Choose your future. Choose life.I chose not to choose life: I chose something else.
środa, 30 czerwca 2010
Na Facebooku pojawiła się grupa nawołująca do oddania dwóch głosów w wyborach, czym jednocześnie ma zapewnić nieważny głos i manifestację, że nie zgadzamy się na wybór mniejszego zła. Bo taki wybór ma chyba sporo ludzi. W tym ja. I nie ma pojęcia, kto będzie gorszym prezydentem. Ten nieważny głos mnie nawet kusił, dopóki się nie okazało, że jednak wygra ten co zdobędzie więcej głosów, niezależnie od frekwencji głosujących. Czyli jednak trzeba wybierać mniejsze zło. Tylko które jest mniejsze?

To tak w ramach ociepleń:
ten boski angielski i te boskie wspomnienia :)))
niedziela, 27 czerwca 2010
U Hare Kryszna podoba mi się coraz bardziej. Do tego stopnia, że zaczęła mi nawet kiełkować zuchwała myśl, że to może jest to moje miejsce. Podoba mi się ich radość i śpiewanie, podobają się wykłady i podejście do życia. 
U Hare Kryszna już w zeszłym tygodniu spotkałam dawnego znajomego, który kiedyś czuł coś więcej do mnie. Wymieniliśmy się telefonami i trochę kontaktami mailowymi. Dziś w Świątyni nie zauważył mnie, a gdy podeszłam do niego oddać dług z zeszłego tygodnia (w sklepiku nie mieli wydać), popatrzył mi się prosto w oczy i powiedział, tak jakbyśmy już więcej się nie mieli spotkać: "Do zobaczenia w innej bajce". Bardzo to było dziwne. 
piątek, 25 czerwca 2010
Prawda jest taka, że nie istniejesz. To wciąż mi głoszą buddyści, chodzę co piątek, ale wyrozumieć mi to trudno. Wszelkie przykłady, że człowiek jest jak fala w oceanie - mimo, że wydaje się czymś osobnym, ale jednak jest częścią oceanu, albo przykłady ze snem, że jeśli sen jest nierealny, to i życie takie może być i nie istnieć na prawdę, owszem - no niby można się z nimi zgodzić. Ale najbardziej trudno mi wyrozumieć w tym jakiś sens. Bo po co umysł miałby tworzyć realnym świat, który nie istnieje i trzeba go w sobie zwalczać jak halucynacje? 
Dziś jeden z buddystów powiedział nam, że umysł może wszystko, więc i mylić się może, i dlatego mamy naszą rzeczywistość i cielesność, która ponoć nie istnieje.
Hmmm. Ale czy mi się wydaje sensowna pomylona rzeczywistość? Czy chcę z takim umysłem pracować, odkrywać go w sobie?
poniedziałek, 21 czerwca 2010
"Wiedza nie oznacza wynalezienia bomby atomowej. Co to za wiedza? Ludzie już umierają, a teraz wynaleźli coś, co przyspieszy umieranie. My dajemy wiedzę o tym, jak powstrzymać śmierć. Temu służy świadomość Krsny i temu winna służyć wiedza."
Swami Prabhupada

No coś w tym jest i o ile z drugą częścią można się nie zgadzać, z pierwszą raczej nie :).
W Hare Kryszna mniej ludzi niż ostatnio, a dziewczyny tak roztańczone, że nie sposób było im odmówić i szalałam razem z nimi :))) I na prawdę genialnie jest tak potańczyć i pośpiewać w świątyni :). 
I wysłuchaliśmy z płyty wykładu Swamiego Prabhupady, który chyba nie lubi buddystów, bo powiedział mniej więcej coś takiego: "Jak oszukać ateistów? Buddyści mówią, że nie wierzą w Boga, więc Budda, który jest bogiem poszedł do nich i powiedział im, że Bogiem nie jest, na co buddyści odpowiedzieli: To my w Ciebie wierzyć będziemy. I tak oto buddyści wierzą w Boga, choć w Niego nie wierzą". Padłam :)
niedziela, 20 czerwca 2010
sobota, 19 czerwca 2010
powoli już zaczynają być wieczorami u buddystów. A dziś wprowadzenie prowadził wyjątkowo wesoły człowiek :). Po medytacji chwila nad zupa brokułową i piwem. 
Wieczornie przez okno obejrzany pokaz sztucznych ogni. Gdybym wiedziała, że będzie warowałabym z aparatem :))).
A już zupełnie wieczornie powalający reportaż o amerykańskich nastolatkach ważących ponad 200 kilo. W jednej chwili prawie spadłam z krzesła, chłopak z 254 kg schudł do 245 kg i powiedział: "Wprawdzie trochę schudłem, ale wciąż się wstydzę swojego wyglądu." 9 kilo przy takiej wadze to zero różnicy. Reportaż smutny i trochę przerażający, bo za wagę tych dzieci przeważnie byli odpowiedzialni rodzice, którzy nawet wiedząc, że są filmowani, podawali dzieciom kawałek pizzy, a myśl, że syn ma jeść pieczone kurczaki, zamiast fast foodów doprowadzała matkę na skraj załamania. Porażające.
czwartek, 17 czerwca 2010
Rano oglądałam to:
I chyba zainspirowana wpadką Kraśki, kiedy dziś przedłużałam umowy na telefony, zadzowniłam do jednej osoby z pytaniem, czy nowy telefon, czy więcej minut i powiedziałam: "Chcesz nowy telefon czy darmowe minety?" Pani sprzedająca mało nie spadła z krzesła ze śmiechu :)
Przed weekendem czerwcowym dzwoniłam do jednego hotelu z pytaniem o wolne miejsca w lipcu. Pani, która się zajmowała rezerwacjami akurat miała wolne, więc hotel zapisał sobie do mnie kontakt i miał oddzwonić po weekendzie, czy maja miejsca czy nie. I a jakże oddzwonił i radosna pani z recepcji oznajmiła mi (dosłownie): "Dzwonimy z hotelu takiegotoatakiego, w sprawie rezerwacji: wchodzimy w to." 
W pierwszej chwili nie wiedziałam o co chodzi.
A w drugiej padłam. "Wchodzimy w to" - oficjalne potwierdzenie rezerwacji.
poniedziałek, 14 czerwca 2010
Zasugerowała dziś tvp:




