Choose your future. Choose life.I chose not to choose life: I chose something else.
poniedziałek, 30 czerwca 2008
"Przekrój" prowadzony przez Bikonta był czasopismem kulturalny, teraz prowadzony przez kolejnych redaktorów naczelnych Piotra Najsztuba i teraz Jacka Kolwaczyka stał się połączeniem tabloidu z czymś co się kreuje na kulturę. Szkoda mi bardzo tego tytułu. Ale tak naprawdę teraz artykuły są pisane w sposób kulturalny o tematach tabloidowych. A kiedyś pisano zwyczjanym językiem o kulturze. Ot, subtelna różnica.
I jeszcze z takich obserwacji rzeczywistości: jest taki teleturniej, w którym zasób wiedzy dorośli mogą porównać z wiedzą pięcioklasistów. Jeszcze nie widziałam, żeby ktokolwiek wygrał. Można pomyśleć, że dorośli to debile. Ale można też pomyśleć, że "szkolna" wiedza na nic nie przydaje się w normalnym życiu. I ja już dawno miałam tą refleksję, że szkoła uczy rycia na pamięć zmiennych głupot, a nie uczy jak szukać, jak się uczyć, jak rozumieć, jak myśleć.
niedziela, 29 czerwca 2008
Rodacy!
Kiedy byłam na wycieczce w Jordanii i Izrealu moi współwycieczkowicze nie chcieli mi uwierzyć, że muzułmanie nie piją aloholu. Usilnie mnie przekonywali, że teraz to jest ramadan (chociaż nie był) i dlatego mają miesiąc postu. Nikt mi nie uwierzył, że Islam zabrania pić, a jeden odnaleziony sklep z alko tylko potwierdził ich myślenie. Za to np. fakt, że Egpicjanie nie pili alko, nikogo nie zastanowił (i że Egipcjanie namawiani na picie, mówili, ze religia im zabrania). Ja z racji swojego młodego wyglądu nie byłam traktowana poważnie i jestem pewna, że nikt z tych ludzi (o ile nie trafili na inne źródło informacji) nie uznali mojej wiedzy o muzułmanach za wiarygodną. I śmieszne, ale i kurwa, co to za głupi naród jest??!!
Dziennik "The Times" puścił taką serię, a że ja uwiuelbiam kino hiszpańskie mam wszystkie filmy z tej serii. Dziś oglądąłam "dni futbolu" - zabawana komedia o kilku przyjaciołach, kótrzy ratując siebie nawzajem wpędzają się w niezłe kanały. Najbardziej mnie rozbroił wątek faceta, który siedział w więzieniu i tam odbywał terapię przeciw agresji i po wyjściu z więźnia wszystkich chciał leczyć terapią :-))

I "Metoda" - film do którego długo się zbierałam. Film o rekrutacji ludzi do pracy na wysokich stanowiskach. Metoda polegająca na podpuszczaniu, ukazywaniu tylko niektórych faktów z życia kandydatów, wzbudzaniu wzajemnej walki w oparciu o wewnętrzne potrzeby. Oglądałam ten film, i jako pracodawca, i jako pracownik. I zastanawiałam się, czy chciałabym tak rekrutować, czy chciałabym mieć tak zrekrutowanych pracowników. Nie chciałabym, ale może taka właśnie jest przyszłość biznesu?

Ps1. Cytat z filmu: "Jesteśmy tym co już zrobiliśmy, ale i tym co mamy do zaproponowania."
Tak. Dokładnie.
piątek, 27 czerwca 2008
I'm so tired of playing
Komentarz do notki o spustoszeniach jakie sieją burze, głupota totalna, ale się uśmiałam :-))))
"
Pracowałem swego czasu w Libii,jako spec od wywoływania deszczu,w
ramach akcji"Szamani bez granic". Powiem Wam,że wywołanie deszczu,to żaden problem,jeśli ma się łeb na karku. Niestety w Libii był z tym pewien kłopot,jako że najpewniejszym sposobem na wywołanie deszczu jest umycie okien a w Libii okien jest , no , jak to na pustyni. Jednakże dobry szaman (a takim jestem) poradzi sobie i z tym. Zarządziłem zbiórkę na tacę i kazałem sobie kupić Mercedesa typu "full wypas". Jak tylko Beduini zapragnęli deszczu kazałem myć samochód. Skutek był mizerny,bo okazało się,że aby wywołać deszcz,samochód musi myć właściciel. To było powodem,dla którego rzuciłem tę robotę,bo szaman nie jest od fizycznej roboty,nawet dobrze płatnej. Mam zresztą uczulenie na pracę,którym zaraziłem się oglądając niektórych polityków.  Wystarczy,że ktoś mówi przy mnie o pracy a już się pocę. Mniejsza zresztą z tym. Dzisiaj biorę niezłą kasiorę za zabezpieczanie dobrej pogody od gminy jednej,turystycznej zresztą. Płacą mi za to,że nie chodzę na ryby,bo to też sposób na wywołanie deszczu. Dlatego jeśli macie zamiar spędzić urlop w kraju i chcecie mieć ładną pogodę,to walcie jak w dym tam gdzie ja,bo tam gdzie ja,tam słońce. I nie pytajcie gdzie,bo to nic nie da. Wprowadzić mogą tylko wtajemniczeni a są nimi ci,którzy mieli ze mną do czynienia a jeszcze stać ich na tę znajomość. Albowiem można mnie kupić,choć tani nie jestem. I nie o pieniądzach mówię."
Za dużo autodestrukcji jest we mnie. Wciąż się czymś denerwuję, wciąż jestem spięta i psychicznie, i fizycznie. I mam ochotę zagryźć pół świata, a może nawet całą ludzkość.
A w Wawce dziś niesamowita burza, wysiadły światła na wylotówce na Lublin i na skrzyżowaniu total wolna amerykanka, do tego drzewa powyrywane i porzucane po ulicach. Aż żałuję, że nie byłam w środku tej ulewy na ulicy, bo choć strasznie zimno się zrobiło, może to by dało mi się wyszaleć.
I trochę szkoda mi fanów Santany, którzy w tej ulewie czekali na koncert.

