Choose your future. Choose life.I chose not to choose life: I chose something else.
wtorek, 21 grudnia 2010
kiedy to zakochałam się w pewnym facecie, ale, że on był na nie, trzeba było zapomnieć o tym, zanim palnik rozpalił się do czerwoności.
Została jednak mi pewna piosenka :)))  A kiedy jej słucham, robi mi się tak kurcze, miłość to piękne uczucie, a ci którzy go zaznają, są w pięknym wymiarze. Szkoda, że mi nie jest dane spotkać kogoś dla siebie.


A dziś nowy kontrahent podrzucił wydruki i kurka :))) dawno tak przystojnego faceta nie widziałam na żywo :)). 
niedziela, 19 grudnia 2010
Uwielbiałam bazar na stadionie dziesięciolecia. Przemiana bazaru w obiekt sportowy boli mnie do dziś, bo bazary uwielbiam, a sport jest dla mnie czymś kompletnie nietrakcyjnym. 
I odwiedziłam dziś nowe miejsce bazarowe na Maryswilskiej. Całkiem fajnie, nawal są sklepy z wietnamską żywnością. Tylko, że daleko. No cóż, wiem, grzeszę, ale dla mnie kopanie w piłkę, jest tak głupie, że bazar z wietnamskimi tajnikami w centrum Wawy jest dużo bardziej wartościowszy, niż stadion.
Ponoć rodzice w dziecięctwie mówili mi, że jest ktoś taki jak Bóg, ale że się nie przyłożyli do tego, pierwsze moje spotkanie ze szkołą podstawową i innymi dziećmi zaowocowało szokiem. Każdy wiedział, że Bóg jest, że Bóg kocha i że Bóg rozlicza. A ja nie znałam żadnej, nawet podstawowej modlitwy. I nie miałam pojęcia, że Bóg istnieje. Pamiętam do dziś, że nie rozumiałam, co mi inne dzieci mówiły: jaki wszechmocny??
Przez całe lata rosłam poza wiarą.
Z rozrzewieniem wspominam koleżankę, która rysowała mi jak się trzeba żegnać i pisała słowa modlitw.
Paradoksem pierwszą płytę CD jaką w życiu miałam to był soundtrack do "Jesus Christ Superstar". 
I z latami coraz bardziej się zastanawiam czy coś się za tym kryje. Nie potrafię w nic prawdziwie uwierzyć, a jednocześnie czuję, że w coś trzeba wierzyć.
A jednocześnie muzyka robi na mnie tak mocne wrażenie, że czasami dałabym się za nią zabić.
piątek, 17 grudnia 2010
komentującego "rewelacyjne" doniesienia mediów, o tym, że Dorn przyszedł do sejmu pijany

