Choose your future. Choose life.I chose not to choose life: I chose something else.
niedziela, 31 sierpnia 2008
bo dziś na gg przeczytałam:

"ja lubie z toba rozmawiac, bo nigdy nie bylo bariery w tematyce. jeste jedna z trzech osob, jakie mam w gadu od hmmm kilku lat i jedyna kobieta"
miło czytać takie słowa :-)
Wczoraj radosny wieczór piwny, podczas, którego Alleksandra obchodziłą niespodziankowo urodziny, Uzupio udowodnił, że umie mnie podnieść i przenieść, odbyła się również walka słowna z jednym panem, konkurs na odgadnięcie w jakimnż to kolorze kelenerka pożyczyła od kogoś lakier do paznokci oraz jak zawsze sporo innych atrakcji :-).
A dziś Warszawa wielokulturowa, czyli tańce, kuchnia, biżuteria, ubrania, itd. Stoiska Arabia.pl w życiu bym nie znalazła, gdyby nie plan wystawców, bo tam po prostu ... nic nie było. Nawet szyldu.
A reszta: oczywiście nie rewelacja, ale mimo wszystko było na co popatrzeć. Fotorelacja na http://shinealight.blox.pl/html
czwartek, 28 sierpnia 2008
Zdjęcie Micka zaklęte do pocałunku i umieszczone w probówce, które dostałam od Piekła na urodziny. Machnęłam ręką podczas pseudotańca i Mick poleciał w powietrze, ale spotkania z ziemią już nie przeżył :-(. A tak lubiłam ten prezent :-((((. 

nagroda - zezowaty kot :-):

środa, 27 sierpnia 2008
u mnie się nie wydarzyło. Poza jednym facetem, który zupełnie mnie nie znając, chciał przyjechać do mnie na potrawkę grzybową. Bo sobie w necie pogadaliśmy, że oboje lubimy grzyby. A ja dziś robiłam potrawki grzybowe. Ale, że ja mam mega zdolności w przyciąganiu do siebie świrów, raczej mnie ta propozycja wystraszyła.
wtorek, 26 sierpnia 2008
Wieczornie koncert i performance znajomego. Koncert średni, choć odpowiednia ilość piwa w pewnym momencie wzbudza kreatywność słuchacza. Nie było źle, ale nie było też powalająco. Performance za to na prawdę dobry i taki medytacyjny. Jak to określiła Alleksandra: światło złapane w pułapkę, bo patyczki złapane w potrzask nagle zaświecały fluorescencyjnym światłem.
Dwie foty z pokazu i ja, jak zwykle w toalecie:



niedziela, 24 sierpnia 2008
Wieczorem zadzwonił do mnie ojciec, że oto już mam natychmiast włączać TV, bo będą grać Modern Talking, to się i rozentuzjozmowałam i uśmiałam. W wieku nastoletnim 10-13 lat uwielbiałam ten zespół. I TV oczywiście włączyłam.
Kiedy ze 2 lata temu zobaczyłam się z moim dawno już nie widzianym znajomym, pierwsze co powiedział na mój widok: ale się z ciebie ciotka zrobiła!. Mocno mnie to ubodło, ale kurcze to prawda ludzie się starzeją. Kiedy dziś oglądałam Thomasa Andresa i jego grupę, też stwierdziłam, że to już dziadek. Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Tylko cieżko się pogodzić z myślą, że się człowiek starzeje. 
Wczoraj w ramach losowania prezentów z Norwegii, które przywiozła Gosky_Gosky, wylosowała kamień, który "pomaga w rozumieniu naszej egzystencji, nautralizuje toksyny, rozjaśnia problemy, wzmacnia umysł i ciało i otwiera drzwi do nowych możliwości."
Na bank stanie się elementem mojej codziennej torebki :-)
Admini dodali mi 2 mega miejsca, więc fota:

