Choose your future. Choose life.I chose not to choose life: I chose something else.
poniedziałek, 31 lipca 2006
Znajomości blogowe-netowe niosą ze sobą dziwne emocje. Mój blog miał być z założenia miejscem, w którym piszę co mi na sercu leży, taką wyszalnią. I kiedy czasem czytam notki na zaprzyjaźnionych blogach - notki, które mnie osobiście dotykają, obrażają, irytują, wkurwiają nie wiem co zrobić - pisać o tym, wiedząc, że dana osoba to przeczyta czy milczeć ukrywając swoje emocje. Dziś przeczytałam coś, co bardzo wydało mi się tendencyjne i nietolerancyjne i jakieś takie nienawistne, że się nie spełnia oczekiwań gazetowych i nie wiem.
usłyszłam dziś pod koniec dnia w biurze od kuriera, który zostawił u nas swoje papiery i musiał po nie wracać. Od rana nic nie poszło tak jak było planowane. Musiałam za kogoś wykonać sporą pracę, siedzieć przed biurem pilnując rzeczy, które miały być przeładowywane z samochodów kurierskich burta w burtę, ale jakoś się to rozjechało o kilka godzin, a że nasze biuro nie jest tak pojemne wszytsko stało na parkingu przed budynkiem. Do tego jedna rzecz poszła gładko, choć spodziewaliśmy się, że będzie źle. I dostaliśmy niedobrą inną wiadomość (a może dobrą? na dłuższą metę). Wieczornie przydarzyła się dość przykra historia, jednak (jak w Hollywood) z Happy Endem. Teraz chwila spokoju pomiędzy sprzątaniem, bo chyba jutro ma zamiar nocować u mnie kuzynka. Chyba - bo zapowiedziała się, ale nic nie potwierdziła, ani żadnych szczegółów nie podała, a ja nie zamierzam jej dopytywać. Ogólnie uważam, że przesadza. Chce nocować 2 noce u nas bo coś tam robi w ośrodku niedaleko nas, za to bardzo daleko od siebie. Tyle, że czas jej pracy to od 9 do 13. Fakt, że jadąc od siebie musiałaby wstać pewnie o 6 rano, ale w końcu pracuje tylko 4 godziny. A tak u nas ani gdzie spać, ja kompa pilnować będę musiała, bo ona wścibska, a wstać i tak będzie musiała o 7 bo my tak wstajemy, a kluczy do nas na pewno nie dostanie. Dobra już nie marudzę, kurcze dwudziesta druga, a mnie się zdaje, że dwunasta w nocy. A tyle jeszcze przede mną dziś :-)).
22:00, dulcynea_best , Złote Wino
Link Dodaj komentarz »
nie mogę przestać myśleć o śmierci Kingi. Nie rozumiem. Nie rozumiem Boga. Chyba, że go nie ma, wtedy nie rozumiem religii, która takie zdarzenia usprawiedliwia boską decyzją. 
niedziela, 30 lipca 2006
Weekend nad morzem. Dzień pierwszy w Mikloszewie ??? Mikoszowie??? jakos tak. Wylądowaliśmy w ośrodku Ambervile. Pobyt tam zapoczątkował obiad na miejscowej stołówce - mała i wydzielana porcja zupy pomidorowej (dla mnie ohyd) i potem średnia miseczka czegoś podobnego do kopytek z boczkiem. Po południu plaża i akcja: zbieramy kości, muszelki i inne ciekawostki. With a little help from my friends uzbierałam dość sporą ilość ości i kości, które przydzadzą mi się do moich woskowych poczynań. Poczynania te muszą nastąpić szybko, bo gdy kostki wyjęłam dziś z torby odurzyły mnie zapachem ryby mocno. Wieczorkiem padało, ale poszliśmy na plażę. Rozpadało się mocniej, gdy już tam dotarliśmy. Taki mały survival. W foliowych pelerynkach rozwiewanych na wszystkie strony przez wiatr, zawiewani deszczem spędziliśmy tam ponad 2 godziny. Wracaliśmy nocą przez las, a moja wyobraźnia uruchomiła wszelkie 997, Doctor G i inne tego typu programy - przypominały mi się wszelkie mordy w lesie jakie tylko widziałam w TV :-))).
