Choose your future. Choose life.I chose not to choose life: I chose something else.
niedziela, 30 sierpnia 2009
Sprzątałam dziś swoje stare mieszkanie, w tym pokój kotów, w którym mieszkał też ten mocno brudzący. Oczywiście sprzątałam tam na bieżąco, ale i tak wykładzina przesiąkła na wylot "zapachem" i zdejmując ją czułam się jak jakiś patomorfolog sądowy, który babrze się w trupie.
Poza tym rozstanie z poprzednim mieszkaniem bardzo pozytywne, ale i bardzo męczące.
piątek, 28 sierpnia 2009
Uwielbiam ten kawałek. Kojarzy mi się z nastoletnimi czasami kiedy to odkrywałam postaci artystów, w tym także Andy Warhola, z czasami w których potrafiłam odkładać całe kieszonkowe na albumy o sztuce.
"Heroin, be the death of me
Heroin, it's my wife and it's my life"
Parafrazując na mnie:
"Wine, be the death of me
Wine, it's my husband and it's my life"

I don't know just where I'm going
I po prostu nie wiem dokąd idę...
czwartek, 27 sierpnia 2009
Cedra:
"niestety smutnych dni nie da się ominąć, (Uwaga: banał!) ostatecznie można je jedynie fetyszyzować przy alkoholu, fajkach, smętnej muzyce... żeby potem jak usłyszymy dany kawałek w radiu, albo znajdziemy się przypadkowo w jakimś miejscu znowu niespodziewanie zrobiło smutno."
Niezwykle trafne słowa.
Dlatego ja teraz fajka, wino i mroczny Nick Cave.
Mam kota, który ze starości robi pod siebie i się w tym cały tapla. Żeby utrzymać go w czystości trzeba by w zasadzie codziennie go kąpać. W poprzednim domu był pokój zaadaptowany dla niego, ale w nowym już nie ma na to miejsca. Kota trzeba było zamknąć w klatce, bo o swobodnym chodzeniu nie ma mowy - zniszczy i zasyfi całe mieszkanie. Ponieważ jednak takie życie wydało mi się dla kota męczące, pomyślałam o uśpieniu go. Pojechałam do weterynarza. Pierwszy odmówił, twierdząc, że to stan normalny na starość i że w klatce może sobie siedzieć, bo nie ma już dużych potrzeb - nie rzekłabym, ponowne zapakowanie kota do klatki było dla mnie problemem, bo bardzo nie chciał być tam wsadzony. Drugi wet zrozumiał problem, ale nie miał zastrzyku. Trzeci powiedział do mnie oburzonym tonem, żebym sobie wygospodarowała pokój dla kota, albo zamknęła go w piwnicy, bo ona nie uśpi kota, bo mi się nie chce sprzątać. Kota nie dotknęła, bo brudny (w klatce podczas drogi narobił do klatki). Pierwszy i trzeci wet używali słowa "eutanazja". Porównywali kota z człowiekiem, że nie usypia się starych ludzi. Ale o tym, że oddaje się do domu starców albo opieki jakoś nie wspomnieli. Nie jest mi dobrze usypiać kota, ale i trzymać w takim stanie też nie wydaje mi się zbyt humanitarne. Uzżwanie słowa eutanazja i porównywanie do starych ludzi, też jest dla mnie przesadzone. Dziwnie się czuję.
15:01, dulcynea_best
Link Komentarze (13) »
ale jakoby mnie nie było. Zawieszony umysł. Czekam na wieczór, na papierosa palonego na balkonie i szklankę pełną wina. 
poniedziałek, 24 sierpnia 2009
"Przyzwyczaisz się? - Mówiła szybko i z jakiegoś powodu serce mi wierzgało w piersi z podniecenia, jakbym była sierotką Annie, a ona tą bohaterką graną przez Anne Reinking, która według taty miała rewelacyjne nogi.
- Tak - odrzekłam, wstając.
- To wspaniale. "*

Więc jutro się przeprowadzam i czasowo zostanę odcięta od sieci.
Co dla mnie jest niebagatelną sprawą, ale z rzeczywistością przecież walczyć nie można. No więc wszystko teraz zależy od dobrodziejstwa tepsy.


