z książki "Rowerem i pieszo przez Czarny Ląd" wspomnienia Kazimierza Nowaka:

"Było to tak dawno, że określic kiedy, nie sposób. Dobry Leza (afrykański Bóg) żył wtedy wśród nich, jadł smaczne buraki z wędzoną rybą i chronił swój lud od chorób i klęsk. Watabwa (plemię) byli wówczas bardzo liczni, a skóra ich miała biały kolor. Dobry Leza rozpasał ich butę, aż z biegiem czasu zaczęli występować przeciw niemu.

Urządzili łowy, w których uśmiercili wiele sztuk antylopy pongo, której mięsa nade wszytsko zabronił im jeść opiekuńczy Leza. Rozpaliwszy ognisko, zaczęli piec to zakazane mięso. Wtedy przyszedł Leza i zagroził, że gdy zaczną jeść pongo, odejdzie na zawsze. Zapach pieczystego był jednak tak ponętny, że poczęli rozrywać ćwiartki i szarpać je ostrymi zębami.

Znikł wtedy dobru Leza i odszedł ku niebiosom, wysoko bardzo, a łowcy z przerażeniem spostrzegli, że skóra ich stała się czarna, jak pieczone pongo! Powróciwszy do swych domów, zastali czarne kobiety swoje i dzieci. Dobry Leza opuścił na zawsze Watabwa dzieci swoje, a pieczę nad nimi powierzył Kibauna (Wielkiemu Duchowi)." 

Zaskakująco podobne do historii biblijnej...

piątek, 03 lipca 2009
"Bóg go śmiercią ukarał , był on w tym stanie przez sto lat, potem go wskrzesił i zapytał: - Wieleś lat tu zostawał? - Dzień jeden czy kilka godzin - odpowiedział wędronik."
Koran, II, 261
wtorek, 24 lutego 2009
czasem trafiają w nasze ręce. A ja właśnie słucham piosenek z kaset, które należały do kogoś tragicznie zmarłego. I to dziwne jak te przedmioty są  nacechowane wspomnieniami i energią. Tyle lat już minęło. I tak na prawdę nigdy go nie lubiłam. Zawsze był moim wrogiem. A jednak gdybym mogla inaczej potoczyć historię, nie wydarzyło by się to co się stało.
Całe to moje życie jest dla mnie jak sen, tylko czasami mam przebłyski, że życie to rzeczywistość i ja na prawdę żyję, na prawdę się starzeję i na prawdę umrę.
poniedziałek, 19 stycznia 2009
Pierwszą moją płytą cd była ścieżka dźwiękowa do "Jesus Christ Superstar". I muszę przyznać, że kocham tę muzę do dziś. I jest tak genialna, że całkowicie odczuwam, że twórca muzy wiedział, że Bóg istnieje. Ja jak to sceptyk, chciałabym mieć gotowe odpowiedzi. A ta muza poniekąd daje gotowe odpowiedzi.
czwartek, 15 stycznia 2009
Managunna mni przypomniała:
Z tego kredensu pod urokiem, gdy się otwierało szuflady wylatywały zdjęcia moich ciotek i wujów chyba ze strony mojego ojca, ale nie znałam ich. Niektóre z tych zdjęć były porwane na dwie części, tak aby postaciom urwać głowy. Domyśliłam się, że to byli źli ludzie. Z szuflad zdjęcia wyleciały 3 razy, a ja je dokładnie pozbierałam.

Chyba z wrażenia mi się przyśnił ten sen.

Najpierw w mieszkaniu, w którym mieszkam obecnie. Dużo ludzi, ale nie znam ich z reala.  Była jakaś kobieta z czarnymi włosami, symbolizowała czarownicę i złe moce. Rzuciła urok na mój kredens (mam taki naprawdę). Czarownica została usunięta z mojego mieszkania, chyba wbrew jej woli, ale jej uroki pozostały. W kredensie pojawiły się 2 figurki, jedna w odsłoniętej przestrzeni, ktoś święty, ale mniej znany. Figurka kręciła się w kółko wokół własnej osi. Druga figurka to postać chłopca zamknięta za drziwczkami z szybką, wciąż szła do przodu i jeśliby zostawić otwarte drzwiczki, to by spadła i się stłukła. Figurka porysowała drzwiczki, ale od zewnątrz, co bardzo ubawiło mojego wujka J.