Na drugi dzień pojechaliśmy do Gdańska. Zależało mi bardzo na zobaczeniu jarmarku dominikańskiego. Byliśmy tam ze 3 godziny, a wszyszłam z poczuciem, że dużo za krótko. Obiad w przemiłym towarzystwie Confiance i potem spacer i oprowadzanie po Gdańsku - nie za długie, bo z czasem było kiepsko. A w pociągu w naszym przedziale pani w stylu "zamęczam ludzi swoimi mniej lub bardziej urojonymi problemami, głupotami dnia codziennego oraz gadam co mi ślina na język przyniesie, byleby tylko wszyscy na mnie zwracali uwagę i się nade mną litowali - może coś za mnie zrobią???". Nie znoszę takich ludzi, nie znoszę tej energii litości, którą taka osoba wprowadza i efekt jest taki, że wszyscy inni się martwią co z nią będzie, a ona to tylko podsyca. Pani tej udało się narzucić swoje troski wszystkim dookoła i wszyscy to potem martwili się czy zdąży na kolejny pociąg, co z nią będzie, itp. Ogólnie wyjazd ten zakończył się głupawką, bo oznajmiłam, że pani ta pieprzy głupoty i że nic ale to nic nie interesuje mnie jej życie i że dla mnie to ona może uprawiać seks z kozłem. Bardzo lubię i bardzo długo wspominam spotkania z obcymi ludźmi, którzy mają coś ciekawego do powiedzenia, ale nie znoszę epatowania głupotami.
A wieczorem doszłam z mamą do wniosku, że na jarmark dobrze by było wybrać się jeszcze raz, gdzieś za 2 tygodnie. Więc może, może??
piątek, 28 lipca 2006
Jutro na weekend jadę nad morze ze znajomymi. Dziś po południu jednak losy wyjazdu mocno się warzyły. Bo okazało się, że mama pilnie musi wyjechać i gdyby nie było jej cały weekend musiałabym zostać zająć się zwierzami. Po za tym udało się znaleźć nowy lokal dla firmy i już sobie nie wybrażam co będzie się działo - przeprowadzka i masa roboty, która jest terminowa i zależna od czasu - tzn, że w zasadzie nie można jej wykonać teraz, bo nie ma pełnych danych ku temu. Chyba mój Wrocław też stanął pod znakiem zapytania, ale zobaczymy. Najbardziej przebojowy będzie poniedziałek. Nie pytajcie dlaczego, ale ktoś komu się wydawało, że nami rządzi, dowie się, że jest nie zupełnie tak jak to sobie wyobrażał.
W zamieszaniu biurowym zadzowniła dziś moja prywatna komórka, złapałam ją, odebrałam i mówię: Nazwa firmy, słucham? 
17:26, dulcynea_best , Złote Wino
Link Komentarze (6) »
Nie mogłabym być informatykiem. Komputery są za skomplikowane. Bo otóż mam nowy komputer, który raz widzi sieć, raz nie, raz drukuje, raz nie może wejść na drukarkę, raz ma dźwięk, raz nie, raz otwiera pleyera, a raz krzyczy, że nie ma urządzenia audio. Nie ma żadnej racjonalnej przyczyny takiego działania.
Dziwne przypadki miałam na innym kompie: po zainstalowaniu programu do nagrywarki przy włączaniu kompa pojawiło mi się okno użytkownika (nie było tego wcześniej), a po nainstalowaniu wyższego numeru przeglądarki przestała działać. Nie pomogły dezinstalacje i resetowanie. Za to pomogło wyłączenie na noc. Na drugi dzień przeglądarka działa. Znajomy informatyk powiedział mi, że to niemożliwe. A jednak.
Dziś właśnie mam dzień z dźwiękiem. Ciekawe czy w poniedziałek też zostanę obdarzona tą łaską? :-)

