Choose your future. Choose life.I chose not to choose life: I chose something else.
niedziela, 30 września 2007
Nieco dobry film o śledztwie i czarnej magii. Dla mnie trochę za mało hard corowy, ale bo ja miłośniczką czarnej magii jestem. I tych całych rytuałów, które w tv puszcza się mocno okrojone. Więc początek filmu bardzo dobry, a potem już się za bardzo strachali. A przynajmnej ja już się nie bałam :-).
"Była pora modlitwy i korytarze zapełniali klęczący na swoich dywanikach mężczyźni. Korytarz był jedynym miejscem, w którym mogli się modlić. A i tak jazda stwarzała problem liturgiczny: islam bowiem nakazuje wiernym, aby modlili się zwróceni w stronę Mekki, tymczasem nasz pociąg ciągle kluczył, skręcał i zmieniał kierunki, niebezpiecznie ustawiając się pod takimi kątami, że pobożni mogli czynić pokłony zwróceni tyłem do miejsc świętych."

Heban, Ryszard Kapuściński
"Najlepszy zawodnik na rok stawał się równy kapłanom. Miał prawo do wszystkiego. Był panem życia i śmierci. Po roku jednak odchodził. Na ołtarzu ofarnym w południe podczas święta... wyrywano mu serce."*

*zwyczaj starożytnych indian z ameryki południowej

Na szlaku koki, Jerzy Suchocki
Dziś Cejrowski na pustyni namibijskiej ujeżdzał zajefajne autko terenowe. Bez problemu dawało radę przejechać po wielkich kamulcach, a z górki gdy zjeżdzało to zupełnie samo, bez korzystania z hamulców - samo hamując silnikiem. Na dachu miało namiot rozkladany dwoma ruchami. Super zabaweczka :-)).
A ja na allegro zakupiłam dziś palnik gazowy do zabaw z woskiem. Taka zabawka na moje realia :-).
sobota, 29 września 2007
realistyczny i mocno nieprzyjemny - śniło mi się, że tata zmarł w domu, w kuchni, chyba na serce - nagle i niespodziewanie. Cała noc śniły mi się przygotowania do pogrzebu, jakieś domysły. W sumie było spokojnie, bez płaczu, bez histerii. 
Wieczornie miało być piwo z dawnymi znajomymi ze szkoły rysunku. Kiedyś spotykaliśmy się prawie co tydzień i tradycyjnie to ja zbierałam ludzi, ustalałam miejsce, godzinę i zapraszałam wszytskim na piwo. Jakoś tydzień temu dawno nie widziany znajomy M. poprosił mnie, bym organizowała takie piwo jak kiedyś. Ustaliłam wszystko i posłałam wieści. Pat nie wiedziała kim jestem i nie mogła łatwo zajarzyć (chacha dziś wyzwierzęcała się nad N. że ta też jej kiedyś nie poznała przez smes, a ja już na końcu języka miałam same złośliwości). Część osób się potwierdziła, część zbyła milczeniem smesa, a część nie dała ostatecznej odpowiedzi.
Z pracy na piwo podwieźli mnie znajomi, ale że w połowie mostu zjeżdzali,  a ja potrzebowałam prosto, to wysiadałam. I nagle rozpętała się gigantyczna ulewa, a ja byłam po środku więzienia, bo im więcej lało, tym więcej wody płynęło po ulicy i tym bardziej kierowcy z coraz większą fantazją i brawurą pełnym gazem wjeżdzali w kałuże, tak, że wielka fala szła aż za mostowy chodnik. Przy prawie każdym samochodzie od połowy ud w dół zalewała mnie wielka wodna fala. Do knajpy dotarłam pół godziny przed czasem, cała mokra, z chlupoczącą w butach wodą. Pierwsze osoby z piwa odezwały się 40 minut po umówionym czasie. Jedna osoba dała znak, że pogoda ją zniechęciła. 5 w ogle olało sprawę. W sumie z 10-12 dotarły 4 osoby. I na koniec M. -sprawca wieczoru, miał do mnie pretensje, że inni nie przyszli. No pretensje nie wprost, ale żal, że inni olali sprawę. A co ja na to mogę? Ja i tak uznałam, że to moje ostatnie organizatorskie piwo, bo mam dość pretensji, innych pomysłów, zawsze innych "lepszych" terminów, tego, że komuś się nie chce akurat dziś, bo pada deszcz, albo cokolwiek innego. a wrrrrrrrr.
piątek, 28 września 2007
moich zwłok to 26 963 zł
tu możesz obliczyć wartość swoich zwłok :-)))
Jak można opisać rysia, gdy nie zna się jego nazwy w niemieckim?
"grosse katze mit pyndzel" usłyszałam właśnie, czyli "duży kot z pędzlami". No, ale zainteresowani zrozumieli :-).
czwartek, 27 września 2007
"Siadam na nowej desce. Pełny relaks. Tym razem nie muszę najpierw strzelać prewencyjnie w fekalia, żeby odstraszyć szczury."

