Choose your future. Choose life.I chose not to choose life: I chose something else.
piątek, 30 lipca 2010
dodanie do znajomych tego pana:

Ja wiedziałam, że jestem stara, ale żeby aż tak?????
Dziś rano zobaczony w przelocie fragment "Pytania na śniadanie", pokazano grupę fantastów chodzenia boso - również po ulicach, prowadzenia samochodu boso itd. i potem jakaś lekarka zachwalała jakie to zdrowe. Padłam. Dosłownie. Owszem zdrowe - w domu, we własnym zadbanym ogrodzie, po plaży, ale nie kurde po ulicy, na której leży szkło, rzygi, śmieci, odchody zwierząt.
Tagi: boso
23:05, dulcynea_best , Papryczka Piri Piri
Link Komentarze (2) »
Kilka lat temu chodziłam na "lekcje religii" do kościoła Adwentystów Dnia Siódmego - rozmawiałam wtedy dużo z pastorem, czytaliśmy Biblię, omawialiśmy teksty. Strona kościoła była wtedy dobrze działająca, w stałej usłudze było "słowo na dzień dobry" przesyłane codziennie na maila czy smesa w dwóch opcjach do wyboru: jedno tłumaczenie lub wszystkie dostępne tłumaczenia, żeby można było porównać przekłady. Był też darmowy program do czytania Biblii w komputerze. Dziś potrzebowałam znaleźć jeden cytat z Biblii i z przykrością stwierdziłam, że tak jak strona umarła w roku 2008, nie dostaje się już "Słowa na dzień dobry", nie ma nowych artykułów i ogólnie wszystko jest martwe, to zmieniła się tylko jedna rzecz: program do czytania Biblii nie jest już darmowy - można zapłacić Empikowi 60 zł za niego. 
Ja rozumiem, że praca kosztuje i ktoś ten program zrobił, ale skoro przez kilka lat był darmowy, to raczej sadzę, że ktoś w końcu postanowił na tym zarabiać i raczej nie twórcy. 
Dziwną moją myślą jest, że jednak ludzie w tym kraju powinni mieć jak najszerszy i jak najbardziej darmowy dostęp do Biblii, bo podobno to w końcu kraj katolicki.

