Choose your future. Choose life.I chose not to choose life: I chose something else.

Znad szklanki wina

czwartek, 22 maja 2014
Kiedyś w moim jeszcze licznym towarzystwie pojawił się pewien facet, który był fascynujący, ale jednocześnie budzący irytację. Z początku nie polubiłam się z nim, ale potem dalsza znajomość bardzo mnie zafascynowała, niestety czas wygasił tą znajomość. Ale ta piosenka chyba do końca życia będzie mi się kojarzyć z nim i dobrymi emocjami, które mi przekazał :)
http://www.youtube.com/watch?v=KtBbyglq37E
środa, 18 listopada 2009
I przypomniało mi się, jak chodziłam do szkoły ceramicznej, ale były też zajęcia z fotografii. I budynek, w którym się uczyliśmy foto stał niedaleko Powązek i po każdych zajęciach szłam na grób Cypriana Godebskiego. Pamiętam te spacery po cmentarzu, z Bachem w uchu. A któregoś dnia byłam dalej umówiona na spotkanie  z koleżanką, po wizycie na cmentarzu poszłam na spotkanie i ludzie się jakoś tak dziwnie na mnie patrzyli, a to się okazało, że zmieniałam znicze w rękawiczce i potem potarłam sobie twarz i sadzą ze zniczy, pobrudziłam sobie twarz. Do dziś mnie zastanawia czemu Polacy nie mogą powiedzieć, że jesteś czymś ubrudzona, tylko się śmieją za plecami, jakby było z czego.
Ale te spacery, były w tamtym czasie bezcenne. Na prawdę je uwielbiałam :-).
niedziela, 15 listopada 2009
W zasadzie to piję sama. Wczorajszy wieczór karciany u mnie z powodu pilnowania mamy. Wprawdzie wszystko jest już dobrze, ale... Ale za to fota strzelona na strychu ma charakter regularnej speluny:

A dziś po strasznej ilości snów, w których byłam bardzo zdecydowanie umalowana w tonacjach fioletu, w których jakiś facet upierał się być moim mężem, a ja sama włóczyłam się w nieskończoność, maluję ściany w tramwaju nr2, popijam wino domowej roboty by G. i zaczynam być bardzo wesoła :-). Jutro mam zamiar zakupić haki i powieszać lampki i makatki. Póki co jestem szczęśliwa, że moje ściany zyskują jednolity kolor, bo poprzedni mieszkańcy chyba w bardzo pijanym widzie malowali to mieszkanie, obmalowując meble na ścianach i używając do tego wielu odcieni bieli. Straszliwie mnie to drażniło :-).

I patrząc przez okno na niebo w kolorze jasnej ultramaryny, przypomniały mi się dawne czasy i okna w Atelierze, w pracowni do której chodziłam - framugi były pomalowane na żółto, by wieczorem właśnie pięknie kontrastować z kolorem nieba. 
piątek, 13 listopada 2009
"Remember when you were young, you shone like the sun.
Shine on you crazy diamond."
Kiedy byłeś młody, świeciłeś jak słońce, świeć nadal szalony diamencie!

czwartek, 12 listopada 2009
Tak czekając wieczornie na wieści puściłam sobie piosenkę "Life has been good to me" - życie było dobre dla mnie. I tak jej słucham w kółko. 
poniedziałek, 09 listopada 2009
wykupiłam esemesową wróżbę tarota i przeczytałam: "Wylosowana przez Ciebie karta to odwrócona Śmierć. Czeka Cię niespodzianka. Dzięki niej odzyskasz wyśmienity nastrój, który utraciłaś po powrocie z urlopu. Nie martw się drobnymi niepowodzeniami. Wyjdź im śmiało na przeciw. Więcej wiary w siebie i bliskich. Szkoda życia na zmartwienia."
Ładne :-).

wpierdol?
Tako rzecze mój kot
NNormalny dresiarz z niego!
wtorek, 03 listopada 2009
Jak używać wibratora na pierwszym miejscu?? Przeca to proste chyba nie?