A moja mama stwierdziła dziś, że powinnam zostać komentatorem wyborów, bo oglądałyśmy dziś rozmowy i debaty, dziwne, agresywne i paranoidalne i w końcu po tym wszystkim powiedziałam: "Ani spać się nie chce iść, ani rano potem wstawać."
sobota, 12 czerwca 2010
Dziś u buddystów ciekawa rozmowa wstępna, medytacja mi szła za to średnio. Nie mogłam się skupić i uciekały mi słowa mantry. A potem chłodnik i Mojito. I to u buddystów :)). I poznałam też pannę, która mimo, że bywała już tam kilkakrotnie nie do końca czuje się zaprzyjaźniona z ludźmi tam bywającymi - to zgrana grupa ludzi i trochę trudno tak z zewnątrz tam dołączyć* (też mnie to trochę gnębi) - i znalazłyśmy wspólną płaszczyznę porozumienia. I w związku z tym na przyszłą niedzielę umówiłyśmy się do krysznitów. A do nich mnie ciągnie ostatnio bardzo. 

* U buddystów wkracza się w zgraną grupę ludzi i trudno się "przebić" nie znając nikogo i nie mając jeszcze odpowiedniej wiedzy. Po prostu siedzi się i słucha, ewentualnie pyta. Ale na tej pomedytacyjnej części, której towarzyszy jedzenie i czasem alkohol, jest zabawa i tu już mocnej odczuwa się, że wkracza się w grupę znajomych i jeśli ktoś nie jest zbyt towarzyski, może mieć problem z zaaklimatyzowaniem się. 
U krysznitów za to od razu najpierw przywitał nas jeden mnich, a potem opiekę nad nami przejął drugi, który cały czas pilnował, abyśmy się czuli komfortowo. I tam jakoś lepiej się czułam jako człowiek z zewnątrz.
Choć nie powiem, jedno i drugie miejsce ciekawe.
środa, 09 czerwca 2010
Postanowiłam upiec chleb. I byłoby może całkiem fajnie, gdybym miała jakieś pojęcie o drożdżach, ale nie mam. W przepisie źle policzyłam godziny na wyrośnięcia ciasta i musiałam skrócić je o godzinę, bo pieczenie zakończyłabym o 3 w nocy :-). I przepis, który sobie wybrałam ze względu na powszechnie dostępna mąkę zajmuje jakoś masakrycznie dużo czasu. Mniej robocizny, co więcej oczekiwania na zaczyn, wyrośnięcia ciasta i potem ponowne wyrośnięcie i pieczenie. Sama jestem ciekawa co wyjdzie z tego eksperymentu. Da się to zjeść i nie umrzeć? 
Odpowiedź już jutro! :)))
niedziela, 06 czerwca 2010
Podróż zaczęta przed laty, a dziś kontynuowana bardzo udana. W zasadzie to chyba pojechałam tam by usłyszeć (w sumie jeszcze przed uroczystością, w ramach ogólnej rozmowy), że choć życie przytłacza problemami, to nie można się poddawać kompleksom i nie można samemu siebie skazywać na nieaktywość. Jako nieznajomi zostaliśmy natychmiast zaproszeni do rozmowy i poczęstowani napojem i przekąską. 
Śpiewy w świątyni bardzo radosne i w sumie takie odstresowujące. Nie tańczyłam, bo nie znam zasad, ale musi to być bardzo oczyszczające, bo nawet tak słuchając z zewnątrz budzi się w człowieku radość :)))
Potem wykład w temacie, o którym myślę zbyt często, ale dla mnie trafiony. A potem uczta wegetariańska w ogrodzie na ziemi, na jednorazowe talerzyki mnisi nakładają jedzenie z wiader. Specyficzny klimat :)))











sobota, 05 czerwca 2010
Pół dnia słuchałam dziś nowoodkrytego radia netowego Hare Kryszna. I że jutro mam się widzieć z ojcem, a generalnie, ani w kinach nie ma nic powalającego, ani w galeriach również, wpadłam na genialny pomysł, że pojedziemy na prasadam do krysznitów. Byłam tam lata, lata temu z moją dość szaloną i uduchowioną koleżanką, która gdzieś po latach zaginęła między krysznitami, zenowcami i buddystami i wspominam tą wizytę z wielką radością. Pamiętam ciastami jakie stamtąd przywiozłam zajadała się cała rodzina :)). 
 
1 , 2
Tagi
statystyka