A potem pociąg – długi i bardzo szeroki, dośc ciemny. Myślę, że symbolizował moje życie. Wyszłam ze swojego przedziału kupić coś do jedzenia. Po drodze minęłam wagon, w którym leżało sporo osób na podłodze, ale tak zupełnie bez systemu, więc żeby przejść między nimi trzeba było kluczyć. Gdy płaciłam w barku za jedzenia, zgasło światło w całym pociągu i zrobiło się całkowicie czarno. Przestraszyłam się jak wrócę do swojego przedziału, skoro nic nie widzę, nie wiem dokładnie dokąd iść, pamiętam ten wagon z ludzmi na podłodze, gdzie nic nie widząc będę zmuszona przejść po nich i w końcu jak rozpoznam swój przedział, skoro panuje całkowita ciemność. Nie wiem jak, ale pojawiłam się w swoim przedziałe, w którym byli ludzie mi bliscy. Myślę, że ta ciemność symbolizuje osiągnięcie dorosłości i samodzielności. Martwi mnie tylko, że sen nie wskazał jak odnajdę swój przedział. Była tylko scena strachu w barku i potem od razu byłam już w przedziale. Po pociągu krążył szaleniec, który pomagał ludziom, ale modlitwami, zaklęciami, czarami. Wszyscy się z niego śmiali. Myślę, że ten człowiek symbolizował Boga. Do mnie mailem przysłał 2 wiadomości: „Mojżesz istnieje i pomaga.” i jakieś 3 wersowe zaklęcie z Huny (polinezyjska religio-filozofia, uczyłam się tego kiedyś, bardzo pozotywna sprawa). Do mojego wujka przesłał wiadomość: „Jozue istnieje i pomaga.” Kiedy rano o tym myślałam, sądzę, że to chodzi o to, że wujek jest wierzący, a Jozue to zapewne Jezus Chrystus i Nowy Testament. A ja mam wciąż problem z wiarą, więc jako, że ja nie przyjęłam Jezusa do swojego serca, mnie przypadł Mojżesz i Stary Testament.  

Ten szaleniec chodził po całym pociągu, zaczepiał wszystkich ludzi, mówił im różne dziwne rzeczy, ale ludzie w większości się śmiali.

Ostatnia scena snu, chyba nadal w pociągu, ale wnętrze jak salon w mieszkaniu mojej babci, obecnie mieszka tam też mój ojciec. We śnie jest babcia i ten sam wujek, który był wcześniej. Pod stołem przy mojej lewej nodze stoi wiadro z czymś jakby smalcem, ale tylko na jednej ściance (tak jak się wybiera margarynę z pojemniczka), a o to wiadro opiera się coś jakby rękawiczka kuchenna, ale w kształcie rozpłaszczonej i zdeformowanej kokardy. Gdy chcę podnieść wiadro, ta kokarda wskakuje do niego dotykając mojej ręki i pozostawia na mnie wrażenie okropnej oślizgłości. W wiadrze kokarda zaczyna walczyć z ogórkiem kiszonym, a ja budzę się gwałtownie z poczuciem dotknięcia czegoś oślizgłego i obrzydliwego. Myślę, że to mogło symbolizować śmierć.

