Choose your future. Choose life.I chose not to choose life: I chose something else.
środa, 29 września 2010
knajpy. Poszłam dziś do jednej miejscowej, nowootwartej na koncert i obczaić miejsce. I fajnie. Dobre jedzenie, dobry koncert, a potem godzina zawieszenia nad piwem, zapomnienia o złych emocjach, które mi dowalają. W takim kawiarnianym szumie i wśród tylu ludzi się ginie, a jednocześnie przenosi w inny świat. I miejsce doskonałe na sobotnie wieczory.
niedziela, 26 września 2010
 piwo o smaku owoców morza!!!! i butelka mi się otworzyła i musiałam to pić, żeby się nie zmarnowało...
Kiedy byłam dzieckiem mieszkałam w domku, na parterze było mieszkanie dziadków, na piętrze moich rodziców i moje. Na froncie domu rosły potężne winogrona, które na jesieni zbierało się na wino i konfitury. A w ogrodzie rosły 2 morelki (jedna też przepotężna), agresty, porzeczki, truskawki i wielki orzech. Jako, że dziadkowie dobrze poznali i pamiętali czasy, gdy o jedzenie (i nie tylko) było bardzo ciężko, wszelkie plony ogrodowe były skrzętnie zbierane i przetwarzane. Pamiętam, że plony na orzechy były urządzane tylko przez kilka dni, obierało się je wtedy całą rodziną ze skorupek, a potem każdy miał czarne dłonie. Ja też, co zawsze olewałam, do dziś zresztą tak mam, choć zdaję sobie sprawę, że to może strasznie wyglądać :)). Ale z drugiej strony, ja wiem, że nie mam czarnych rak, przez brak higieny. To jak wtedy, kiedy malowałam, pod paznokciami zawsze miałam farby olejne. Mój kolega mawiał wtedy, że kiedy jeździł komunikacja miejską, specjalnie pokazywał innym, że ma brudne paznokcie, bo one owszem były brudne, ale brudem szlachetnym, artystycznym. 
Ale wracając do czasów szkolnych, moi dziadkowie i rodzice bardzo się stresowali, że chodzę z takimi rękami do szkoły i kazali wszystkim nauczycielom powtarzać, że to od orzechów, a nie z brudu :). Śmieszy mnie to do dziś. Pamiętam jeszcze, że dziadkowie chyba w piekarniku suszyli orzechy, żeby nie pleśniały.
W tym roku i ja uzbierałam spore plony, ale rozłożone tak do schnięcia świeżo po zebraniu zaczęły trochę żyć własnym życiem, toteż dziś spotkała je kąpiel i solidne suszenie :).




piątek, 24 września 2010
Takiego, jaki mnie zechce.
Książę z bajki przecież nie istnieje, nieprawdaż?
czwartek, 23 września 2010
Route 66 zamknięta. A jedno z takich moich raczej niespełnialnych marzeń było (i jest) przejechać od wybrzeża do wybrzeża Route 66 i poczuć sentymentalny klimat Ameryki lat dawno minionych. Kilka lat temu czytałam artykuł o biznesie robionym na tej trasie i tych klimatach - barach w odpowiednich klimatach, sklepach i motelach, gdzie wciąż królowały lata 60te. Nowoczesne autostrady dały szybsze poruszanie, ale nie dały tak odpowiedniego klimatu.
Z filmu Cars Chuck Berry
oraz w innej wersji moi ukochani Stonsi
kurwa jak dawno to było
wtorek, 21 września 2010
Tak zwane "niedyskretne pytania" na jednym z serwisów randkowych. W tym dziale randkowicze pytają osobę, którą se potencjalnie zainteresowani o różne mniej lub bardziej niedyskretne sprawy.
I jakaś panna zapytała jakiegoś faceta: Czego nie może zabraknąć w twoim związku?, a on szczerze jak na spowiedzi: seksu.
Chacha.
sobota, 18 września 2010
zbudzona nieustannymi telefonami odebrałam w końcu, by usłyszeć, od firmy ochroniarskiej, że maja sygnał włamania. Więc zarzuciłam sukienkę i nie mogąc odnaleźć butów pobiegłam obejrzeć dom i ulicę. Alarm na szczęście fałszywy. Ale co pan traktorzysta się napatrzył na bosą wariatkę, tylko w samej sukience, rozmawiającą przez telefon i idącą ulicą jak gdyby nic, to jego :)))
Mówię do mamy: wyczytałam, że jest afrykańska knajpa na Woli, a że niedługo mam urodziny.... A mama mi na to: Rozumiem, że czujesz się zaproszona przeze mnie do tej knajpy. :)))
No może niedokładnie tak, ale coś w tym stylu, na moje urodziny na pewno tam wyląduję :))
piątek, 17 września 2010
Loguję się na stronę Sympatia.pl i co czytam w wiadomości od serwisu? 
"Rozmowy w Toku i Sympatia.pl zapraszają do udziału w programie.

