Choose your future. Choose life.I chose not to choose life: I chose something else.
czwartek, 02 grudnia 2010
Jakoś dziś ciężko było mi się zebrać w sobie i mówię do współpracownicy: "Dziś to ja myślę głową, zamiast dupą." I widzę wielkie (i szczere) zdumienie w jej oczach i słyszę pytanie: "A to powinnaś myśleć dupą??" No tak, chciałam powiedzieć, że dziś myślę dupą, zamiast głową, ale mi nie wyszło, by myślałam dupą, a nie głową :)).
poniedziałek, 29 listopada 2010
Jak co roku zima zaskoczyła. Tym razem przeszła samą siebie i zaskoczyła nie tylko drogowców, ale wszystkich. Warszawa cała stoi, Łódź stoi, Wrocław stoi, trasy krajowe w centralnej Polsce stoją, o tym wiem z pierwszej ręki. I nie mam powodu przypuszczać, że gdzie jest lepiej. Prasa milczy. A drogowcy mają to wesoło w 4 literach. Nigdy nie zrozumiem tego kraju. 
piątek, 26 listopada 2010
Miałam kiedyś zajęcia fotograficzne w szkole mieszczącej się obok cmentarza Powązki. Zajęcia odbywały się rano i kończyły w połowie dnia, po nich zazwyczaj chodziłam na Powązki, głównie na grób Cypriana Godebskiego, z którym zetknęło mnie trochę miejsce zamieszkania. Były to jeszcze czasy walkmenów i że to zima była i jakoś mi się tak pozytywnie słuchało, słuchałam wtedy organowego Bacha. Uwielbiałam słuchać Bacha w takim miejscu. Chodziłam po cmentarzu i słucham organów. 
Kupiłam znicze, że zima była, miałam czarne rękawiczki, zebrałam stare świeczki z grobu Cypriana, zapaliłam nowe. 2 godziny później miałam spotkanie z koleżanką, że trochę czasu miałam przeszłam się po mieście, ludzie się na mnie dziwnie patrzyli. W sklepie z płytami sprzedawczynie chichotały. A potem koleżanka powiedziała mi, że mam czarne smugi na twarzy. Od zniczy, bo w rękawiczkach czarnych zbierając znicze, ubrudziłam je, a nie było widać. Ot taki dziwny kraj, niby czarne smug na twarzy nic śmiesznego, a jak ucieszyły.



czwartek, 25 listopada 2010
Załatwiam na poczcie sprawy i kilka okienek dalej stała pani koło 60tki, dwa okienka od niej pani koło 30tki. I starsza pani z wielkim uśmiechem do tej młodszej na całą pocztę: "Jolu! Nie poznałam cię! przytyłaś!" Padłam :))

I drugi raz też dziś padłam. Zmienił się nam opiekun w jednej firmie i nowy całkowicie zawalił zlecenie, nie przekazał do realizacji, poplątał z innymi zleceniami, wszystko zawalił. W ramach dalszej współpracy z tą firmą rozmawiałam z jego szefową, że on wszystko zawalił, ale chcemy dalej współpracować, bo jesteśmy z nimi związani już kilka lat i w odpowiedzi słyszę mówione z pretensją: "Ale pan W. to dobry i sympatyczny człowiek!" Padłam. Może dobry i sympatyczny, ale pieprzy zlecenia, i co to za argument w ogóle??!!
On nie ma pić z nami herbatki, tylko realizować zamówienia.
To chyba będzie mój tekst miesiąca.
niestety tylko w 3 dni