We śnie budziałam się wiele razy ze strachu, bo było w nim mnóstwo magii, ale nie takiej pozytywnej. I mnóstwo symboli, których nie zapamietałam.

piątek, 28 listopada 2008
Stałam sobie dziś na światłach, a moje myśli krążą ostatnio wokół ostatecznych tematów i pomyślałam nagle: czy to jest możliwe, żeby anioły w ogle istniały? I kiedy tylko skończyła się ta myśl, pani stojąca obok mnie gwałtownie, ale bardzo serdecznie zapytała mnie, gdzie może kupić bilety na tramwaj. I spojrzała mi się w oczy. I zobaczyłam najbardziej niesamowite oczy jakie kiedykolwiek widziałam, tęczówki jasno niebieskie w ciemne szare plamki ok 3mm. Wyglądało to niezwykle (tęczówki zazwyczaj mają jeden stały kolor). Pokazałam pani kiosk dokładnie w przeciwnym kierunku, w którym szła, a ona radośnie i ochoczo się tam udała.
czwartek, 02 października 2008
James Dean mawiał: "żyj krótko, umrzyj młodo, zostaw po sobie dobrze wyglądajace ciało" (czy to był prekursor kreatorów mody i przemysłu kosmetycznego?). A dziś naszła mnie refleksja dotycząca przyczyn śmierci mniej lub bardziej znanych ludzi: w większości przypadków rak. W rubryce "kultura" na onecie, kiedy tylko wchodzę w artykuł powiadamiający o czyjejś śmierci, na końcu jest prawie zawsze "zmarł/a na raka". Klątwa dzisiejszych czasów.
I przypomina mi się od razu koleżanka czytająca z rąk, która wszystkim znajomym wywróżyła długie życie i spojrzała na moją dłoń i powiedziała mi, że mam dbać o zdrowie. Zapytałam ją wprost kiedy umrę i odpowiedziała mi, że mam dbać o zdrowie. Co wyczytała z mojej ręki? Ale inna sprawa, że ja w to za specjalnie nie wierzę :-)).
A ten film zobaczyłam dziś - niby mówi się o opętaniu, a dla mnie to niestety choroba psychiczna, choć fakt że, robi wrażenie. Ci księża co się modlą do Maryji, a tu dobry psychiatra by się przydał. I jak widać Bóg nie pomógł, bo dziewczyna długo nie pożyła.
piątek, 04 lipca 2008
Ten utwór zawsze robił na mnie ogromne wrażenie. I dziś na moim blogu tak jakoś muzycznie. Tekst tej piosenki jako jedna z niewielu rzeczy wzbudza we mnie miłość do Jezusa Chrystusa*, albo raczej pobudza we mnie tą część mózgu odpowiedzialną za religijność, a jest to monolog Jezusa do Swojego Ojca i zwątpienie w ogrodzie Gethsemene - niesamowicie ludzkie zwątpienie.

"Ja tylko chcę powiedzieć
że jeśli jest jakiś sposób
zabierz ten kielich ode mnie
ponieważ ja nie chcę spróbować tej trucizny
czuję jakby to mnie paliło
zmieniłem się
nie jestem tak pewny, jak wyedy kiedy zaczęliśmy
wtedy byłem zainspirowany,
teraz jestem smutny i zmęczony.
słuchaj, zapewne zostały przekroczone Twoje oczekiwania?
Zmęczony jestem tymi trzema latami,
wydaje się jakby upłynęło ich trzydzieści
czy możesz wymagać więcej od innych ludzi?
ale jeśli umrę
zobacz co mi zrobią i poproś ich
żeby mnie nienawidzili, bili mnie,
krzywdzili mnie, przybili mnie do drewna
muszę to wiedzieć, muszę to wiedzieć, Mój Boże,
muszę to wiedzieć, muszę to wiedzieć, Mój Boże,
chcę to wiedzieć, potrzebuję to wiedzieć, Mój Boże,
chcę to wiedzieć, potrzebuję to wiedzieć, Mój Boże,
czemu powinienem umrzeć
co będzie moje teraz,
za co potem?
musze to wiedzieć, muszę to wiedzieć Mój Panie,
muszę to zrozumieć, muszę to pojąć, Mój Panie,
jeśli umrę, jakie dostanę nagrody?
jeśli umrę, jakie dostanę nagrody?
musze wiedzieć, muszę wiedzieć, Mój Panie
czemu powinien umrzeć?
czy możesz powiedzieć mi,
że nie będę zabity na próżno?
pokaż mi tylko trochę
swoich planów
pokaż mi powody dla których muszę umrzeć,
jesteś bardzo szybki w tej decyzji.
Dobrze, umrę!
Po prostu Patrz jak umieram!
Zobacz jakm umieram!
Teraz, smutny i zmęczony
po tym wszystkim
zmęczony tymi trzema latami,
które zdały się dziewiędzięsięcioma
kiedy jestem taki przerażony tym końcem
choć początkiem nie byłem,
kiedy zaczynałem - bo to nie ja zaczynałem
ale Ty trzymałeś wszystkie karty
dlatego wypiję tą truciznę
a potem mnie ukrzyżują i zniszczą mnie
i pobiją mnie
zabij mnie teraz
zanim zmienię swoje zdanie!"

