Choose your future. Choose life.I chose not to choose life: I chose something else.
niedziela, 31 października 2010
Sporo ludzi narzekało, że cmentarz nie sprzątnięty i masa liści leży. A mi się podobało. Lubię brodzić w liściach.



W końcu chyba pogodziłam się z dziadkiem.
A tu jego siostra walcząca do końca życia o przyjaźń polsko-niemiecką:

I zapomniały grób, na który nie przychodzi nikt od wielu lat. Nic dziwnego, minęło już 80 lat.

czwartek, 28 października 2010
a tu Helloween :)))

środa, 27 października 2010
Napisałam (grzecznie) do Travelera, że niesłusznie nazwał Home Africa Bar restauracją (i poprosiłam o podawanie bardziej prawdziwych informacji), czym wprowadził mnie w błąd i zaprosiłam tam rodzinę, odkrywszy jednak, że to zwykły fast-food nieźle się ubawiliśmy.
I dostałam odpowiedź:
"Dziękuję za list. Informacja o restauracji Home Africa Bar jest prawdziwa, ponieważ tak właśnie wyglądają restauracje w Afryce. To prawda, że nie jest to miejsce luksusowe, ale przecież nie to jest wyznacznikiem restauracji. 
Cieszę się, że wieczór był udany i że otworzyła się Pani na nowe doświadczenia kulturowe."
I trochę mnie zagotowało. Bo po pierwsze, jeśli coś jest nazywane restauracją w Afryce, nie musi wcale być tym samym w Europie, bo dla nas to zwykły fast-food. A i ja będąc w Afryce myślę, że nie nazwałam bym takiej budy restauracją, tylko barem szybkiej obsługi. I każdy, kto przeczyta słowo "restauracja" będzie miał określone skojarzenia i oczekiwania. Dwa, że od razu mowa jest o luksusie, a nie o luksus przecież chodzi, a o podstawowe warunki - tam nie było nawet ogrzewania i trzeba było siedzieć w kurtce! I trzy: ostatnie zdanie jest wyjątkowo bezczelne. Ja po prostu śmiałam się z tego, że zostałam oszukana, a nie, że otworzyłam się na doświadczenia kulturowe.
poniedziałek, 25 października 2010
sobota, 23 października 2010
Bodajże w zeszłym numerze "Travelera" przeczytałam wywiad z Afrykańczykiem prowadzącym w Wawce czysto afrykańska knajpkę z tradycyjnym jedzeniem. Obok artykułu w rybryczce pt. "Restauracje afrykanskie" wymieniono również ją. Jak restauracja, to restauracja, chciałam zjeść w niej urodzinowy obiad, więc wysłałam maila z rezerwacją. Przyszło potwierdzenie. 
Dziś zajechałam na miejsce i jakoś dziwnie to wyglądało, ale niczym nie zrażona wchodzę do środka. Widzę stoliki pod plandekami i mały budynek z barem. Wchodzę do środka, tam dwa stoliki i sala taneczna. Przy jednym ze stolików siedzi czworo młodych ludzi. Do mnie jeszcze nie do końca dociera rzeczywistość, więc panu za barem (Afrykańczykowi oczywiście) mówię, że miałam rezerwację na 17:00. Ludzie przy stoliku obok dostają totalnej głupawki, a do mnie dociera, że to przecież żadna restauracja, tylko bar typu "chińczyk". Sama zresztą też dostałam głupawki. Bo w końcu "Traveler" zakwalifikował to miejsce jako restaurację. 
Zastanawiałam, czyby nie wyjść, ale ostatecznie podążyłam za ciosem i zamówiłam zupę orzechową i ryż z bananami i pseudo wino palmowe 2,3% :))). Da się wypić, a jedzenie bardzo przyzwoite. Nie udało się jednak spróbować jednej z zup i koźliny, którą tak zachwalał "Traveler", bo pan stwierdził, że jego koźlina dziś za twarda. 
W sumie to się uśmiałam, a ludzie ze stolika obok i prowadzący barek będą pewnie przez jakiś czas opowiadać znajomym anegdotkę o rezerwacji stolika w barze typu fastfood :)). Mnie to czeka już jutro, bo coponiektórym powiedziałam, że idę do restauracji afrykańskiej. I samemu "travelerovi" bardzo dziękuję za zrobienie ze mnie wariatki w moje urodziny :).
czwartek, 21 października 2010
Dopadł mnie dziś w centrum:

Była dyskusja kto jest królem kościoła, czy Jezus Chrystus czy Święty Paweł. Jedni drugi oskarżali o niewiarę w prawdziwy kościół, bo "to ja wierzę w prawdziwy kościół i prawda jest po mojej stronie". Potem był koncert i dostałam tez ulotkę, trochę przerażającą, bo głoszącą: "Jeśli nie przyjąłeś jeszcze Pana Jezusa do swojego serca jako Pana i Zbawiciela, to nie masz życia wiecznego w sobie."
A więc straszą mnie śmiercią absolutną (?), jeśli nie uznam ich racji. 
A dalej jest jeszcze ciekawiej:
"Możesz to jednak zrobić teraz! Pomódl się z serca, na głos (tu tekst modlitwy). Jeśli pomodliłeś się szczerze, z serca (...) ogłaszam Ci radosną wiadomość: Jesteś zbawiony. Jesteś narodzony na nowo. Jesteś usprawiedliwiony i jesteś na drodze do Nieba."   
A skąd ci ludzie mogą wiedzieć czy jestem zbawiona i narodzona na nowo? Dlaczego wypowiadają się w imieniu Boga?
I jeszcze tak myśli zainspirowane komentarzem Nata pod poprzednią notką, komentarz sugeruje, że oddanie pięknym za nadobne  nie jest sprawiedliwością. Może i nie jest.
Ale przypomniało mi się, że czytałam kiedyś wywiad z jakimś księdzem, który powiedział, że według niego i Hitler powinien być zbawiony. I że jest zszokowany, że katolicy (którzy powinni miłować i wybaczać) chcą go skazać na piekło. A ja sobie wtedy pomyślałam, że jeśli to ma być tak pomyślane, że największym zbrodniarzom wybaczy się, bo tak jest po chrześcijańsku, to po starać się być dobrym człowiekiem? I nie chodzi o to, żeby kogoś skazać na wieki piekieł, ale żeby nie stawiać odpowiedzialności za jego czyny na równi z kimś kto nigdy nie zabił, nie ukradł, nie nakłaniał do zbrodni itd. Dla mnie to jest skrajnie niemoralne.
poniedziałek, 18 października 2010
Przypomniała mi się historia, kiedy moja kuzynka z wojennego pokolenia szla ze 40 lat temu ulicą bodajże z moim ojcem w wózeczku i zaczepił ją jakiś facet. Nie było uznane w tamtych czasach zawieranie znajomości przez kobiety z mężczyznami na ulicy, więc kuzynka z godnością milczała i nie dała się sprowokować w żaden sposób do wydania z siebie dźwięku. Po jakichś półgodzinnych staraniach facet strzelił w twarz, ona krzyknęła, a on to skwitował słowami: "Wreszcie się odezwałaś cholero!" i sobie poszedł.
A przypomniało mi się to, bo na pewnym blogu, który prowadzi miłośniczka zwierząt i zawsze można tam śmieszne filmiki i zdjęcia obejrzeć, puściłam sobie najnowszy filmik, a tam jakiś chuligan kopiący pieska na smyczy. Film nawołujący do identyfikacji drania. A ja z takim nastawieniem, że fajny filmik będzie, poczułam się jakby mi kto w mordę przyłożył. I sama bym chętnie temu śmieciowi nie mordę, ale jaja skopała.
niedziela, 17 października 2010
Ojciec daje mi flaszkę do ręki i mówi: zobacz co pije babcia. Czytam na etykiecie: gorzka żołądkowa z miętą. Podaje babci flaszkę, krzyczy: co to jest?! Daj B. (czyli mnie). Ojciec: E nie, jej to damy coś lepszego. Daje mi flaszkę zawiniętą w papier, patrzę a to litewska żurawinówka.