środa, 24 listopada 2010
Byłam dziś u lekarza, który był normalny. Nie jakiś pojeb uważający się za półboga. No i od jutra pierwsze w życiu okulary. Nie trawię za bardzo przemijania. Ale na nieuchronność nic się nie poradzi, no chyba, że zostać świętym, ale to mi raczej nie grozi :). 
No i czas adwentowy nadchodzi. Ja już po corocznym obejrzeniu "To właśnie miłość" - romantyczny film o miłości (takiej co to mi się nie zdarza) w czasie świąt. Zawsze mnie wprawia w dobry nastrój. 
środa, 17 listopada 2010
Jakiś czas temu porzucone przez znajomego zostało u mnie pudełku miętówek. Leżało sobie dobry miesiąc, a kiedy w końcu po nie siągnęłam - najpierw niewinnie po jedną miętówkę - a kiedy poczułam jak pyszna jest po następne, chyba z 15 :)). Ale, że nie byłam sama, zaproponowałam znajomej. I ona najpierw uświadomiła mnie, że miętówki proponuje się komuś, komu śmierdzi z gęby, a potem zabrała mi pudełko, by przeczytać ile mają kalorii. 
I bądź tu człowieku dobrym. Dla mnie były po prostu pyszne :)). Ani nie wącham jej gęby, a i nie jest moim mrocznym, niecnym planem spaść ją miętówkami :PPP
wtorek, 16 listopada 2010
Mój ojciec ostatnio wymyślił, że świetną popularnością cieszyła by się turystyczna plansza, taka w jaką wkłada się głowę i robi pozorowane zdjęcia. Plansza przedstawiała był prezydenta Komorowskiego jak bije pałka po głowie obrońców krzyża i każdy, kto by się w jakiś sposób utożsamiał z nimi mógł sobie zrobić zdjęcie, jak to jest ciemiężony. Pomysł doskonały i mam przeczucie, że by marketingowo też zadziałał.
poniedziałek, 15 listopada 2010
stwierdzając, że Górniak to fajna, atrakcyjna i ciekawa kobieta. Jednak to chyba prawda, że faceci patrzą na kobiety przez pryzmat "zwodzonego mostu". Inaczej tego nie umiem pojąć. Ale mój ojciec, żeby w ogle dostrzegał tego typu kobietę... Kiedyś to było nie dopomyślenia. 
"Hej prorocy moi z gniewnych lat 
Obrastacie w tłuszcz"
środa, 10 listopada 2010
w zaprzyjaźnionej drukarni pani mówi mi dziś, że mają właśnie zakupili dwa małe szczurki, pytam co na to ich dwa koty, a pani mówi: Siadają przed klatką i obserwują sobie jak program kulinarny w telewizji

powala?? :))
czwartek, 04 listopada 2010
W naszym biurze furtka otwiera się tylko od wewnątrz, podjechał dziś kurier z paczką i podaje mi paczkę nad furtką, ale otwieram furtkę, żeby było wygodniej, a kurier do mnie: "Ach, więc można i w ten sposób." Na to ja mu, niewiele myśląc: "A co pan myśli, że my przeskakujemy przez furtkę?" Wyraz jego twarzy i wymamrotane z fochem: "No nie wiem." bezcenne :))
niedziela, 31 października 2010
Sporo ludzi narzekało, że cmentarz nie sprzątnięty i masa liści leży. A mi się podobało. Lubię brodzić w liściach.



W końcu chyba pogodziłam się z dziadkiem.
A tu jego siostra walcząca do końca życia o przyjaźń polsko-niemiecką:

I zapomniały grób, na który nie przychodzi nikt od wielu lat. Nic dziwnego, minęło już 80 lat.

czwartek, 28 października 2010
a tu Helloween :)))

środa, 27 października 2010
Napisałam (grzecznie) do Travelera, że niesłusznie nazwał Home Africa Bar restauracją (i poprosiłam o podawanie bardziej prawdziwych informacji), czym wprowadził mnie w błąd i zaprosiłam tam rodzinę, odkrywszy jednak, że to zwykły fast-food nieźle się ubawiliśmy.
I dostałam odpowiedź:
"Dziękuję za list. Informacja o restauracji Home Africa Bar jest prawdziwa, ponieważ tak właśnie wyglądają restauracje w Afryce. To prawda, że nie jest to miejsce luksusowe, ale przecież nie to jest wyznacznikiem restauracji. 
Cieszę się, że wieczór był udany i że otworzyła się Pani na nowe doświadczenia kulturowe."
I trochę mnie zagotowało. Bo po pierwsze, jeśli coś jest nazywane restauracją w Afryce, nie musi wcale być tym samym w Europie, bo dla nas to zwykły fast-food. A i ja będąc w Afryce myślę, że nie nazwałam bym takiej budy restauracją, tylko barem szybkiej obsługi. I każdy, kto przeczyta słowo "restauracja" będzie miał określone skojarzenia i oczekiwania. Dwa, że od razu mowa jest o luksusie, a nie o luksus przecież chodzi, a o podstawowe warunki - tam nie było nawet ogrzewania i trzeba było siedzieć w kurtce! I trzy: ostatnie zdanie jest wyjątkowo bezczelne. Ja po prostu śmiałam się z tego, że zostałam oszukana, a nie, że otworzyłam się na doświadczenia kulturowe.
poniedziałek, 25 października 2010
Tagi
statystyka