sobota, 17 października 2009
W Rempexie poruszenie, kupujący, sprzedający. Obraz Podkowińskiego do ekspertyzy. Kiedy byłam tam ze 3 tygodnie temu miejsce to ziało martwotą. A potem spotaniczny mój pomysł, że przecież jestem blisko ASP, mogę brakujące akwarele kupić. Lata mnie nie było w tym sklepiku, nowy sprzedawca, inaczej pakowane akwarelki, duzo wspomnień i chaotyczne zakupy, ktore rozbawiły sprzedawcę :-). A kot ma wpierdol, bo nasikał mi na prace i się posklejały, 3 się uszkodziły.
czwartek, 24 września 2009
Bo ponoć moje cygara śmierdzą. I otwarte na oścież okno nie pomaga. Więc z paleniem wyniosłam się na strych. A ten strych ma coś w sobie. Niby jest zupełnie niepraktyczny poprzez duże spady dachu, ale jednak, gdy tak siedziałam i paliłam, byłam w innej rzeczywistości. Tak jakbym była w pracowni.
Artystów uważa się za ludzi z wyobraźnią i mocnym odlotem. Tymczasem dzienniki (kupione notabene za ciężkie pieniądze) Delacroix pełne są wpisów typu:
"Wtorek, 17 lutego. - Byłem dziś na kolacji "U Mamy Tautin" z Fieldingiem i Soulierem. Robię postępy w angielskim,
Namalowałem dziś draperię kobiety w rogu; wczoraj poprawiłem ją. Namalowałem także rękę i nogę klęczącej kobiety.
Dałem Marii Aubry po śmierci Gericaulta ........7 lub 8 fr.
Żebraczce, która pozowała do studium na cmentarzu.....7 fr.
Nassau (starszemu) ............5 fr.
Nassau (młodszemu)............1,50 fr
Jucarow..............................5 fr.
Emilii Robert, wczoraj, w poniedziałek i sobotę 14, 15 i 16 lutego ...12 fr.

W niedzielę byłem na kolacji u Leblonda. Piętnaście osób przy stole: wystawne przyjęcie.
Wieczorem wpadłem na chwilę do ciotki Riesener: miła pogawędka. W przyszłą niedzielę mam tam być na kolacji.
Przed dwoma czy trzema dniami byłem na kolacji z Henrykiem. Tak, przypominam sobie: 13 lutego miał wolny dzień. Malowałem młodzieńca w rogu według Żebraczki. Przedtem jedliśmy razem kolację "U Mamy Tautin". Wciąż go bardzo lubię.
Bije północ! Do łóżka!"
Nic, tylko kolacje na mieście, nudne rachunki i beznamiętne notatki o obrazach. A gdzie to całe artystyczne życie z pelerynami, piciem i kobietami konsumowanymi jedna po drugiej? :-)))) Ech, wszystko przereklamowane :-).
No a jutro znowu emigracja strychowa :-).
środa, 16 września 2009
Ma w sobie urok i moc ognia. Niestety nie mam obecnie białej szałwii, tylko jakieś inne zioło, ale i ono pięknie pachnie. Takie palenie ognia daje całkowite odcięcie się od rzeczywistości...

niedziela, 09 sierpnia 2009
Tak mnie wzięło na nikotynę, że wczoraj paliłam papierosa za papierosem, G. się zdziwiła, że można na raz tyle nikotyny przyjąć. A no można. A nawet potrzeba taka była. I nie jest to związane z autodestrukcją. Raczej z jakąś potrzebą umysłu. Albo stanem emocjonalnym. A kawa zaraz będzie pita. Ale bez tego siorbania, które towarzyszy każdej filiżance kawy w "Kawie i papierosach" Jarmuscha. Umoczyć usta w pysznej kawie, a krew w nikotynie.
No i wlanie zostało wczoraj ustalone, że J. to jednak nie powinien już zupełnie zajmować miejsca w moim sercu, ale że zajmuje jednak, to jeszcze się waham nad środą, czy pójść i zobaczyć jego najnowszą pracę. Do końca życia będę go trochę kochać, bo jednak czemu wyrzucać wielkie uczucia? Choć się nie udało i udać się nie mogło, to jednak przez wiele lat, to był dla mnie bardzo ważny człowiek, artysta, facet, mentor, nauczyciel.  
piątek, 07 sierpnia 2009
Z tej przeprowadzki, nadmiaru przypomnianych wspomnień i emocji od kilku dni miałam wielka potrzebę wprowadzenia do krwioobiegu nikotyny. Kupiłam dziś paczkę (chyba po raz pierwszy od kilku lat). Nie było moich ulubionych Lucky Stricke, wybór padł więc na Camele. I teraz zapalam papierosa po papierosie zapałkami, które dał mi R., oglądam "Kawę i papierosy" Jima Jarmuscha, popijam wino i błądzę myślami nad całym tym sensem wszystkiego. 
czwartek, 06 sierpnia 2009
Myślałam dziś o M. Kiedy zimą w nocy szliśmy do Aurory, powiedziałam M. że mi zimno, a on z pewną czułością poprawił zapięcie moje kurtki, żeby było mi cieplej.