Przypomniało mi się, jak lata temu kupiłam sobie Biblię Tysiąclecia, akurat przed zajęciami i będąc już na nich, nie chciałam kłaść Biblii na podłodze, więc położyłam je obok swojego miejsca na stole. Znajomi zapytali mnie cóż to za dużą księgę kupiłam, a po usłyszeniu, że Biblię, zadali mi pytanie: "A po co?"
Zdębiałam, i chyba wtedy po raz pierwszy pomyślałam, że to co usiłują nam wmówić jako dane oficjalne, chyba nie zawsze takimi są.
środa, 28 lipca 2010
Ci, którzy mnie znają obecnie wiedzą, żem mało towarzyska. A jednak pamiętam, że jako małe dziecko byłam bardzo otwarta, ale że wciąż głośno słuchałam bajek i muzyki, rodzice zamykali mi drzwi od pokoju, żeby im dźwięki nie przeszkadzały. Z czasem i ja się zamknęłam i przyzwyczaiłam do funkcjonowania w swoich czterech ścianach. Ale mam jakieś przebłyski, że kiedyś byłam inna, wesoła i bardzo towarzyska. Czasem się zastanawiam, czy by dało się jakoś do tego dotrzeć? Gdzieś to może jest jeszcze w podświadomości.
piątek, 16 lipca 2010
na kilka dni :). 
środa, 14 lipca 2010
Z powodu wakacyjnej przerwy w nadawaniu programów, które zazwyczaj oglądam do obiadu, teraz czasem przytrafia mi się obejrzeć odcinki "Ostrego dyżuru". I nie wiem, czy ja przewrażliwiona jestem, czy ten serial lansuje dziwne podejście do życia ludzkiego. Pierwsze co lekarze sprawdzają to to czy chory podpisał formularz o nie podtrzymywaniu jego życia za pomocą maszyn. Ok rozumiem, ale jeśli padają zdania, że pacjent jest stary i lekarz ma nadzieję, że nie prowadzi resuscytacji bez sensu, bo możliwe, że pacjent podpisał dokument o nieratowaniu go na siłę i że w związku z tym można pozwolić mu umrzeć i iść do innych pacjentów nie tracąc na niego czasu - to ja się czuję jakby mi kto siekierą w pierś przywalił. 
Ten dokument- o nie rusyscytacji przewija się niemal w każdym odcinku (który oglądałam), tak jakby to miało namówić ludzi do zrzeknięcia się podtrzymywania życia w sposób sztuczny. Rozumiem, że taka choroba to cierpienie i udręka i na pewno są ludzie, którzy chcą umrzeć niż to znosić, ale są też ludzie którzy w taki sposób chcą żyć (jeśli to jest warunkiem ich życia). Uderza mnie łatwość z jaką serialowi lekarze podejmują decyzje o życiu i śmierci i w sumie jak mają pogardliwe podejście do pacjentów. Zupełnie nie rozumiem jak można być fanem tego serialu. 
wtorek, 13 lipca 2010
U buddystów jest sporo młodych ludzi i takich w średnim wieku, ale wyglądających na młodych duchem. U krysznitów za to jest całkiem sporo grupa osób po pięćdziesiątce, których wygląd zupełnie nie wskazuje na jakiekolwiek niestandardowe zainteresowania. Zmagam się w sobie z własnymi stereotypami. W takich miejscach spodziewam się raczej młodych poszukujących osób, niż siedemdziesięciolatków. I taki siedemdziesięciolatek składający pokłon przed ołtarzem skłania mnie do większych refleksji niż młoda osoba. 
00:25, dulcynea_best , okiem szakala
Link Komentarze (7) »
sobota, 10 lipca 2010
W piątek pojechałam na godzinną medytację do buddystów, a trafiłam na 4 godzinny wykład. Bardzo zresztą dobry i wesoły. I który mi wytłumaczył dlaczego w relacjach międzyludzkich jestem tu gdzie jestem. 
A dziś spotkanie z fotografem i zupełnie innym światem. Światem zupełnie innych ludzi. A ja już w zasadzie nie mam kontaktu z ludźmi z moich dawnych czasów, z J. też. Więc jestem z zupełnie osobnej bajki-bańki. I dziś przy spotkaniu z tym facetem to jakoś bardziej odczułam. Dlaczego ja zawsze muszę być z innej bańki? 
I potem kolacja w chińskiej restauracji, ponoć świetnej i doskonałej, a jednak czegoś brakowało. 
A jutro Krysznici. 
A nowa książka Nick`a Cava rozczarowuje. 
piątek, 09 lipca 2010
Chciałam dziś coś posłuchać, zaczęłam tego szukać w swoich plikach i natrafiłam na jedną z moich ulubionych piosenek Stonsów i natychmiast zapomniałam czego szukałam. I nadal nie pamiętam :).
Co by tu nie mówić Stonsi to zespół mojego życia. Przypomniało mi się dziś jak kiedyś musiałam ukrywać plakaty i zdjęcia zespołów przed moim ojcem i wklejałam je na wewnętrzne ściany szaf. 
wtorek, 06 lipca 2010
"Jestem przeklęty", myśli Bunny Mundro w nagłym przebłysku samoświadomości, jaki zdarza się wyłącznie tym, którzy mają niebawem umrzeć.

Pierwsze zdania z książki "Śmierć Bunny`ego Munro" Nicka Cava.
Kuzyn zaniemógł. A szkoda. Bo okazał się być fajny. W zasadzie go nie znam, a lata wcześniej kiedy go widziałam był taki sobie. Ale dziś był fajny. I się rozchorował. I zatem poszedł z nami jego kolega. I na mieście jeden teatr obejrzany (chacha - udało mi się dzięki temu zobaczyć jeszcze jeden spektakl ze Sztuki Ulicy) i potem piwo w Pałacu Kultury. Żeby obcokrajowiec poczuł radzieckie klimaty :))). 
A chłopcy fajną podróż odbyli - miesięczną wędrówkę po Europie. 
poniedziałek, 05 lipca 2010
że ludzie potrafią być tak genialni, a i tak umierają. Nie tędy powinna biec droga.
Szczęść Boże czy Zdrastwujcie?
Tagi
statystyka