A tak ogólnie to ja się powinnam młotkiem w łeb walnąć, dziś sniło mi się, że mi się oświadczył jakiś król, nie pamiętam jakiego państwa, jakiegoś wschodniego-muzułmańskiego, ale facet był biały. Ponieważ ja z jakiegoś powodu byłam na konferencji chemiczno-naukowej i udawałam mikrobiologa, król sprezentował mi odczynniki chemiczne.  :-)

piątek, 22 sierpnia 2008
Dzisiejszy w zasadzie cały dzień spędziłam w kręgu rodziny na pogrzebie ciotki. Mój ojciec jak zawsze spóżnił się i to dobre pół godziny. Oczywiście nie wydali mu na czas samochodu z warsztatu i takie tam, ale za często go to spotyka, bym mogła to uznać za przypadek. Raczej jakiś syndrom wiecznego spóźnienia.
A ja przyznam, że na ludziach zupełnie się nie znam i nic nie rozumiem z uczuć i zachowań międzyludzkich.
Staliśmy z rodziną przed kościołem, syn zmarłej posłał swojego syna, by sprawdził, czy jest już po co iść do kościoła. Po chwili usłyszeliśmy krzyk: "Już można!" Ogólnie panująca radość i trywialne tematy rozmowy też mnie zdziwiły. Kuzyn opowiadał, że ma nowego królika, wnuczka zmarłej śmiała się na całą ulicę, ktoś powiedział, że "ciotka jest już w środku" - co miało znaczyć, że trumna została już ustawiona na właściwym miejscu w kościele.
Mało ludzi było. Nie pojawił się nikt z towarzystwa przyjazni polsko-niemieckiej, w którym ciotka działa mocno.
Obrządek katolicki, tak mi obcy, dziś bardzo wdarł mi się w moje myślenie. Na początku wybijanie zegara, który już chyba nam odliczał czas, bo raczej nie ciotce. A potem mowa księdza, który kazał się nam modlić za wszelkie zło, które chcąc czy nie chcą popełnia ciotka, jako człowiek przepełniony grzechem. Każdy popełnia błędy, ale ciotkę Dziutę wspominam raczej jako dobrą, pogodną i wybaczającą osobę (dowód choćby to, że aktywnie działa w towarzystwie przyjaźni polsko-niemieckiej, będąc byłym wieźniem obozów i Pawiaka). I kiedy słuchałam księdza mówiącego o tym całym wrodzonym źle, wiedziałam, ze gada formułki, ale dla mnie nie mówi o ciotce Dziucie. Ja nie muszę błagać Boga, by jej wybaczył jakieś wpajane ludziom zło, bo wiem, że była dobrym człowiekiem. I ja nie myślę o niej o jakiś wielki grzeszniku i strasznie mnie denerwuje, to religijne wmawianie ludziom, że są źli z urodzenia i że trzeba ich karać za sam fakt urodzenia.
Farsą wydało mi się zbieranie na tacę i zaraz potem tekst, że "Boże przyjmij tą ofiarę za zmarłą", bo przecież za pogrzeb się płaci - i w ogle jaka to jest ofiara za zmarłego??? Bogu się płaci pieniędzmi? Komentarz mojego kuzyna, że kościół nie odprowadzi od tego podatku podatku, zbyłam milczeniem.

Potem krótki obiad w gronie rodzinnym, a z wliczonych około 28 osób było połowę. Bo część nie przyszła w ogle, a część wracała do pracy.

Na pogrzebie spotkałąm dawną znajomą, fotografkę i reporterkę. I sobie miło pogadałyśmy po uroczystości.
Ciotkę Dziutę znałam od urodzenia. Różnie to bywało ze mną i nią, bo nasze rodziny się kłóciły. Teraz z tego pokolenia już tylko moja babcia została - seniorka rodu. Bardzo to deprymujące.
czwartek, 21 sierpnia 2008
czuję i wiem, że dam radę wrócić do siebie tej właściwej. Ale kiedy wstaję porankiem i myślę sobie o 10 godzianach w pracy, które rzadko są ciekawe (chociaż dziś dzwoniłam do klientki, odebrała jej mama, po kilku minutach słuchania krzyków mamy do córki i pisku faksu, który równocześnie brzmiał, usłyszałam głos córki: dopiero umyłam nogi!!!, mama jej na to: guzik mnie to obchodzi! telefon do ciebie!; córka podeszła do słuchawki i nagle ryknęła: SłUCHAM!!!!!!, to ja aż prawie ryknęłam śmiechem), to nie mam siły nawet wypić kawy.