Pamiętam jak z M. rozmawiałam po kilka godzin dziennie przez telefon. Siadywałam wtedy na korytarzu, a mieszkałam wtedy w domu, który korytarz miał wyłożony wielkimi lustrami, siadałam sobie na ziemi, rozmawiałam z M. i patrzyłam się na swoje wielokrotne odbicia.

Myślałam o J. jak kiedyś przyszedł do mnie oglądać moje prace i potem leżeliśmy i zasnęliśmy na podłodze oglądając TV, a ze stołu koty zeżarły pozostawioną tam przez nas wędlinę.

Myślałam o tym, jaki kiedyś wpadłam do pracowni cała podekscytowana i niemal krzycząc wypaliłam do J., że śnił mi się całą noc i coś bardzo mądrego mówił, ale niestety nie zapamiętałam co, a on mi na to, że i jemu się śniło, że  coś do mnie mówił, ale nie zapamiętał  co.

Myślałam o tym, jak kiedyś oglądaliśmy w Sofii dziwki tańczące na stołach i była tam razem z nami P. moja dobra koleżanka i J. pod koniec wieczoru powiedział mi, że zabiera P. do niego na noc. Poczułam się jakoś dziwnie zdradzona i wybiegłam z Sofii, a J. za mną, przegonił mnie, rozłożył ramiona i padł przede mną kolana, przeprosił, ale na noc ze sobą zabrał jednak P. A ja przeszłam wtedy przez pół Wawy na piechotę , opędzając  się po drodze od nachalnego kierowcy, który bardzo chciał się ze mną zaprzyjaźnić  i odwiedzając swój pierwszy dom.

Myślałam o pewnej imprezce u kolegi (dawno już nie widzianego zresztą), o tym jak półleżałam na łóżku i bawiłam się warkoczem J.

Myślałam o tym, jak na jednym z plenerów kupowaliśmy z J. skrzynkę piwa i razem ją nieśliśmy do naszych kwater.  Skrzynka była za ciężka dla mnie i szliśmy dość szybko, ale mnie honor nie pozwolił się przyznać, że nie daję rady, a J. to widział, ale że jemu się właśnie podobała ta moja hardość, tylko się uśmiechał do siebie .

I właśnie przed chwilą, pisząc ten tekst, dostałam zaproszenie od J. na pokaz jego pracy.



sobota, 11 lipca 2009
Niedaleko mojego domu jest sklep Społem, w którym czasem robię zakupy awaryjnie. Awaryjnie to znaczy, że głównie w koszyku mam puszki dla kotów, puszki z piwem i butelkę wina. Sprzedawała tam taka młoda dziewczyna, z jakimś nieciekawym syfem na twarzy i zezem rozbieżnym. I ostatnio zaczęła sprzedawać w Społem koło mojej pracy, w którym znowuż zazwyczaj kupuję śniadania, ale tak się złożyło, że akurat dzień po dniu kupowałam wino. Pijam wina raczej ze średniej półki, bo na te dobre, super dobre i najlepsze najzwyczajniej w świecie mnie nie stać. No więc kupuję wino, obsługuje mnie ta panna (zawsze gdy na nią patrzę, myślę czemu nie skoryguje sobie zeza operacyjnie, bo można to zrobić i czemu się maluje, bo i tak nic jej nie pomoże), stresuje mnie ten zez, bo nie wiem, w które oko jej patrzeć i ona nagle do mnie: Dobre jest to wino? Więc ja, że tak. Czyta na etykiecie, że wytrawne. A do czego się je pije? (w myśli mi przechodzi, że wina wcale nie trzeba do czegoś pić, bo można je pić dla samego wina), ale mówię, że do wołowiny i wieprzowiny. A do czego się pije słodkie wino? (w myśli mi przechodzi, że kto w ogóle pija słodkie wino, przecież to ohydztwo). Odpowiadam, że ja nie pijam. A słodkie wino pije się do kurczaka? Raczej białe, niż słodkie, ale to też zależy do jak podanego kurczaka.
Pakuję butelkę wino do torebki i odchodzę, czując, że nie zaspokoiłam potrzeby winiarskiej wiedzy sprzedawczyni, ale czuję, że za dużo czasu by to zajęło. Ale lekko żałuję, bo rzadko się zdarza, by kogoś interesowało wino.

 
1 , 2 , 3 , 4
Tagi
statystyka