Choose your future. Choose life.I chose not to choose life: I chose something else.
czwartek, 31 lipca 2008
to pomieszanie rutyny, pomysłów na zdjęcia, zdjęć do powtórek, upojenia muzą, kontaktu netowego z facetem, którego zasad działania nie umiem zrozumieć, ale za to przesłał mi dziś kilka izraelskich piosenek. A on tam pojedzie, kiedy nauczy się płynnie hebrajskiego. A ja zawsze chciałam tam pojechać i to raczej bez hebrajskiego :-))). I pojechałam :-).
I chciałabym ten wpis zakończyć jakimś mądrym stwierdzeniem, ale póki co słucham Devendry, zaraz będę odpisywać jak mi było w Jerozolimie, jutro będę powtarzać zdjęcia i ot, nie ma mądrych myśli.
środa, 30 lipca 2008
że mój blog o Micku wyleciał z syndykatu gazety. Widać nie spełniam poziomu. Trudno. 
I typów urody, kultury, wyglądu - np. dziś po zakonnicy wyszedł murzyn z dredami. Lotnisko jest także świetnym miejscem obserwowania ludzkich zachowań. Przez jakiś czas obok mnie histeryzowała dziewczynka koło 12 lat. Czekała na powrót rodziców ze Stanów. Wujek wychodził na zewnątrz lotniska, ale ciocia bała się zostawić samą dziewczynkę, bo "bała się jej reakcji". A sama dziewczynka pytała się, czy ma sobie porywać włosy, że rodziców tak długo nie ma, że modli się, by było, że tak jak ciocia mówi, czyli, że rodzice czekają na bagaż, a nie, że zostali w Stanach. Niemal każdego pasażera pytała z jakiego przyleciał miasta, ale pytania zadawała w różny sposób, również: skąd jesteście? I raz otrzymała odpowiedź, że z Warszawy, co wszystkich rozbawiło, bo każdy z oczekujących chciał usłyszeć skąd jest lot. A niektórzy na pytanie: skąd przylecieli? odpowiadali: nie wiem. Jeden z też długo oczekujących, starszy pan bardzo się śmiał z takiej niewiedzy.
Wśród opuszczających lotnisko przewinął się dość niski i przysadnej budowy facet z napisem na koszulce - dosłownie z angielskiego - "mam ciało jak bóg". Mój ojciec skwitował to komentarzem: "chyba jak Dionizos".
Była parka, która zobaczywszy oczekujących ludzi, dla żartu zaczęła im dziękować za przywitanie ich.
Były jakieś koreanko-wietnamki, które zobaczywszy znajomą wykrzyknęły wielce uradowane na całe lotnisko: "Kowalska, Kowalska, Kowalska!"
A babcia na widokk mojego ojca powiedziała: "widać, że nie było mamusi, schudłeś bardzo.", a on jej na to: "wcale nie schudłem, po prostu inną wersję mnie widziałaś, pogrubioną, bold." I przyznam, że mnie to zdanie powaliło. Wersja mnie bold. To jest coś! Hmm, a jak wygląda kursywa? Że się pod skosem chodzi?

I jeszcze był niesamowity facet, który szedł z drugim facetem i kobietą. Facet lekko zemdlał, opadł na drzwi*, drugi go przytrzymywał, ale na początku nie byłam pewna na ile to przypadkowy, a na ile zorientowany w sytuacji zawodnik. Jednak się okazało, że znał omdlewającego, wykrzyknął do kobiety, żeby poczekała, bo facet ma cukrzycę. Postawił go do pionu, chciał odebrać walizkę, a chory na to na cały głos: "Nie oddam walizki, nie, nie, nie!" i do kobiety: "Idź już w cholerę do przodu, idź już w cholerę do przodu!!!" Wszystkich rozbawił :-))

* I nastąpiło to co "uwielbiam" w ludziach, czyli wykrzyknięte w przestrzeń zdanie: "niech mu ktoś pomoże!" i baba, która to krzyknęła nie zrobiła nawet pół kroku. Ja też nie zrobiłam, ale widziałam, że ten drugi facet reaguje. Podjęłabym akcję, gdyby ten drugi jej zarzucił.
5 godzin na lotnisku zamiast 2. Po półtoragodzinnym oczekiwaniu na babcię postanowiliśmy z ojcem poszukać jej w biurze LOTu. Nie mieliśmy jak sprawdzić, czy wsiadła do samolotu we Frankfurcie, bo babcia nie obsługuje komórki, a lot był łączony z dwoma przesiadkami. No i się okazało, że nie można uzyskać takiej wiadomości w biurze przewoźnika, czy pasażer wsiadł do samolotu, czy nie, bo UWAGA, UWAGA: chroni go ustawa o ochronie danych osobowych.
No ale babcia się znalazła ostatecznie w kolejnym locie.
wtorek, 29 lipca 2008
kolejna moja ukochana
podoba mi się też nazwa wykonawcy: Buffalo Springfield.

