Choose your future. Choose life.I chose not to choose life: I chose something else.
środa, 30 sierpnia 2006
nalewam sobie wina. kot mnie trąc w butelkę, wino chlust na klawiaturę, komputer na szczęście nie świr. koty to podstępne stworzenia :-)
jemy sajgonki. Mówię: "Wiecie ile kosztują? Tylko 5 zł". A na to mama: "miau, miau, miau" - sugerując, że w nich jemy koty. No normalnie mdliło mnie cały wieczór po tej dygresji. Cały czas jest mi niedobrze.
Wieczorem spotkanie z jednym panem z serwisu randkowego. I jak powitanie to były 3 pocałunki w powietrzu, to pożegnanie to było podanie reki z maksymalnej odległości i rzucone w deszcz: "No to cześć." Parasol nad jego głową i nawet nie wysłuchał w którym kierunku idę. Jeśli chodzi o parasol i o to, że zostawił mnie na deszczu - nie ma  sprawy, w końcu mamy równouprawnienie, ale zdania mógł posłuchać do końca :-)). Wieczór lekko miły, ale dość nijaki. A ja jak zawsze: za dużo mówię za dużo dziwnych rzeczy, za dużo piję, za mało śpię, za duża niezależność, za dużo robię i za mocno żyję. Faceci uciekają od takich kobiet. I tak czułam jak coraz bardziej facet mnie nie słucha, jak coraz bardziej wczytuje się w kartę, ogląda ściany itd. Uśmiałam się, gdy zaczął wnikliwie czytać kartę win, które pija raz na pół roku, bo alkoholu nie lubi. W zasadzie nic nie czuję poza zmęczeniem. I ogólnie wszystko mi jedno. Zadzwoni to dobrze, nie zadzwoni, też dobrze :-))). Te wyjazdy dały mi w kość. I to sypianie po 4,5 godziny na dobę. A piękne grzyby kupiłam dziś na bazarze. Śliczności. I taki mam misz-masz w głowie, jak w tej notce. A serial Mash też bardzo lubiłam. Szkoda, że teraz nie leci.
pada urwanie glowy u mnie, znowa poszlam spac o 3 i dzis odplywam. A za to jutro mam byc w tym samym czasie w 3 miejscach na raz i nie wiem jak to zrobic.
13:04, dulcynea_best
Link Dodaj komentarz »
zabawia się w pirata :-)):


wtorek, 29 sierpnia 2006
nie mam netu w pracy, aż do odwołania. Zawaliła tepsa. Brakuje mi netu straszliwie. Ciągle łapię się na tym, że chcę sprawdzić pocztę, poczytać serwisy czy blogi. A tymczasem zastrajkował także mój komp w pracy i pojechał dziś do serwisu. Z tego wszytskiego poszłam dziś na barku na obiad i trafiłam na sezon kurkowy :-). 
poniedziałek, 28 sierpnia 2006
Me gustan los aviones, me gustas tu.
Me gusta viajar, me gustas tu.
Me gusta la mañana, me gustas tu.
Me gusta el viento, me gustas tu.
Me gusta soñar, me gustas tu.
Me gusta la mar, me gustas tu.
Que voy a hacer ,
je ne sais pas
Que voy a hacer
Je ne sais plus
Que voy a hacer
Je suis perdu
Que horas son, mi corazón
Me gusta la moto, me gustas tu.
Me gusta correr, me gustas tu.
Me gusta la lluvia, me gustas tu.
Me gusta volver, me gustas tu.
Me gusta marihuana, me gustas tu.
Me gusta colombiana, me gustas tu.
Me gusta la montaña, me gustas tu.
Me gusta la noche, me gustas tu.
Que voy a hacer ,
je ne sais pas
Que voy a hacer
Je ne sais plus
Que voy a hacer
Je suis perdu
Que horas son, mi corazón