*Chociaż w duchu zastanawia mnie co się ze mną dzieje, bo przecież ja nie wierzę.

środa, 07 maja 2008
FIKCJA: W dzisiejszej "Jordan" ksiądz, który znając tajemnicę spowiedzi jednej ze swoich parafianek i wiedząc o jej romansie z innym księdzem nakazał jej przyznać się przed mężem do romansu. Mąż dowiedziawszy się o tym, zabił żonę, ksiądz uważał, że jest wszystko w porządku, bo dopełnił zasady systemu.
PRAWDA: Moja siostra cioteczna studiuje politykę społeczną i ostatnio opowiadała mi o pomocy społecznej dla małżeństw w kryzysie - większość takich serwisów prowadzą "wysłannicy" kościoła. Autentyczny list i autentyczna porada księdza: faceta zdradziła żona, odeszła do kochanka, zabrała mu dziecko, a on poznał nową kobietę, chce się z nią ożenić, ale chce też mieć akcept kościoła. Co ksiądz odpisał?: że facet ma być sam albo wierzyć, że niewierna żona wróci do niego. Jeśli odejdzie do kobiety, którą pokochał, czeka go piekło.

Przyznam, że zazdroszczę Czechom, że zrozumieli, że religia to bagno. I chociaż bardzo bym chciała by moje życie miało z góry nadany sens i żebym nigdy nie została sama, to naprawdę nie umiem wierzyć w takiego boga. I nawet nie chcę.
piątek, 21 marca 2008
Do porannej kawy serwisy netowe zafundowały mi zdjęcia ubiczownych, ukrzyżowanych i innych umęczonych, którzy chcą być jak Jezus Chrystus (notabene Jezus stał się Chrystusem już po ukrzyżowaniu, a nie przed, o czym prawie nikt nie pamięta). I tak sobie pomyślałam, że zamieszczę tutaj zdjęcia z Grobu Pańskiego. Warunków do refleksji tam zupełnie nie ma: dziki tłum ludzi, długa kolejka, 5 minut na obejrzenie Grobu, w którym i tak nic nie widać, bo jest ciemno i wszyscy strzelają oślepiające foty z flashami (ja też). Ruchu pilnuje mnich:

Podobno wcześniej ruchu pilnował dość narwany mnich, który nie zważał na nic uwagi: ani na wiek zwiedzających, ani na ich stan cywilno-zakonny, ani na płeć - potrafił na kopach wywalić każdego zwiedzającego, który za długo oglądał Grób.
Wnętrze Grobu zaskakuje chaosem wszystkiego:






Przyznam, że dużo większe wrażenie zrobiła na mnie wizyta w ogrodzie Gethsemani, w którym Jezus prosił Ojca, by uchylił od niego ten kielich. Choć ogród sam w sobie nie jest jakiś szczególny:


Może to jednak jest związane z piosenką, która i w muzyce i treści zawsze robiła na mnie ogromne wrażenie. I być może to jest jakiś znak, że pierwsze moje płyty CD to była muzyka z "Jesus Christ Superstar" (które dostałam w prezencie). I szkoda, że tv już tego filmu nie puszcza na Wielkanoc - kiedyś puszczali co roku. Ten film zbliża do Chrystusa dużo bardziej niż poczyniania kościoła.
 
1 , 2 , 3 , 4
Tagi
statystyka