Tytuł jest ostatnim zdaniem pewnego dowcipu, którego niestety nie pamiętam. Chodziło o zepsuty samochód, którym jechał mechanik, informatyk i przedstawiciele dwóch innych zawodów. Samochód sie zepsuł i każdy mówił co z nim trzeba zrobić jego zdaniem (było to zgodne z zasadami pracy tychże panów). Zapamiętałam tylko sposób informatyka: A nie wystarczy wysiąć i wsiąść ? :-))
o tym, że babcia strzelała mi z pistoletu nad głową, a potem strzeliła w nogę, ale kula odbiła się i poleciała w bok, pozostawiając tylko silniejsze odczucie uderzenia.
czwartek, 27 lipca 2006
pracę stworzyłam, mi się podoba i chyba tylko mnie, bo każdy się mnie pyta: ale o co chodzi??? :-)) (nawet J. )
do obejrzenia tu
23:09, dulcynea_best , Złote Wino
Link Komentarze (9) »

J. który najwyraźniej dostał maila dwa razy ode mnie, odpisał mi: "a czy piszesz z baden baden, że tak wszystko powtarzasz?"
złośliwiec. :-)))

Ale w ogle to powinnam się walnąć w łeb mocno! Bo co J. znowu robi w moim życiu. Jak zawsze: pojawi się i zniknie. Choć to dziwne, że odezwał się właśnie w tym momencie.
zabronić robienia kupy w niedzielę, bo jest brudna i śmierdząca!!! a niedziela to przecież taki dzień święty, taki kurwa święty, że katole nie wiedzą, że wg Biblii dzień święty to sobota.
a tow odpowiedzi na to
ktore wczoraj też robiłam daje efekty. Dziś sam z siebie odezwał się J. To mu się w zasadzie nie zdarzało - wysyłał tylko maila z zaproszeniami na wystawy albo odpowiadał na maile - a tu: "i co nowego wyrafinowana Papryczko?"
Niesamowitości :-)).
Oto czytam i myślę sobie, z tym krajem musi być już na prawdę źle, skoro nawet duchy zaangażowały się w walkę z prezydentem:

Duch przeszkadza w pracy Kancelarii Prezydenta, twierdzi "Metro". Wystraszeni urzędnicy szepczą po pokojach o swoich spotkaniach z siłą nieczystą. BOR i prezydencki kapelan deklarują gotowość walki ze zjawą.

- Pan prezydent nie jest zagrożony, uspokaja egzorcysta.

Zjawa zaczęła pojawiać się niedawno w pomieszczeniach na parterze Pałacu Prezydenckiego przy Krakowskim Przedmieściu. Wieść o duchu staje się głównym tematem rozmów w urzędniczych pokojach. Kolejni pracownicy ze zgrozą przekazują sobie relacje ze "spotkań trzeciego stopnia".

Czy to możliwe, by w Pałacu Prezydenckim straszyło? - Spodziewaliśmy się, że gdy oficjalnie spytamy o to w Kancelarii, zostaniemy wyśmiani, pisze "Metro". - Jednak dostaliśmy całkiem poważną odpowiedź: - Moje podwładne nic mi o tym nie mówiły, ale nie wykluczam, że innym coś mogło się przydarzyć, powiedział gazecie Marcin Rosołowski z biura prasowego Kancelarii Prezydenta RP.



09:08, dulcynea_best , Złote Wino
Link Komentarze (1) »
dość absurdalny. Najpierw pieso wskakując do samochodu włączył wycieraczki, a potem mama nagle powiedziała: No ja już nie mogę. Muszę kupić coś na korniki. Bo ja spać nie mogę. Budzę się i słyszę to: CHRUM CHRUM CHRUM.
08:50, dulcynea_best , Złote Wino
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 7
Tagi
statystyka