Chwilę wieczorną spędziłam u babci i ojca. Babcia jutro leci do Autralii, świetny motyw dla mojego ojca by się z nią pokłócić i jej dogadać. Nie tylko zresztą jej. Na pożegnalny wieczór wpadła także moja macoszka. Klimat miły był dopóki babcia nie wyciągnęła swojej walizki - która świetnie mogłaby być rekwizytem z Harrego Pottera - czyli wygląda staro, wyświechtano i niemodnie. Potem tata stwierdził, że odwiezie mnie i macoszkę do domów. W aucie pojawił się problem, czemu najpierw ja mam być odwieziona, skoro macoszka ma listy płac do skończenia i się jej spieszy. Bo ona ma z domu ojca metro do siebie szybkie,a  tak odważąc mnie najpierw robi się kółko po wawce. Tata od razu obrażony zaczął szaleć po drodze, być niegrzeczy i na: "Nie gniewaj się na mnie" odpowiadał: "Nie gniewam się, mówiłem ci już, że to nie grzech, a ułomność. A na ułomność nie można się gniewać." Domyślam się, że chodzi o głupotę, ale nic nie zamierzam mówić. Macoszka zmusza tatę, by ją wysadził przy metrze, jedziemy dalej i on mi wali takim tekstem: "Wiesz, jej wcale nie chodziło o to by szybko wrócić do listy płac, tylko do papierosa. U babci palić nie wolno, w samochodzie też nie." Wali mnie to. Dziwne są związki między ludźmi myślę sobie. Nigdy bym nie chciała mieć faceta, który by mi mówił, że jestem głupia (i to jest moja ułomność). I nie chciałabym sytuacji, w których facet nie rozumie, że jest praca i trzeba ją skończyć, ja to doskonale rozumiem i nie miałam nic przeciwko odwiezieniu macoszki jako pierwszej.
Nie mam już chyba siły na takie dziwne konflikty.  Pożyczyłam od ojca slajdy z dawnych podróży dziadków na Daleki Wschód. Myślę, że może zobaczę parę fajnych rzeczy.:-)
żyję. Poszłam spać koło 3, nie wiem czy kawa mi dziś pomoże. I też się dziś nie wyśpię, bo muszę biec na spotkanie z babciąm bo jutro wyjeżdza do Australii na pół roku. Mój fantastyczny ojciec zadzwonił do mnie wczoraj koło 16 i zapytał się: co teraz robisz? A że ja akurat w pociągu byłam, więc nie mogłam wszystkiego rzucić i pobiec się z nią pożegnać. Uwalbiam takie akcje, jakbym ja nic nie robiła, tylko w domu siedziała :-).
Między wierszami z ust taty Kingi padły słowa, że to musiało się kiedyś stać...I wcale nie chodziło o daleką starość.
tak oto wyglądała Góra:

Pani Choszcz:

i Gdańsk:

Wróciłam dziś tanimi kolejami do Wawy. Ludzi masa, pół podróży wraz z G. przebyłam siedząc na podłodze i czytając "Prowadził nas los" -książkę Kingi. Pogląd, ze to wszystko przez Gilmourta wygłosiła jakaś panna - fakt, że na wszystkie inne pociagi z rezerwacjami nie było już biletów. Weekend bardzo miły, choć nie do końca dał mi odpowiedzi na moje pytania. Fundacja bardziej powstaje, bo rodzice Kingi chcą coś zrobić z jej energią, inspiracją i pomysłami, ale nie do końca mają pomysł co. Wczoraj zobaczyliśmy Marszewską Górę. Remontować jeszcze nie można było, bo nie ma umowy z gminą. Więc przed południem zbieraliśmy grzyby (a stopy mi się usyfiły straszliwie). Potem było gotowanie obiadu nad ogniskiem, malowanie transparentu i odgrywanie scenek z nim. Tudzież to czego nienawidzę, czyli kółka: pierwsze, gdy każdy się przedstawiał, mówił co robi, itp., a potem po co przyjechał. Więc ja powiedziałam, że przyjechałam się dowiedzieć, co konkretnie ma robiś fundacja i zorientować się w czym mogę pomóc. I usłyszałam, że chcę być komisją rewizyjną. Nie chciałam mówić o Kindze. Dziwiła mnie reakcja rodziny. Pogoda ducha, radość, spokój, jakby nic się nie stało. W drodze powrotnej rozmawiałam o tym z G. powiedziała, że jej i tak nigdy w domu nie było, może rodzice nie czują? Niektórzy wprost mówili o śmierci, o pogrzebie - ja nie powiedziałam ani słowa. Bałam się, że zbyt obudzę wspomnienia w jej rodzinie. Choć szokowała mnie ich pogoda ducha. G. też.
A Kinga taka podobna do mamy...
Nocleg wypadł w Gdańsku u Państwa Choszcz. Masa luda w małej przestrzeni, ale upchaliśmy się jakoś. Niedzielny poranek to rozmowa, kto co może zrobić dla fundacji, a potem każdy rozszedł się w swoją stronę. Trochę połaziliśmy po Gdańsku.
Jeden z uczestników cały czas zaglądał mi w oczy i mówił: uśmiechnij się. Fakt, nie uśmiecham się często, ale nie wydaje mi się, żebym miała ponury wyraz twarzy. Wiekszość ludzi to młode osoby, chętne do pomocy, ale raczej jeszcze nieco dziecinne. Choć parę ciekawych osób też było.
Ogólne wnioski - wszystko może z tego wyjść i absolutnie nic. Los pokarze.


A dziś w skrzynce sprawdzam pocztę, a tu "Acapulco" :-))). Super. Dzięki :-))).
niedziela, 27 sierpnia 2006
mam zerowa kondycje stwierdzilam wypluwajac z siebie pluca na szczycie wiezy mariackiej:-D
17:11, dulcynea_best
Link Dodaj komentarz »
mam czarne nogi sciolka lesna wbila mi sie w buty nie mam jakich umyc wygladam jak dziecko wojny
10:13, dulcynea_best
Link Dodaj komentarz »
sobota, 26 sierpnia 2006
Mam nocleg wraz z 16 innymi osobami w mieszkaniu Panstwa Choszcz:-D
22:17, dulcynea_best
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 8
Tagi
statystyka