Choose your future. Choose life.I chose not to choose life: I chose something else.
wtorek, 31 sierpnia 2010
10 rzeczy które lubię.
hęęę :)))
1. absolutnie i bezapelacyjnie od pierwszego usłyszenia The Rolling Stones
2. koty :-))
3. focić, focić, focić!
4. profesora Severusa Snepa z Harrego Pottera i cały świat magii
5. wino czerwone, mocne, oleiste
6. bez muzyki nie wyobrażam sobie życia :))
7. film Sweeney Todd - całkowite uzależnienie, jak nie obejrzę raz na 3 tygodnie choruję
8. wszelkiego rodzaju zabawkowe gadżety, jak autorskie zabawki, figurki postaci z filmów, itp.
9. dobre knajpy, w bardzo szerokim rozumieniu tego słowa
10. słońce :)))

Do zabawy trzeba wytypować kilka osób, ale że poczytność mojego bloga jest znikoma ogłaszam: kto chętny: niech zamieści swoje 10 punktów w komentarzach, albo na swoim blogu i da mi o tym znać :)))  
poniedziałek, 30 sierpnia 2010
Siedzę z mamą na kawie w kawiarni i mija nas zgrabna babka, ale dość pretensjonalnie ubrana i już w pewnym wieku, mama mówi: "Ta babka to z tyłu liceum, a z przodu muzeum, taka przechodzona czterdziestka". A ja do mamy: "Chacha, w takim razie jest tylko 6 lat ode mnie starsza". :)))
Jak to perspektywa zmienia punkt widzenia.
  
sobota, 28 sierpnia 2010
Cały wieczór gra mi płyta od J. Szkoda, że już nie jestem taka młoda, nie chodzę do szkoły malarstwa, a nasza piwna grupa się rozpadła. Lubiłam te piwne wieczory kończące się nieodmiennie kebabem i falafelem i piciem na domówce. Częstokroć u J. Teraz niestety jestem już poza towarzystwem. I jak to moja mama skwitowała: "Będzie jeszcze gorzej", bo coraz trudniej poznawać nowych ludzi - tak na dłuższą chwilę, nie na jeden wieczór.
piątek, 27 sierpnia 2010
Wieki temu na plenerze, zresztą jednym z najlepszych, piliśmy i słuchaliśmy muzy wraz z nauczycielami wieczorami, że ja i jeden z z nauczycieli bardzo lubiliśmy Nalepę, też go często puszczaliśmy. I pewnego wieczoru nauczyciel J.* wypił więcej niż zwykle i pamiętał, że lubię Nalepę, pamiętał, że teksty mu pisał Bogdan Loebl i tyle :))) Potem nastąpiło koło czasoprzestrzeni i było co 2 minuty wciąż: "Ale Basia, Basia, Bogdan Loebl, kielecki poeta, on pisał teksty dla Nalepy!!"
Już po piątym powtórzeniu ryczeliśmy ze śmiechu, tym bardziej, że mówiliśmy J., że chwilę wcześniej to mówił, komentował więc, ze jest pijany i za chwilę znowu: "Ale Basia, Basia, Bogdan Loebl, kielecki poeta" Po Bieszczadach jeden z najlepszych wyjazdów w moim życiu.


* dla wtajemniczonych: nie ten J., co to się Wam wydaje, że ten J.!
czwartek, 26 sierpnia 2010
i znienacka słyszę pytanie: "Zastanawiała się kiedyś pani czy Bóg ma jakoś na imię?" Powalające, żadnego Dzień Dobry, tylko od razu tak miedzy oczy. Oczywiście Świadkowie Jehowy, których pogoniłam ze 3 tygodnie temu, ale dzielnie powrócili i nawet sobie z nimi chwilę porozmawiałam dla codziennej rozrywki.
Miałam kontakt z różnymi kościołami i wiarami, ale tak sobie pomyślałam, że jedynie zielonoświątkowcy prawidłowo ocenili stan mojej duszy. Stwierdziwszy po kilku spotkaniach, że wciąż nie mówię w nieznanych mi językach, co według nich oznacza, że nie zstąpił na mnie Duch Święty, nie nadaję do dalszej indoktrynacji*, bo mam zepsutą duszę. I zaprzestali ze mną kontaktów. Ale właśnie mi się przypominało, że chyba mam jakąś książkę od nich - może na wypadek gdyby dusza jednak zaczęła kiełkować :)))

*(a chwytali się nawet takich pomysłów, jak zaprosić do kina i zapłacić za bilet - w ten sposób obejrzałam "Matrix 3")
środa, 18 sierpnia 2010
Przez całe lata miałam psa i 5 kotów. Piesek, że miał wyrosnąć na wilczura i że ja wyczytałam, że psa w pierwszym roku życia trzeba karmić bardzo zdrowo, to był karmiony specjalną zdrową karmą. Koty, że też wtedy były to w zdrową dietę zostały wliczone automatycznie. I tak co 2-3 dni gotowałam rosołek na kurczakach z warzywami (3 włoszczyzny) i makaronem dla zwierząt, a potem to wszystko mielone, by cwaniury nie wyjadały tylko mięsa. 
Tak gotowałam dobrze ponad rok. Pamiętam jak kiedyś sprzedawca w warzywniaku zapytał się mnie, co ja robię z taka ilością włoszczyzny, a gdy usłyszał, że gotuję zwierzętom zupełnie zdębiał. Ale być może dzięki tej właśnie diecie, i pies, i koty przeżyły prawie 20 lat.
Brakuje mi tej mojej mentalności z tamtego czasu. Słucham teraz Janis Joplin, i wtedy ją uwielbiałam, ale czułam jakoś więcej, mocniej. Teraz jakoś się stępiłam. 
ale zrobiło mi się ogromnie przykro, gdy usłyszałam, że jakiś facet rzucił - nie bójmy się tego słowa - gównem w tablicę upamiętniającą ofiary katastrofy smoleńskiej. Nawet jeśli wierzy, że ta tablica to dzieło jakiegoś nowego SB czy czegoś takiego, powinien (bo to na pewno wojujący katolik) pomyśleć o tym co poczują rodziny ofiar, gdy się o tym dowiedzą i czy to jest miłosierdzie katolickie. 

