Choose your future. Choose life.I chose not to choose life: I chose something else.
czwartek, 30 października 2008
Z "To nie jest kraj dla starych ludzi":
Zawsze, gdy próbujesz odzyskać, to co ci odebrano, tracisz więcej.

Pan, który nie przyszedł na spotkanie tydzień temu przesłał mi wiadomość na komunikatorze: "Czy gniewam się na niego jeszcze?" Hmmm. Gniewa, to się nie gniewam, ale czy chcę jeszcze z nim mieć coś współnego? ...

Doskonały dowcip dziś słyszałam:
Menel na cmentarzu podchodzi od tyłu do grabarza kończącego pochówek i robi: BUU! A grabarz nic, żadnej reakcji. Menel się zdziwił i sobie poszedł. Dochodził już do bramy cmentarza, gdy nagle poczuł walnięcie łopatą w głowę i usłyszał: bawimy się, żartujemy, ale za teren nie wychodzimy!


I dziś na rozmowie o pracę pan, który sprawiał wrażenie kogoś w ciężkiej depresji. Zero uśmiechu, głos zgaszony i pod nosem, spojrzenie zawsze w bok. Nas przywitanie tylko dwa słowa: na rozmowe... Na pożegnanie facet jeszcze bez oficjalnego zakończenia rozmowy po prostu wstał, wziął swoją siatkę i poszedł. Dziwne.


I jeszcze dostałam zaproszenie na aukcję, której będzie towarzyszył koncert "zespołu kameralnego Behemot Quartet" i jakoś "Behemot" i "Quartet" nie idzie mi w parze. Coś jak Czuły barbarzyńca w ogrodzie. 
środa, 29 października 2008
W kancelarii notariackiej, czekam na papiery, pani notariusz wychodzi do drugiego pokoju, słyszę pytanie asystenta: "Czy osoba niepoczytalana umysłowo może coś tam?" I odpowiedź pani notariusz: "Nie, nie może." "To jak to załatwić?" "Sądowo lub przez opiekuna! Ucz się! Jeśli chcesz gdzieś pracować, musisz coś umieć!"
No i dziś obejrzalam sobie po raz drugi "To nie jest kraj dla starych ludzi". Doskonały film, z rewelacyjną kreacja Javiera Bardema.
Robię dziś z mamą w markecie zakupy, oglądamy tanie DVD.
Mama do mnie ze śmiechem: "Zobacz jest Świt żywych trupów".
Ja: "Mam to"
Facet z boku, przypadkowy zakupowicz: całkowita lustracja mnie wzrokiem w celu ocenienia mojej inteligencji i wzrok pełen dezaprobaty :-)))
A film dostałam od Uzupia, który to z kolei też od kogoś dostał. Nie oglądałam jeszcze, ale na pewno odpalę, żeby zobaczyć co to jest :-).
poniedziałek, 27 października 2008
czyli, czy aby napewno jesteś chory, czy może zwyczajnie marudzisz? Obi ci to dosadnie oznajmi - boli cię głowa? zwyczajnie marudzisz!!!!!:

bo w końcu moje urodziny, to ja mogę pójśc tam gdzie lubię, nie? Więc zaciągnęłam się i Ich do El Popo - meksykańskiej knajpy, która przywitała mnie takim wystojem:
A  wśrodku okazało się, że są meksykańskie zaduszki, czym mnie bardzo cieszyli:
Było nawet osobne dyniowe menu, które mi wielką radość sprawiło, bo spróbowałam jak robią dynię Meksykanie. A kelnerzy ubrani byli w stroje zombie, co też nadawało specyficzny klimat. Drzwi wejściowych do knajpy pilnował trupek, ale trochę nieanatomicznie usadzony (może się załamał nerwowo??)

Klimatu dopełniła meksykańska orkiestra, która często chodziła do baru, aby nawilżyć gardło :-)


Ja uwielbiam takie miejsca i takie jedzenie i mam nadzieję, że reszcie też przypadło to do gustu :-). A dynia stoi u mnie na parapecie i jutro bedzie rpzerabiana na zupę i placki wedle przepisu Alleksandry :-))).
A potem nocnie jeszcze Anktrakt - zupełnie inny klimat, inny nawet czas :-), bo lata 20ste, a światy te oddzielone od siebie zaledwie 5 minutami drogi.

niedziela, 26 października 2008
czyj portret mam dziś na koszulce?
to...
Zmieniałam dziś wykładzinę w pokoju kotów i okazało się, że zakupiona została w wymiarze o połowę mniejszym. Połowę pokoju musiałam prowizorycznie okleić folią, a wykładzinę zakupię jutro. I na dodatek jeszcze Siusiek, jeden z moich kotów gdzieś mi spieprzył i ukrył się w zakamarkach mieszkania, a kto wie ile mam rzeczy w domu, ten wie, że wśród nich znaleźć kota, który bardzo chce się ukryć jest niemal niemożliwością :-).