No i dziś sprawdziłam w sieci adres nigelblog.com - adres bloga prowadzonego w "Jordan" przez jednego z patologów. No i działa :-). A myślałam, że to wielka ściema i że nie stworzą bloga dla potrzeb serialu :-).
W firmie dzwoni telefon:
- czy robicie przesyłki?
- nie
- ale mam w internecie podany taki telefon
- możliwe, ale my nie jesteśmy firmą transportową
- i naprawdę nie robicie żadnych przesyłek? (w głosie pani brzmi nadzieja, jakby chciała usłyszeć, że może chociaż małe paczuszki transportujemy)
- robimy, ale wysyłki własnego towaru
- co?
- robimy wysyłki naszego towaru, nie jesteśmy firmą transportową
- ale, ale......aha no dobrze

Fascynują mnie tacy ludzie, którzy chyba liczą na to, że jeśli zadadzą mi to samo pytanie po raz trzeci, wesoło wykrzyknę: "chacha, żartowałam, pewnie, że robimy wysyłki!"
poniedziałek, 28 lipca 2008
"Rozwód jest drogi, a morderstwo nic nie kosztuje." Zdanie z reality show odtwarzającego miejsca zbrodni. Powalające.
I czy morderstwo nic nie kosztuje, tu bym polemizowała.

A za to dzisiejszy odcinek "Jordan" genialny i mocno sadystyczny. O przypadku złego pana, który został zatruty rybą powodującą całkowity paraliż, czyli facet żył, ale wyglądał jak trup. Zatem trzymali go w prosektorium w chłodni dla ciał, kładli go na stole do sekcji i dopiero podczas wyciągania kuli z ciała okazało się, że koleś żyje. I wyzdrowiał, i nadal chciał być zły, więc zginął pod kołami. A na koniec odcinka zabrzmiał dzwoneczek, którym obdarowywano zmarłych (w tym i naszego zmartychwstałego), ażeby jeśli tylko obudzili się w trumnie, mogli zadzwonić, że żyją. Tu oczywista w tej konwencji facet poszedł do piachu. Tak, jest we mnie coś z sadysty dla złych ludzi :-))).
czyli o nowej modzie pogrzebowej. 
niedziela, 27 lipca 2008
"Kiedy jesteś upalony, zapominasz jak żyć." *
Zastanawiające zdanie z dokumentu "Życie jest muzyką" o tureckich cyganach. Każdemu, kto ma Cyfrę+ polecam to obejrzeć - genialna muzyka i bardzo ciekawie pokazany problem zderzania się kultur.

*Zdanie naprawdę mnie zastanawia, zwłaszcza, że wypowiedział je facet palący skręta.
piątek, 25 lipca 2008
jedna z najlepszych piosenek na świecie, genialne "Aquarius" otwierające "Hair". Fantastyczna, i w klimacie muzycznym, i wizualnym. Żałuję, że nie było mi dane żyć w czasach hippie w USA. To jest to coś co naprawdę mi się podoba i robi na mnie wrażenie. I to jest to jak chciałabym żyć. 
czwartek, 24 lipca 2008
zamykają epokę

Gala zamknęła epokę, której nie umiem nazwać. Ale czuję jakby coś co było zawsze moim obowiązkiem*, a co za tym idzie codziennością, nagle odeszło.

*Obowiązkiem nie w złym słowa znaczeniu, ale taką rzeczą którą trzeba wypełnić.

Głupota, ale brakuje mi upierdliwej codzienności z tym psem.

czyli dziś dostałam z urzędu skarbowego wezwanie o uzupełnienie adresu miejsca zameldowania, na KTÓRY TO ADRES dostałam właśnie to wezwanie. Dobre, nie?
środa, 23 lipca 2008
Po odpaleniu kompa nie mogłam dostać się do netu, prowadząc śledztwo odkryłam, że telefon jest głuchy (a net mam przez tel). Zadzwoniłam (z kom, żeby uprzedzić złośliwe uwagi :-)) ) do właścicieli budynku, czy im działa tel, a kiedy potwierdzili, że tak, zgłosiłam awarię w telekomunikacji. I ledwo to uczyniłam zadziałał mi net. Wpierw myślałam, że cud w Tepsie. Ale prawie w tym samym czasie tel od właścicieli budynku z pytaniem, czy tel już działa co oznacza raczej, że właściciel budynku rozłączył mi tel (robił remont), ale ściemnił, że to Tepsa. 

A ja jakaś totalna psychodela dziś. W Realu tak mnie zezłościło chamskie podejście kasjerki do mnie, że nie mogłam się uspokoić przez 2-3 godziny.

A dla dwójki Czytelników, którzy wzieli udział w konkursie na interaktywny czeski, czyli dla Fridy (która znała odpowiedź) i Baluki (która jej nie znała) podaję rozwiązanie konkursu: "drobiowe kserowiny" oznaczają braci Kaczyńskich. Jak się to już wie, to cholernie logiczne się to wydaje :-).
poniedziałek, 21 lipca 2008
Za dużo zjebanych emocji wciąż się we mnie miesza. Nie umiem tego wyplenić. "Jaka róża, taki cierń." Jaka mentalność, takie życie. Szkoda, że to wszystko takie choć proste, to jednak pojebane :-(. 
 
1 , 2 , 3 , 4
Tagi
statystyka