W tym tygodniu poszukujemy bohaterek, które marzą o byciu modelkami! Jeżeli głodzisz się i poświęcasz na każdym polu, aby zawojować świat mody, zgłoś się do nas! Opowiedz nam o tym, jak planujesz dostać się na szczyt i co robisz, aby osiągnąć swój cel! "
No i znowu poniosłam klęskę społeczną. Nie głodzę się i nie jestem wieszakiem. I nie mam zamiaru się głodzić. I tak kiedyś umrę, więc lepiej jeść smacznie, niż głodzić się. Oświęcim nie był seksowny.  
niedziela, 12 września 2010
Na imprezie śpiewamy ojcu "sto lat, sto lat", w sumie nie wiem czemu, bo miał imieniny, a on w podzięce mówi: "dziękuję, dziękuję, nie obiecuję, ale zrobię, co będę mógł."
Ale mój faworyt to: kuzyn wita się z babcią i całuje ją w dłoń, i stwierdza, że babcia ma zimną rękę, a babcia na to: "a bo już stygnę".
lol
sobota, 11 września 2010
Ze wspomnień rodzinnych: stryjek wraz z kuzynem na wakacjach w Czechosłowacji jeszcze za komuny, milicjant zatrzymuje ich za przekroczenie prędkości, próbują rozmawiać i milicjant mówi wskazując na znak: Idzitie i pokukajte*. Więc mój kuzyn idzie, patrzy na znak i robi: kukuku. Wkurwił milicjanta na wskroś. I jak ja mam być normalna, chowając się w takiej rodzinie?

* Nie znam czeskiego, tak to zapamiętali, znaczyć to miało: Idź i zobacz. 
czwartek, 09 września 2010
Mój ojciec dziś zadzwonił z informacją, że w piątek robi spotkanie rodzinne i mnie zaprasza i "ma nadzieję, że nie będę się zbytnio nudzić." Tiaaa, nie ma to jak dobrze zareklamować imprezę.
11 września (sobota, nie wiem czemu impreza w piątek). Pieprzona data.
Urodziny i śmierć dziadka.
Imieniny ojca.
Rocznica ślubu moich rodziców (rozwiedzeni).
I World Trade Center.
I jak tu nie wierzyć astrologom, że jednak w gwiazdach, datach i cyfrach jest jakieś przeznaczenie.
A zwłaszcza, że to nie pierwsza data w mojej rodzinie, kiedy ktoś umiera w swoje urodziny. 
wtorek, 07 września 2010
Telefon z zastrzeżonego numeru. Już mi się szczerzą kły, bo domyślam się: banki, ubezpieczenia, wciskacze ofert turystycznych i inne tego typu badziewie. Tym razem ubezpieczenia. Pani usiłuje mi wcisnąć produkt dla kobiet: ubezpieczenie od kobiecych rodzajów raka. Pyta się mnie, czy zdiagnozowano u mnie raka, więc mówię, że nie i słyszę odpowiedź: oby to trwało jak najdłużej. Padłam, dosłownie. Ja wiem, na żywo, rozmowa, premia od wciśniętej oferty, ale szczerość tego mnie powaliła. Bo to sformułowanie wyraźnie stwierdza, że każdy dorobi się raka, tylko jedni wcześniej, a inni później.
Alleluja i do przodu!
sobota, 04 września 2010
Kiedyś, jako dziecko jej nienawidziłam, męczył mnie brak czasu dla siebie, chodzenie po mleko, zbieranie owoców. Męczyli mnie moi dziadkowie, lata później zrozumiałam, że to tylko mój dziadek pod wpływem swojego charakteru i przeżyć stał się taki jaki się stał, a babcia była tylko bierną i podaną mu osobą. Lata mi zajęło, żeby zrozumieć, że jest całkiem fajną babką, tylko zniszczoną przez dziadka. Dziadka już nie ma, a z czasem i mi zęby tępieją. Mój ojciec boryka się z problemem opieki nad babcią, a przede wszystkim z jej starością. A ja dziś w ramach pojawienia się na działce odczułam jak sama bardzo stępiłam się. Już nie ma tego buntu, tylko patrzenie na starość, i to nie tylko babci, ale także mojego ojca. 
Na przeciwko działki przez 10 lat mniej znany rzeźbiarz budował sobie muzeum, zmarł zanim ukończył budowę, a jego dzieci przerobiły to miejsce na dom starców. Dla mnie osobiście bardzo przykre - wiadomo miejsce musi zarabiać, ale czemu wszystkie rzeźby zostały wyrzucone?, czemu nie można było połączyć jednego z drugim?. Dziś przez pół dnia - nie wiem czy ktoś miał głupawkę, czy już mu odwaliło - śpiewał w tym domu starców: lalalala.....lalalalala.....lalalalala. I było to śmieszne, i było upiorne.
W nasze rozmowy wkradł się czarny humor, że babcia ma sobie wybrać urnę, że kupić, że ma stać na półce. 
Uwielbiam czarny humor, ale w odniesieniu abstrakcyjnym, a w takiej sytuacji trochę dziwnie. 
Działka - miejsce, w którym czas zatrzymał się kilkanaście lat temu. Teraz stęchłe i zimne miejsce. Tak na prawdę nigdy nie wierzyłam w to, że przeminę, nie w taki sposób. 
Tagi
statystyka