*"Wybrane zagadnienia z fizyki katastrof" Marisha Pessl
piątek, 21 sierpnia 2009
Rozmawiałam dziś z panią stróżującą, która ma 3 córki poważnie chore, jedna zmarła przed Wielkanocą. Rozmawiamy o chorobach i opowiada mi jak jej na głowę spadła pokrywa śmietnika, że coś jej w szyi poprzestawiało to uderzenie, opowiada o wspomnieniach o córce ("ksiądz powiedział, żeby nie oglądać zdjęć, nie chodzić na cmentarz i nie wspominać, ale ja noszę jej zdjęcie i czasem oglądam, ale co to daje, co to daje??") I nagle mówi coś takiego: "Ja po śmierci córki postarzałam się o 20 lat. Nigdy nie chorowałam, a tu nagle poczułam się chora, ale co tam ziemia wszystko wyciągnie." I nagle z uśmiechem złapała mnie za rękę i powtórzyła: "Ziemia wszystko wyciągnie."
Nawet nie umiem określić, co czuję. Jakoś to i czarny humor i przerażające, ael z drugiej strony co zrobić, kiedy jest się w takiej sytuacji?

czwartek, 20 sierpnia 2009
sporo się w nim mieści"  mówił Prime Minister w filmie "To właśnie miłość."
Dziś koło 22 zadzwonił dzwonek do drzwi i ktoś pod furtką oznajmił mi, że przywiózł sushi. Uśmiałam się, bo sushi nie lubię, pakuję się do przeprowadzki, wszędzie tony kartonów, padam na pysk, staram się zjeść wszystko z zamrażalnika i lodówki, jak również ze słoików, by jak najmniej wlec ze sobą, a tu nagle sushi samo przyjechało :-).
Umieściłam o tym żartobliwy opis na GG i znajomy mnie zagadnął o to, więc mu opisałam całą sytuację, włącznie z przeprowadzką, a on mnie pyta: "Gdzie mu uciekam?" i gdy pisze gdzie, pada pytanie czemu tak daleko. I trochę padłam. Faceta widziałam raz w życiu i to ładnych parę lat temu. I na gg rozmawiamy średnio raz na kilka miesięcy, owszem lubimy się i mamy do siebie pozytywne nastawienie, ale jesteśmy tylko netowymi znajomymi. Co za różnica czy piszę na gg ze Szczecina, Słupcy czy Zakopanego? Dla niego jestem tylko zieloną buźką na komunikatorze.
Ludzie są dla mnie wielką zagadką...
środa, 19 sierpnia 2009
zostać rekinem finansjery!
Rano zbudzona okazuje się, że nie wstałam na budzik, żem nie ubrana i w pościeli cała wymemłana, a już dawno powinnam być ubrana. Zrywam się mocno nieprzytomna, ubieram w chwilę i nieprzytomna jadę do pracy. Kawy ze 3 conajmniej będę musiała wypić :-).
A wszystko przez nocne rozmowy z R., które tak uwielbiam, że dopiero wizja spania poniżej 4 godzin wygania mnie do łóżka, a i tak nie do końca :-).


wtorek, 18 sierpnia 2009
choć codzienność jest taka zwyczajna. Że jak wyjdę z domu, albo odpalę kompa, to się coś wydarzy. Że nagle znajdę się w innej rzeczywistości. Chyba zaczęłam się nudzić samą sobą, a to jest fatalne, bo od siebie uciec jest trudno.
Ktoś na gg:
- masz ochote
Ja:
- nie
Wybrałam się dziś do dawnego swojego domu, który jeszcze niby jest w rodzinnym posiadaniu, ale już na wylocie. W poszukiwaniu lustra, które kiedyś trafiło do mnie - wielkie, dumne, oprawione w drewno, ale miało w sobie jakiś niepokój i podczas przeprowadzki nie pojechało ze mną dalej. Całkowicie nie mam świadomości, co się z nim stało, wyparowało jak sen jaki złoty. Myślałam, że może zostało w starym domu, ale wybrało swoją dalszą drogę poza mną.
A sam dom, w którym spędziłam ładnych parę lat i w którym nie byłam też od ładnych paru lat - nadal pozostał zimny i nieklimatyczny. Nigdy go nie lubiłam, choć tylko tam mogłam malować ściany jak chciałam. A jednak coś w tym domu mnie mocno zniechęca.
Chyba powinnam się zakochać :). Żeby tylko było jeszcze w kim!
poniedziałek, 17 sierpnia 2009
Przez te pakowania i chyba różne myśli w głowie, czuję taki niepokój jakiś, że się coś nie uda. Kawa nie działa. Od wody boli mnie ząb. Zawieszam się przed monitorem. Czegoś lub kogoś mi brakuje. 
niedziela, 16 sierpnia 2009
"Tak mniej więcej chwalono jeden z moich znanych autoportretów. Siedzę na nim w krótkich gaciach i od krocza w górę klatki piersiowej ciągnę farbą kreskę. Dałem taki tytuł: "Maluje ii rysuję od małego."
Franciszek Maśluszczak dla Machiny
Doskonałe!!
 
1 , 2 , 3
Tagi
statystyka