środa, 15 grudnia 2010
Obejrzałam dziś film "Apostoł". Fascynujący wielokrotnie, raz, że przedstawiał życie pewnego kaznodziei, któremu odwaliło. Dwa, że w ataku szału i zazdrości zabił kijem beisbolowym kochanka żony. Trzy, że zupełnie to na nim nie zrobiło wrażenia i żył jak gdyby nic. Cztery, że założył nowy kościół, oczywiście w oparciu o miłość do Jezusa i dekalog. Pięć, że u nas nie ma aż tak sekcyjnych kościołów, i tak jak u nas jest przegięcie z "moja wina, moja bardzo wielka wina" i że za wszystko trzeba się kajać, tak tam była przesadna radość i entuzjazm człowieka niezrównoważonego emocjonalnie. 
A tak zobaczyłam, że religijny film, to chciałam tak przed świętami :))) Bo mi brakuje filmów z przesłaniem. 
wtorek, 14 grudnia 2010
zamawiamy chińskie jedzenie na dostawę, że często następują pomyłki, sprawdzamy dostawy. I dziś też, widać, że sporo brakuje. Pojemniczki z potrawami popakowane w siatki, przy panu inkasującym kasę sprawdzam, co przywiózł, chcę już iść po nożyk do rozcięcia torebki, a pan wręcza mi niezłą klingę do podrzynania gardeł :)) Padłam :)
Okienka pracują jak chcą, panie się snują po zapleczu, a klientów masa. Do nieczynnego okienka, ale przy którym siedzi sobie pani, podchodzi starszy pan i pyta, czy może wysłać list, bo mu ciężko stać. A pani wesoło na to: To pan usiądzie!
lol
/poza tym wszystkie miejsca siedzące były zajęte, ale ktoś się zlitował i ustąpił panu/
Wczoraj Wigilia dla znajomych, masa ludzi, którzy myślę, że dobrze się bawili :) A dziś wernisaż mojego dawnego nauczyciela. Gwarny, dużo luda, ale jakoś tak nieskładnie, nie było z kim pogadać, nie było z kim piwa wypić później, a nawet za bardzo z kim wina wypić wcześniej, więc dość szybko się zmyłam.
A i nowy tekst miesiąca: Dzwonię do firmy sprzedającej kartki świąteczne z nadrukiem. Pytam o dany wzór - nie można kupić. A bez nadruku? - też nie można. Widzę na stronie, że mają w magazynach jeszcze 2750 kartek, więc dopytuje: na pewno nie można bez nadruku kupić? I słyszę: Nie, nie można. Sezon na kartki zamknęliśmy 10 grudnia. Hmmm. Socialismus or muerte? Czy co?
sobota, 11 grudnia 2010
W piątek poszłam na wernisaż mojego dawnego nauczyciela rysunku i przy okazji wieloletniego przyjaciela (?) - dobrego znajomego (?) - kogoś z kim łączy mnie wiele nieokreślonego :). I tak się złożyło, że przyszło też wiele osób których nie widziałam od lat, a z którymi przeżyłam świetne czasy w pracowni i świetne plenery. I wieczór miał wielką magię, bo byliśmy jakby o 10 lat młodsi. Na ciemnej, zimnej klatce piliśmy wino i rozmawialiśmy 
(bo palacze teraz na wygnaniu). Byliśmy znowu młodymi, tworzącymi ludźmi. Byliśmy dobrze zgarną paczką, która świetnie się bawiła i w pracowni i przy piwie.
Przy okazji dowiedziałam się, że jakiś mój wosk został odnaleziony w tajemniczych okolicznościach (choć trochę brzmiało jakby został skądś ukradziony), ja się miałam o tym w ogle nie dowiedzieć, a obecnie wisi u byłego mojej dobrej znajomej i dobrze im służy :).
Do tego któryś z moich obrazów oddany na charytatywna aukcję, też zaczął swoje nowe życie. 
No i dostałam "konieczne" zaproszenie na przyjście na wernisaż mojego innego, dawnego nauczyciela. Na niego i na jego żonę trochę zła byłam z różnych względów, ale ostatecznie wybaczenie jest cnotą, a 10 lat wspólnego czasu też robi swoje. Więc idę :). 
czwartek, 09 grudnia 2010
Nowa odsłona Facebooka okazała się dość niemiła dla mnie, dotychczas można było pisać normalne posty, a teraz można zamieścić tekst do 433 znaków. A więc witaj kochany blogu ponownie :)
Ze grudzień, święta i trochę sakralnie się w adwencie robi, zdobyłam księgę, na którą mam ciekawość już od lat "Księgę Henocha". 
I tak sobie czytam:
"6.
1 Kiedy ludzie rozmnożyli się, urodziły im się w owych dniach ładne i piękne córki.
2 Ujrzeli je synowie nieba, aniołowie, i zapragnęli ich. Jeden drugiemu powiedział: "Chodźmy, wybierzmy
sobie żony z córek ludzkich i spłodźmy sobie dzieci".
(...)
7.
l Wzięli sobie żony, każdy po jednej. Zaczęli do nich chodzić i przestawać z nimi. Nauczyli je czarów i zaklęć
i pokazali im, jak wycinać korzenie i drzewa.
2 Zaszły one w ciążę i zrodziły wielkich gigantów. Ich wysokość wynosiła trzy tysiące łokci.
3 Pożerali oni wszelki znój ludzki, a ludzie nie potrafili ich utrzymać.
4 Giganci obrócili się przeciwko ludziom, aby ich pożreć.
5 I grzeszyli przeciw ptakom, zwierzętom, gadom i rybom. Pożerali mięso jedni drugich i pili zeń krew. 6
Wtedy ziemia poskarżyła się na nieprawych."

I taka tam myśl mi zakwitła: czy to znaczy, że pierwotnie ludzie byli wegetarianami? 
środa, 08 grudnia 2010
Właśnie mi się przypomniało: jestem dziwną masochistką :)) nieznoszę sie budzić, ale dziś w nocy kilka razy sie obudziłam, bo tak przyjemnie mi się usypia :))
wtorek, 07 grudnia 2010
Od jakiegoś czasu noszę okulary, głównie do komputera, ale zdarza mi się i tak na codzień.
I niedawna moja rozmowa z pewną panną:
Panna (entuzjastycznie): O nosisz okulary??!!
Ja (nieco smutnie): Niestety. (w domyśle, starzeję się i umieram)
Panna (entuzjastycznie): No co ty!! Okulary dodają inteligencji!!

Gdybym to ja wcześniej wiedziała, od urodzenia bym nosiła, normalnie od urodzenia :))) Ależ byłby ze mnie inteligent dzisiaj!! :)))
każdemu kto może obejrzeć.
Przy okazji stwierdzam, ze ja jestem, jak Max. Też nie rozumiem większości ludzi i z życiem mi jest na bakier.
Ale pod wpływem tego filmu postanowiłam rozpocząć łańcuszek ulubionych słów.
Maxa ulubione słowo: Kumkwat.
Ja też je lubię. 
Pasadoble, hibiskus, malbec, brzeszczot, Biesiekierz - to kilka moich ulubionych. Musze chyba zacząć spisywać takie słowa, bo tak na rozkaz to do głowy nie wszystko przychodzi. 

No i widziałam nowego Harrego. Lepszy niż się spodziewałam. Na tyle ciekawy, że ludzie zacinali się w obżeraniu popcornem i chwilami było cicho na filmie :)).
niedziela, 05 grudnia 2010
W kinie bilety nam kasuje panna przebrana za mikołaja i nagle mój ojciec wykrzykuje: "Kobieta z brodą!" Panna padła :))
Tagi
statystyka