Choose your future. Choose life.I chose not to choose life: I chose something else.
wtorek, 29 września 2009
Pod jednym z moich zdjęć pozostawił mi jakiś internauta:
"Ah, now there is the essence of enthrall. The Sorceress lying back slowly, silently, sultrily casting spells with her smoke. Eyes enticingly making the offer that just cannot be refused. The ember of her cigar ash moments from igniting an explosion that cannot be defused."
Co zostalo przetłumaczone, nie przeze mnie broń Boże, bo to nie mój poziom jako:
"Ach to właśnie istota zniewolenia. Czarodziejka niespieszna, dostojna, cicha... rzuca mokre zaklęcia dymem. Oczy kuszą, czarują propozycją nie do odrzucenia. Żar jej cygara tak bliski eksplozji, której nie da się już zatrzymać..."
Ładne :-).
Mówię mamie o 18latku, który prosił mnie o sexi fotki i mówię, że odpisałam mu, że nie deprawuję nieletnich, bo przecież jest prawie 2 razy odemnie młodszy. Mama patrzy na mnie zdziwionym wzrokiem, liczy, liczy, liczy i w końcu odkrywa: No faktycznie! Wpadla mi dziś muszka octówka do butelki z winem, próbuję ją wyłowić, ale marnie mi idzie. Patrzy na to mama i mówi: Juz jej nie wyłowisz, ale jaka piękna śmierć! No jakby nie patrzeć, piękna :-)
poniedziałek, 28 września 2009
Wybrałam się dziś po ołówki do jakiegoś sklepiku, który znalazłam w necie, że w moich okolicach ma coś wspólnego z artykułami artystycznymi. I trafiłam na nieco szaloną sprzedawczynię, która dowiedziawszy sie, że maluje zaproponowała mi pracę w akademii trzeciego wieku. Ja jako nauczyciel :-) A to dobre!
20:53, dulcynea_best
Link Komentarze (12) »
Odbieram sobie spokojnie telefon i nagle słyszę jakąś niemiecką mowę, odpowiadam "Gutten tag" i słyszę dalsze pytanie, niemieckiego nie znam, ale domyślam się, że rozmówca zadaje mi pytani etypu, czy mogę rozmawiać z..., chcę odpowiedzieć "tak" i nagle całkowite zaćmienie, jak jest tak po niemiecku. Mam w głowie "si", "oui", ale za cholerę nie mogę sobie przypomnieć tego "tak" po niemiecku. Iw końcu głos mi się zawiesił i zupełnie nie mam pojęcia czemu powiedziałam "da".
Ruski mi się włączył, to dopiero paranoja :-).
niedziela, 27 września 2009
Wieczornie puściłam sobie Kill Bil w obu częściach. I w drugiej jest dość śmieszna walka w przyczepie mieszkalnej miedzy Elle i Czarną Mambą z mieczem japońskim, którego dobyć nie można z pochwy, bo albo ściany są za blisko, albo sufit zbyt nisko. Zupełnie jak w moim nowym pokoju, który jest niskim tramwajem :-). Zawsze uważałam, że oglądanie filmów (odpowiednich oczywista) pomaga. Parę lat temu w czasach kryzysu emocjonalnego uwielbiałam oglądać filmy Jima Jarmuscha, bo jego paranoidalny świat, poprzez to, że był takim specjalnie, czynił mój świat bezsensowny świat sensownym. Do dziś uwielbiam TV obiady :-).
W nowym mieszkaniu ja wciąż mam poczucie dejavu, jakbym tu już kiedyś mieszkała, co jest niemożliwe i jakbym już to wszystko przeżywała. A mojej mamie włączył się silnik w tyłku i szaleje codziennie do późnej nocy, więc też te nowe miejsce jakoś na nią działa.
Weekend poszukiwań - Rempexu w sobotę, a dziś szkicownika (diabeł ogonem nakrył!), ołówków, farb, papierów. Gdzieś mi poginęły ołówki akwarelowe.
Z jednej strony czuję, że wszystko jest tak jak ma być, a z drugiej, że to jest całkiem bez sensu. Można rozpęknąć od tych emocji.


piątek, 25 września 2009
Jakie pytanie mógł zadać 18latek mi, czyli 33letniej kobiecie???*
- Czy masz męża?
Padłam :-)