A, i mam pomysł na kolejny konkurs, ale grają tylko Frida i Uzupio, a ile ja ciast i zdjęć mogę rozdać?

Z jakiej to jest książki:

"Pan lew był raz chory
i leżał w łóżeczku
i przyszedł pan doktor:
Jak się masz, koteczku?
Żle bardzo, lecz
teraz jest na obiad pora-
rzekł lew rozżalony
i pożarł doktora."
Tak absurdalny, że aż śmieszny. Miałam tak bujne włosy, że wszystkie psy z okolicy (we śnie z cechami ludzkimi) mi zazdrościły i bardzo chciały się zaprzyjaźnić ze mną, bo też chciały mieć taką sierść.
Poza tym właśnie mi się przypomniało ponownie pewne zdarzenie fundacyjne, w którym za dość niewinne (moim zdaniem), ale konkretne pytanie zostałam nazwa rewizorem i właśnie mi się przypomniało, że na drugi dzień zjazdu fundacji polecono mi zebrać pieniądze składkowe, bo "chciałabym być rewizorem i kontrolować wszystko". I w ramach głupawki poczułam się dziś kontrolerem wszystkiego :-). Więc wyspowiadać mi się!!!
- wyjazdy za granicę
- kontakty, znajomości
- ilość majtów w szufladzie
- ilość łyżeczek cukru do herbaty
- godzina pobudki, godzina snu
- waga dzisiejszego obiadu
- ilość włosów na głowie
- kolor porannego moczu
- długość paznokci u rąk
- inne (mile widziana samoinicjatywa)



Tak, ja wiem, do psychiatry :-))) Tylko, żebym to ja jeszcze wierzyła w ich dobrą wolę :-))

Od dziś co 2 tygodnie obiecują dodać płyty z odcinkami niezpomnianego Cyrku. Coć ilość płyt trochę przerażająca, bo aż 22 :-)
środa, 20 sierpnia 2008
W pierwszych seriach w Jordan w liście płac zawsze mnie rozwalało to imię, nigdy go nie przeczytałam w całości podczas zajawki:
Mahershalalhashbaz Ali
Okrutne imię do wymowy przez Europejczyka.

I trochę mnie martwi, że tak mało mnie dotknęła śmierć kuzynki, którą znam przecież od początku mojego życia. Jest mi przykro, ale nadal mogę oglądać moje ulubione filmy i zajmować się moją codziennością bez większej refleksji nad jej śmiercią, poza wspomnianą w poprzednim poście.



Dziś spore zakupy sprzętu: nowa karta do mojego aparatu foto, nowa klawiatura do pracy, nagrywarka dvd do telewizora.
A wieczorem telefon od ojca, że wczoraj zmarła kuzynka, starsza już mocno pani. Kiedy zmarł mój dziadek - jej brat, pogrzeb był świecki, bo tak chciał. A ona tak się obraziła, że nie chcemy mimo jego woli urządzić tej uroczystości po katolicku z mszą, że nie przyszła na pożegnanie dziadka do wojskowej kaplicy. Dotarła dopiero na cmentarz na odprowadzanie trumny.
Przyznam, że nigdy nie rozumiałam takiej zawziętości. Może dlatego, że z racji braku u mnie za specjalnie rozwiniętej religijnej duchowości, przez co jestem w mniejszości narodowej, zawsze musiałam się odnajdywać w obrzędach, które dla mnie niewiele znaczą, ale za to znaczą wiele dla innych. Może też przez to, że nie jestem przywiązana za specjalnie do jakichkolwiek obrzędów - tak naprawdę dla mnie mogłyby zniknąć Święta Bożego Narodzenia i Wielkanocy, czy Sylwester bez większej u mnie refleksji. Dlatego też uważam, że każdy powienien być chowany według własnych wierzeń czy poglądów i nie rozumiem, kiedy komuś chce na siłę "zrobić dobrze" i pochować go według swoich poglądów.
Ciekawe czy ciotce Dziuni spodoba się jej własny pogrzeb? Że świecki nie będzie, to już wiem. Więc może się spodoba.
 
1 , 2 , 3
Tagi
statystyka