A w ogle przez chwilę, kiedy byłam tylko ja, ojciec i babcia, tak fajnie się nam żartowało i tak wiedzieliśmy co kto ma na myśli i co powie. Kurcze, szkoda, że tego nie można zatrzymać. 
Babcia znienacka i z dnia na dzień zaprosiła mnie do siebie. Trochę spanikowałam, że zapomniałam o jakiś urodzinach czy innych rocznicach, ale nie. Babcia jako była nauczycielka i wychowawczyni pewnej bardzo zgranej klasy, wciąż utrzymuje kontakty z wieloma uczniami, do tego stopnia dawne kontakty, że część uczniów już nie żyje i nie z powodu tragicznych wypadków.
Kiedy dziś przyszłam do babci spodziewałam się wieczoru  z babcią i ojcem, ewentualnie jego kobietą. Spotkałam za to babci uczniów. Ciężko było się włączyć w rozmowę, bo mówili o ludziach, których zupełnie nie znam, ale byli tak weseli, tak sympatyczni, tak normalni, tak normalnie podchodzący do życia i zwartościami już dziś mniej spotykanymi, że jak mąż nagle ciężko chory, to nie to, że go wymieniamy na lepszy model, że jak ktoś się zestarzeje to nie to, że go wymieniamy na młodszy model. 
Było trochę przykrych wątków, bo jako ludzie już dojrzali zaznali tragicznych wątków, jak ktoś bliski w śpiączce, zawał czy zaawansowana cukrzyca. Ale jednocześnie mi się świetnie z nimi rozmawiało i nie czułam się jak z bajki, jak to zazwyczaj mam kiedy rozmawiam z ludźmi z mojego otoczenia.
Pamiętam jaki kiedyś nawiązałam kontakt mailowy z pewną osoba z Ameryki i kiedy miałam ze 28 lat oceniła mnie na 55 po moim myśleniu i sposobie pisania. I kurcze ja chyba naprawdę mentalnie mam tyle lat :))) 
Bo ja w towarzystwie tych ludzi czułam się dobrze, na tym samym poziomie, świetnie umiałam się włączyć do rozmowy, a oni chcieli ze mną rozmawiać i przede wszystkim nie czułam, że jestem w niewłaściwym miejscu w niewłaściwej porze, co ostatnio czuję prawie non stop.
wtorek, 12 października 2010
Jako, że pękł mi ząb, byłam z wizytą u dentysty, celem ustalenia dalszej taktyki. Ja, pani doktor i jej asystentka oglądamy zdjęcie rentgenowskie i pani doktor mówi, że trzeba zdjąć plombę i zobaczyć jak to wygląda pod spodem i w zależności od tego zadecydujemy co dalej. Asystentka (słodziutka blondyneczka z dziewczęcym głosikiem) mówi: źle to wygląda, źle to wygląda. Decyduję się na zdjęcie plomby i ewentualne ponowne leczenie kanałowe, więc dostaję świstek do podpisania z różnymi ewentualnymi powikłaniami po leczeniu kanałowym. Mówię, że ząb był już leczony i teraz to tylko poprawki, pani doktor mówi, że różnie to bywa, a asystentka z pełnym zaangażowaniem, że to nadal jest leczenie i że wciąż może dać poważne niepożądane skutki. Podpisuję i siadam na fotel. Po zdjęciu plomby pani doktor mówi, że ona proponuje usunięcie zęba i wstawienia mostu, bo za mało zostało korzenia, żeby wstawiać koronkę. Asystentka zaangażowanym i zbolałym głosem mówi: no bardzo mało tego zęba, bardzo mało, ja nie widzę możliwości założenia koronki. Pani doktor mówi, że możemy założyć koronkę, jeśli będę chciała, ale jest to drogie, a nie ma gwarancji, że utrzyma się dłużej i że po roku wszystko się nie rozpadnie. Asystentka (z zaangażowaniem oczywiście): albo nawet wcześniej, niż po roku!
Z zaangażowaniem też zaglądała mi do tego borowanego zęba, z zaangażowaniem suszyła, czy coś podobnego robiła. Ale ten "optymizm" z niej bijący nieźle mnie rozbawił :))) 

poniedziałek, 11 października 2010
Pewna pani kiedy się dowiedziała ile mam lat, postanowiła mnie koniecznie wydać za mąż. Wciąż się mnie podpytuje, a czemuż to nie mam faceta, a jaki on ma być, czy ja zbyt niewybredna jestem, itd. I dziś mi mówi: Ma być jakaś gala boksu w naszym mieście. Ja, że nic nie wiem na ten temat, ale mnie i tak boks nie interesuje. A ona mi na to: Ale tam przychodzą faceci! 
No fakt, nie pomyślałam o gali boksu jako o miejscu na podryw i w obronie własnej mówię: Ale oni tam się biją, a ci co przychodzą to obejrzeć też lubią bijatyki. I słyszę: E, nieee, oni tylko patrzą, to normalni faceci.
Może i normalni faceci i ta rada bardzo życiowa, ale jakoś sobie nie wyobrażam, że pójdę oglądać idiotów, którzy walą się po ryjach i zarywać będę ich fanów, którzy cali w emocjach będą wrzeszczeć: przywal mu, przywal mu!!! 


niedziela, 10 października 2010
sobota, 09 października 2010
Ze mną jest chyba coś na prawdę nie tak, odkurzyłam swoje konto na profilu randkowym, żeby sobie pogadać z innymi, na jakieś super randki to raczej nie liczę. 
I od kilku dni rozmawiam sobie z jakiś facetem. Nie załączył zdjęcia, zaproponował jednak spotkanie. Odpisałam, że zdjęcia i numeru telefonu koniecznie wymagam (wcale nie ze względu na ocenę fizyczną, ale dla bezpieczeństwa i bo z doświadczenia wiem, że jeśli ktoś nie podaje zdjęcia to coś ukrywa, albo swoją prawdziwą tożsamość, albo to, że ma żonę). No i od tego maila facet już ochrzcił mnie ksywą "Czarno-Biała" i już tylko tak się do mnie zwraca.
A że nie pierwszy raz to słyszę, to mnie to naprawdę głęboko zastanowiło.  
W spadku ci daję
w spadku ci daję mojej drogi kres
jeśli chcesz spróbuj iść od nowa
rzekł do mnie ojciec dnia pewnego tak
zostawiam ci też próg
próg na którym siada nocą blues

w spadku ci daję
w spadku ci daję prosto w oczy wiatr
weź także me niepewne jutro
i jeśli umiesz synu coś z nim zrób
zostawiam ci też próg
próg na którym siada nocą blues

w spadku dostałem
w spadku dostałem to co teraz mam
niepewne jutro i wiatr w oczy
dla ciebie synku to dziedzictwo mam
zostawię ci też próg
próg na którym siada nocą blues
Bezradność.
I samotność.
I oddech przemijania mocno na karku.
I że zawsze wiatr w oczy.

 
1 , 2
Tagi
statystyka