* W dialogu na naszej klasie, po opublikowaniu przeze mnie foty z cygarem w ustach -myślę, że to cygaro w ustach miało niebagatelne znaczenie :-)
czwartek, 24 września 2009
Bo ponoć moje cygara śmierdzą. I otwarte na oścież okno nie pomaga. Więc z paleniem wyniosłam się na strych. A ten strych ma coś w sobie. Niby jest zupełnie niepraktyczny poprzez duże spady dachu, ale jednak, gdy tak siedziałam i paliłam, byłam w innej rzeczywistości. Tak jakbym była w pracowni.
Artystów uważa się za ludzi z wyobraźnią i mocnym odlotem. Tymczasem dzienniki (kupione notabene za ciężkie pieniądze) Delacroix pełne są wpisów typu:
"Wtorek, 17 lutego. - Byłem dziś na kolacji "U Mamy Tautin" z Fieldingiem i Soulierem. Robię postępy w angielskim,
Namalowałem dziś draperię kobiety w rogu; wczoraj poprawiłem ją. Namalowałem także rękę i nogę klęczącej kobiety.
Dałem Marii Aubry po śmierci Gericaulta ........7 lub 8 fr.
Żebraczce, która pozowała do studium na cmentarzu.....7 fr.
Nassau (starszemu) ............5 fr.
Nassau (młodszemu)............1,50 fr
Jucarow..............................5 fr.
Emilii Robert, wczoraj, w poniedziałek i sobotę 14, 15 i 16 lutego ...12 fr.

W niedzielę byłem na kolacji u Leblonda. Piętnaście osób przy stole: wystawne przyjęcie.
Wieczorem wpadłem na chwilę do ciotki Riesener: miła pogawędka. W przyszłą niedzielę mam tam być na kolacji.
Przed dwoma czy trzema dniami byłem na kolacji z Henrykiem. Tak, przypominam sobie: 13 lutego miał wolny dzień. Malowałem młodzieńca w rogu według Żebraczki. Przedtem jedliśmy razem kolację "U Mamy Tautin". Wciąż go bardzo lubię.
Bije północ! Do łóżka!"
Nic, tylko kolacje na mieście, nudne rachunki i beznamiętne notatki o obrazach. A gdzie to całe artystyczne życie z pelerynami, piciem i kobietami konsumowanymi jedna po drugiej? :-)))) Ech, wszystko przereklamowane :-).
No a jutro znowu emigracja strychowa :-).
środa, 23 września 2009
Dwa dni temu wybierałam obraz do przekazania na aukcję dla osób chorych na raka. I trudno mi było wybrać: za kiepskiego obrazu dać się wstydziłam, a z za dobrym było mi trudno się rozstać. Samolubność mi się włączyła. Ale ostatecznie wydaje mi się, że wybrałam dość dobry, który jednak sercu nie jest aż tak bliski.
Ostatnio łapię się na myślach, że chętnie bym odebrała (odkupiła) swoje obrazy od np.D., który co prawda je kupił, ale teraz stoją na strychu u jego byłej (jeśli faktycznie stoją), bo wolałabym je mieć u siebie, niż żeby się kisiły gdzieś u kogoś już niepotrzebne.
I zwlokłam dziś ze strychu swoje akwarele i pomęczyłam dziś dwa papiery. Ale jakoś nie jestem zadowolona.
Przypomniał mi się plener w Lanckoronie, dostałam wtedy pokój z jakąś panną, która zarezerwowała dla siebie dobre łóżko, mi pozostawiając rozkładany fotel, ale sama i tak przespała chyba wszystkie noce poza jedną u swoich koleżanek, także poza tym, że spałam na fatalnym łóżku, miałam pokój praktycznie dla siebie i wkrótce cały wisiał obwieszony moimi akwarelami. To już tyle lat minęło, że zaczyna się wydawać nierealnym :-)

I burę dziś nocnie dostałam za palenie cygara, bo ponoć śmierdzi...
wtorek, 22 września 2009
Bo moja miłość do słoneczników i świeżych orzechów powoduje, że przez całą jesień biegam z czarnymi paznokciami, przez co wyglądam jakbym namiętnie grzebała w ziemi całymi dniami. Sukcesem dnia dziesiejszego jest odnalezienie bazaru na tym moim wypiździewie (a dobrze ukryty jest) i chyba odblokowanie przegladarek, które jakoś dziwnie nie chciały działać na niektórych stronach.
poniedziałek, 21 września 2009
Nagrywając się filmowo odkryłam, że jak mówię, to mam krzywe usta, a byłam święcie przekonana, że w tej materii to ja prosta jestem. Ech...Codziennie człowiek jest odzierany ze złudzeń :-).
niedziela, 20 września 2009
Dzień rozpoczęty dzięki uprzejmości G&G śniadaniem w samochodzie. Potem niestety dawne mieszkanie wciąż się nie chce ode mnie odczepić i musiałam jeszcze pojechać coś tam sprzątać i wynosić. Niby miałam wieczornie spotkać się z ojcem, ale że nie dawał znaków, więc w ubraniu roboczym jechałam do domu z nadzieją, że może zdążę się jeszcze wykąpać. Oczywiście ojciec dał znaki, kiedy zatrzymywałam się na kawę w Coffee Havean, więc pospieszne przebieranie w samochodzie :-). Do Coffee Heaven jakoś nie mam szczęścia, poprzednim razem nie wydali mi w ogóle kawy, a teraz też z trudnościami i do tego tak jakoś niesmaczną, że nie wypiłam nawet 1/3.
Potem chwilowa wizyta na jakiejś wystawie relikwii buddyjskich:

Dalej do CSW.
Park CSW powitał nas m.in. hasłem:

W jednej sal nad instalacją unosiła się wypchana wiewiórka, którą bardzo chciał zdmuchnąć jakiś pan, a pani pilnująca go odganiała. W końcu facet odszedł zrezygnowany, i zobaczywszy, że podchodzę do tej części instalacji wykrzyknął mi w twarz: "Niech pani nie dmucha wiewiórki!" Zgodnie z zaleceniem, nie dmuchałam :-).

W salach piwnicznych zobaczyłam za to akty mojej koleżanki z dawnej pracowni.
A skończyliśmy na Starym Mieście poszukując ducha, który ponoć miał się pojawiać nad Wisłą, ale ostatecznie ducha nie odnalazwszy, pocieszyliśmy się grzanym winem z rumową bombą i herbatą malinową. I tak, o zastał nas wieczór i zmrok.


Na jednym z rond stoi w Wawce sztuczna palma. Zasłyszany dialog:
Starsza pani: ładnie odnowili tą palmę
Starszy pan: ale i tak widać, że sztuczna!
sobota, 19 września 2009
Jest taki serial komediowy "Dwóch i pół". O braciach, z których jeden jest bogatym, zblazowanym, wciąż zaliczającym kolejne panienki cynikiem, a drugi to nieudacznik życiowy, mieszkający kątem u bogatego brata, bo po rozwodzie nie miał się dokąd wyprowadzić. I w jednym z odcinków nieudacznik był na randce, która oczywiście nie wypaliła i ostatecznie skończył w łóżku z pornolami. Jego cyniczny brat rano całą sytuację skwitował słowami: "Na szczęście Bóg dał nam chwytną dłoń."

No więc wczoraj byłam w teatrze. Teatru nie lubię, ale że spektakl tez miał być muzyczny, taneczny, jakoś tam osobami powiązany z towarzystwem - poszłam. Gdyby ktoś zapytał mnie, o czym była ta sztuka, powiedziałabym bez wahania, i bez troski, że może wyjdę na nieintelektualistkę - nie wiem. Zbiór scen, słów i piosenek. Gdzieś w połowie scena onanizacji chwytną dłonią. Gdzieś pod koniec zdjęte majtki. Chociaż to może i zatoczyło jakieś koło, bo na początku sztuki sztuki majtki zakładał facet, pod koniec zdjął kobiecie. We wszystkim dopatrzeć się można sensu, jeśli się chce.
Ale no właśnie, brak pointy...
czwartek, 17 września 2009
i to ciastko to właśnie jedna z tych rzeczy :-)))


środa, 16 września 2009
Ma w sobie urok i moc ognia. Niestety nie mam obecnie białej szałwii, tylko jakieś inne zioło, ale i ono pięknie pachnie. Takie palenie ognia daje całkowite odcięcie się od rzeczywistości...

O Micku Jaggerze krąży taka opowieść, że w czasach swej bujnej i rozwiązłej młodości, zaczepiony kiedyś w barze przez natrętnego mężczyznę, któremu nie spodobał się zbyt kobiecy wygląd Micka i który zadał mu pytanie: Jesteś mężczyzną czy kobietą? - Mick niewiele myśląc podszedł do niego, rozpiął rozporek i mu pokazał swą płeć.

Dziś wraz z Napolkach walczyliśmy z dżunglą porastająca mój nowy dom, pomagał nam tez przez chwilę pewien pan M. Walcząc grabiami z lianami, co pewien czas ząbki się w grabiach wyginały się dziwnie i pan M. rekami wyginał grabie do porządku dziennego. Kiedy sobie poszedł, a my dalej zwalczaliśmy zawzięte zielsko, grabie znów się wygięły, a ja powiedziałam, że pan M. naprawiał to rękami. Na co do mnie Napolkach: zrób to, pokarz, że jesteś mężczyzną. No i pokazałam :-).
A no i dziś zostałam też chłoporobotnikiem, bo ponoć na jednym ze swoich zdjęć palę jak takowyż osobnik. Dzień pełen pełen rewelacji i dwukrotnie zmienionej płci :-).
 
1 , 2 , 3
Tagi
statystyka