A z drugiej strony gówna emocjonalnego nie brakuje nigdzie. W sobotę wracałam od Hare Kryszna i jechałam z jakąś panią też bywalczynią tej świątyni. I zaczęła mi opowiadać, że jest jakiś drugi odłam Hare Kryszna, że strasznie nadają na świątynię i że czemu tak robią i że przecież my (w sensie świątynia) ich nie szkalujemy. Pomyślałam sobie: "jak nie nadajecie, skoro właśnie mi pani nadaje na nich. ja mam ich na facebooku wśród znajomych i złego słowa o świątyni od nich nie usłyszałam, jedynie zaproszenia na wykłady." Ale nic nie rzekłam, bo ja to ogólnie się nie znam. 

Marzy mi się jakiś, jakikolwiek sens życia. Już teraz to chyba nawet według Monty Pytona, cokolwiek.
niedziela, 15 sierpnia 2010
Młody facet wrzucił puszkę piwa do koszyka i zapatrzył się w inną markę piwa i już sięgał po nią ręką i znienacka pojawiła się jego kobieta z pytaniem: "Bierzesz dwa piwa?????", więc on jej na to: "Bo lubię obie te marki" i gwałtownie skarcony jej złowrogim spojrzeniem karnie odłożył jedną puszkę i powiedział: "Masz rację, jedna puszka mi wystarczy."
Szczerze mu współczuję do dziś.  
Byłam dziś na Indyjskiej Paradzie z okazji 15lecia odzyskania przez Indie niepodległości. Parada chyba w mediach nie nagłośniona zupełnie.
Na początku marszu w tłum wtargnęła staruszka wykrzykując, że to bolszewicka parada.
Potem szliśmy spokojnie, ja w drugim rzędzie za ambasadorem i jego żoną, a tuż obok mnie ich ochroniarz, który stale i wciąż monitował dachy i wysokie budynki, zapewne w celu namierzenia snajperów. Poczułam dziwnie, bo w zasadzie to stałam na linii strzału (z niektórych kierunków, ale właśnie tych, które tak uparcie obserwował ochroniarz), niecałe 30 cm od pary ambasadorskiej.
Przed paradą jechała platforma z DJami i tancerkami, w pewnym momencie jednemu facetowi z platformy wyleciała flaga Indii z ręki i upadła na ulicę. Kto ja podniósł i oddał? Żona ambasadora. Po czym ambasador ją objął i podziękował jej za ten czyn.
Parada kończyła się w Złotych Tarasach pokazem tańca na letniej scenie. Ambasador usiadł przed sceną, ale po chwili po prostu wstał i bez żadnej ochrony odszedł schodami w swoją stronę.
Kosmos.


różnych kawałków i przypomniało mi się, jak kiedyś będąc nastolatką (jakieś 20 lat temu) zobaczyłam w kiosku kasetę video "A hard day`s night" Beatlesów. Urzeczona takim cudem - bo to był cud, wtedy takich rzeczy w zasadzie nie było - kupiłam bez wahania i jakże mi szczęka do ziemi opadła, gdy puściłam taśmę, a oni zaczęli do mnie gadać po angielsku. I nic po polsku. Tego w ogóle nie przewidziałam.  
sobota, 14 sierpnia 2010
Toż to po prostu litość, trwoga






środa, 11 sierpnia 2010
Mówię mamie, że zniknęła z sieci strona Micka Jaggera, a ona do mnie: "A on jeszcze żyje?" Więc ja: "Hę? Co? Prasa milczy, co to za pomysły??" A ona mi: "Bo kogo nie ma w sieci, ten nie żyje."
No bardzo śmieszne, doprawdy wyborne :)))
Kupowałam dziś warzywa w przydrożnym stoisku i nagle widzę lata takie żółto-czarne pasiaste coś, wielkie bydle. Sprzedawca widząc mój zaniepokojony wzrok ręką niemal łapie i odrzuca to bydle i z łagodnym uśmiechem oznajmia: To szerszeń. Ja na to śpiesznie zbierając siatki: No właśnie widzę!!! i uciekłam do samochodu, żegnana przez rozbawionego sprzedawcę. No i wyszło na to, żem ja niezbyt odważna. 
wtorek, 10 sierpnia 2010
Dr. House w którymś tam odcinku którejś tam serii trafił do szpitala psychiatrycznego. Bo miał zwidy. Nie odróżniał zwidów od realiów. Przykre.
Koto po wizycie u weta rzucił się na jedzenie, jak był głodzony. A teraz chodzi i się skarży. Ciekawe wspomina wizytę, czy może dolega mu za pełny brzuch.

Podobno Mick Jagger jest skąpy do tego stopnia, że kiedy umawia się na wywiad z dziennikarzem pierwszy zadaje pytanie: Kto płaci? i dziennikarzowi nie wypada powiedzieć nic innego jak: Oczywiście, że ja. Od kilku dni główna strona Micka Jaggera zniknęła z sieci. Zastanawia mnie czy to przypadkiem ktoś zapomniał zapłacić za stronę, czy może zbyt mała ilość fanów tam szalała i strona została z premedytacją zdjęta?
 
1 , 2
Tagi
statystyka