Ps. Wieści dla tych co czekają na relację z wczoraj: kabel do aparatu został w pracy, a notka bez fot niemal niemożliwa (zupełnie jak ten kot) :-).
W głośnikach mojego kompa słyszę czasem dziwne dźwięki, śmieję się, że to kodowanie tajnych informacji posyłane przez Narodowo-socjalistyczną szkołę libańską, która jest niedaleko mnie. I dziś wieczorem po odpaleniu kompa słyszałam regularnie powtarzające się "Arrrrrg, Arrrrg, Arrrrrg". Straszy już przed Halloweenem :-). I to do tego własny komputer!!
czwartek, 23 października 2008
i wcale nie serial, a stary polski zespół. Pewnie już nikt o nim nie pamięta, a miał świetną płytę "Mrowisko". Niestety na youtube dostępne są tylko automaty. Mniej udana moim zdaniem piosenka. Klan to bardzo udana polska grupa, pod tym linkiem w necie można posłuchać ich utworów, ale niestety trzeba szukać.
Polecam przesłuchać (grzebiąc niestety w powyższym linku), bo chyba nie ma możliwości olinkować poszczególnych utworów:
KLAN Mrowisko
KLAN Z Brzytwą Na Poziomki
KLAN Sen
KLAN Kuszenie (moje ulubione)
KLAN Epidemia Eufori
KLAN Nasze Myśli

środa, 22 października 2008
Zupełnie nie mogę się pogodzić z myślą, że ktoś tak odważny i o wielkiej wyobraźni zmarł na malarię mózgu. Mnie nigdy nie starczyłoby odwagi na 1/20 tego co ona robiła. Jej śmierć jest dla mnie tak wielką niesprawiedliwością, że zupełnie nie umiem sobie dać z nią rady. Taką śmiercią umrzeć mogą ludzie nic nie znaczący, ale nie ludzie z taką osobowością.
Tylko z jej powodu wspieram fundację Freespirit założoną przez jej rodziców. Nie podoba mi się jak oni działają, ale wspieranie pamięci o niej, jest dla mnie pozytywnym bodźcem, choć nie rozumiem, czemu Kinga została ukarana śmiercią za spełnianie marzeń. 
Dzwoni dziś do mnie babcia i zaczyna się zwyczajna rozmowa. Tak sobie gadamy o niczym i nagle słyszę jak babcia pyta: "ale jaki tort?", myśląc, że nie usłyszała co mówię, powtarzam swoją kwestię i nadal słyszę: "ale jaki tort? ... kto ma urodziny?" i po chwili (domyślam się, że ojciec dopowiadał w tle i mówił babci co ma powiedzieć) usłyszałam: "wpadniesz na tort urodzinowy?"
Dla niewtajemniczonych, to ja jutro mam urodziny. Przykra sprawa taki zanik kontaktu ze światem.
słucham sobie piosenki "Hotel California", która to ma być piosenką mojego powstania. Przesłanie w połowie dobre, w połowie złe. Bo "hotel" to bycie zawsze w drodze, ale za to "Califorania" to piękne miejsce i doskonałe wina. "Zawsze w drodze" to dobrze oddaje moje zmęczenie ostatnim czasem w pracy, wciąż się biegnie, bez wytchnienia.

wtorek, 21 października 2008
Karetka pogotowania na sygnale, przejeżdza czerwone światło, parkuje na chodniku, wysiada sanitariusz i dokąd idzie? Bo bankomatu. Jebana służba zdrowia.
poniedziałek, 20 października 2008
powoli wracam do normy, w każdym bądź razie wojny w domu nie było, chyba za sprawą moją, bo udawałam, że nic się nie stało.
Poza tym dziś pijąc to samotne piwo, wyczytałam o zjawisku "toothing", czyli poznawaniu znajomych przez Blue Tooth. Więc włączyłam w swoim telefonie, oczywiście nie odebrałam żadnej wiadomości, ale może kiedyś...
Po pracy spotkanie z pewnym panem. W pracy koleżanka mnie umalowała specjalnie. Dotarłma do knajpki, i w odpowiedzi na smesa, że już jestem, dostałam wiadomość: "kurde...ja nie dotrę". W moim życiu nie mogło być inaczej. Nie wiem, czy tak posrany mam mózg, że tylko takich facetów przyciąga, czy jakiś tajemniczy zakochany rzucił na mnie klątwę. Wypiłam więc piwo gapiąc się w okno i wróciłam do domu.
Do tego wczoraj pokłóciłam się z mamą, a w zasadzie to strasznie się rozryczałam i wykrzyczałam z siebie różne bolączki (ostatni miesiąc był bardzo stresujący dla całej firmy), ale ona zdaje się na mnie się obraziła. Więc totalna porażka na wszystkich frontach. I moja zupełna bezsilność do życia. Nie mam pojęcia jak można je kochać. Tylko dołuje.
 
1 , 2 , 3
Tagi
statystyka