W dżungli, w której przybywał autor tekstu, fekalia nie wysychały,a przyciągały za to karaluchy i szczury. Zdanie napisane zaraz po wybudowaniu nowej latryny.

Na szlaku koki, Jerzy Suchocki
czyli typowo kobieco dziś u mnie było, choć akurat u mnie to nie jest takie normalne :-). Od rana miałam rozsterki co kupić i czy kupić. W akcie desperacji na gg umieściałam opis, że potrzebuję porady kobiecej natychmiast, a na apel mój odezwał się Prof.SztywnySut i poradził mi, by sweterek zakupić. A potem znalazłam ten płaszczyk i śliniłam się na niego przez pół dnia, a kiedy pokazałam go mamie w ramach porady, usłyszałam: świetny! kupuj go! natychmiast! No to kupiłam :-). I tak o, dwa nowe ładne ciuszki mam :-).

czyli typowo kobieco dziś u mnie było, choć akurat u mnie to nie jest takie normalne :-). Od rana miałam rozsterki co kupić i czy kupić. W akcie desperacji na gg umieściałam opis, że potrzebuję porady kobiecej natychmiast, a na apel mój odezwał się Prof.SztywnySut i poradził mi, by sweterek zakupić. A potem znalazłam ten płaszczyk i śliniłam się na niego przez pół dnia, a kiedy pokazałam go mamie w ramach porady, usłyszałam: świetny! kupuj go! natychmiast! No to kupiłam :-). I tak o, dwa nowe ładne ciuszki mam :-).

środa, 26 września 2007
"Każde zabójstwo ma jakąś przyczynę, a każda ofiara coś na sumieniu."

"Liczy się nawet miesiac, tydzień, czy dzień, w którym czujesz się kimś. W tej mentalności życie ma sens wówczas, gdy masz na nie środki." - kurcze: w mojej też...


Na szlaku koki, Jerzy Suchocki
Jeden z moich ulubionych tekstów piosenek z lat 30tych. Genialny.


Patrzysz w oczy i mówisz o miłości,
o miłości to jakoś dziwnie brzmi,
przestań kłamać i mów ze mną wreszcie prościej.
mówisz miłość, a żądzę dajesz mi,
ja nie gardzę tym pięknym uniesieniem,
krew ma prawo swoją chwilą żyć,
po cóż ją osłaniać kłamastwa cieniem,
nie rozumiesz, pocałuj mnie, idź.

Jadę w życie Błękitnym Ekspresem,
bez przystanku, do celu, przez świat,
chociaż przegram to życie z kretesem,
lecz nie będzie chwil mi kradł,
10 minut zatrzymam się gdzie chcę,
10 minut, a potem znów w dal,
10 minut, a wszystko w nich będzie:
moja radość, mój spokój, mój żal.

Wierność to także słowo ulubione:
bądź mi wierną, a cóż ty za to dasz?
Z czczych frazesów uwijesz mi koronę,
bo zdolności w tym kierunku masz.


Dzisiejsza noc przyniosła złe sny. Realnie dostałam zaproszenie na wystawę córki mojego nauczyciela. Śniło mi się, że jestem jakoś dziko zazdrosna o jej sukces i że się z nim mocno pokłóciłam, bo czyniłam przytyki, że zrobiła karierę, dzięki jego układon (realnie: zapewne tak było). Obudziałam się ze smutkiem, który wynikał i ze snu (kłótni) i też z tego, że mi się nie udało, tak jak miało się udać. A galernik, który chciał mi robić wystawę, miał odezwać się we wrześniu, a tymczasem wrzesień się już kończy, a tu dupa.

10 minut, a potem znów w dal. Oby.


A w ogle w tym roku jakoś mi tak daleko do Święta Zmarłych, a lubię je. Brakuje mi tego klimatu.
Dziś drukarnia pochwaliła mnie za bardzo ładnie złożoną makietę do druku. A w zasadzie to drukarnie zazwyczaj mają o coś pretensje. A tu takie miłe zaskoczenie :-). 
Ząb podobno zdrowy. Ogląd gołym okiem nieuzbrojonym nic nie wykazał, rentgen też w porządu. A boli. Pani zasugerowała, że to jedzenie zostaje między zębami i podrażnia. No to sobie z rana pobiegałam, a problem nadal jak jest, tak jest.
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5
Tagi
statystyka