Ps. ale wygląda na to, że uzdrawiam sprzęty, aparat foto się naprawił.
czwartek, 26 czerwca 2008
W dzisiejszej "Jordan" dialog pomiędzy Jordan a jakimś jej znajomym, z którym się pocałowała dla dobra śledztwa:
- Coś poczułem. A ty nie?
- Nawet jeśli, to tylko fizjologia.
- Też dobre!
Ano fakt.

I dziś drugie spotkanie z coutchem. Dziwna sprawa. Rozmawia się z kimś zupełnie obcym o swoich problemach, a ja nie lubię się otwierać nawet przed najbliższymi, nie znoszę się przyznawać do słabości, głupoty, wstydu, nieradzenia sobie z codziennością. A teraz mam taki w polskim wydaniu kurs zwalczania agresji. I przez niecały miesiąc mam prowadzić dziennik swojej agresji. Problem jest w tym, że mi imponują inteligentni ludzie, którzy agresją zwalczają głupotę i chamstwo. Bo mnie np. śmieszy, że ktoś przyciął (mocno) klapką od baku fiuta komuś, kto złośliwie sikał przycinającemu do baku.

A tak z innej beczki: Indianie robią: łołoło lub auuuauuu, a jak robią piraci??? Ja wymyśliłam, że "abordaaaaaaż!"
środa, 25 czerwca 2008
Wieczór z ojcem, takie spotkanie z okazji Dnia Ojca.
Zachętę kiedyś Rastryści ochrzcili nazwą "Zniechęta" i chyba mają rację. Wystawa "Dada East?" o rumuńskim dadaiźmie nieciekawa, mało eksponatów, filmy po francusku. Druga wystawa Luca Tuymansa też nie zaciekawia. Raczej wydaje mi się, że jest dobra na zajęcia interaktywne z dziećmi, bo obrazy mają tytuły wprost, czyli np. na płótnie widzimy sygnał kontrolny z telewizora, a tytuł obrazu to oczywiście "sygnał kontrolny". Jednym słowem nuda, panie, nuda.
A potem kolacja w Sadhu i przykre rozczarowanie: niegdyś tylko wegeteriańska restauracja ma okrojone menu i nowy dział "mięsa" oraz dział "kuchnia włoska", w którym kryją się pizze i lasagne. A na Starym Mieście żadnych śladów Sztuki Ulicy, za to w każdej knajpie telewizory z relacją meczową, a przed nimi wianuszek panów z piwem w ręku.

A rano miałam napisać, że chciałabym uciec od siebie samej, czyli pozbyć się swoich lęków, niepokojów, zwyczajnego śmierdzącego strachu i że teraz ja już nie potrzebuję dwóch tygodni wolnego, a trzech miesięcy, aby dokonać totalnego resetu mózgu i duszy. Problem w tym, że nie ma takiej opcji, więc silnik się będzie dalej zacierał, aż w końcu się zatrze na śmierć.

Ale przecież jak mawia poeta:
"lecz pamiętaj: naprawdę nie dzieje się nic
i nie stanie się nic - aż do końca."
Nieprawdaż?

Ps. i zepsuł mi się aparat foto. bu.

Ps2. Mój ojciec mnie czasem zaskakuje. "Kupiłem barana" - oznajmił mi dziś. "Całego?" pytam. "Tak, całego, rozebrałem go, część zamroziłem, część ugotowałem." on na to. "Nie mogłeś kupić rozebranego?" dziwię się. "Nie, rozbieram go jak mi wygodnie." pada odpowiedź. Całkiem logiczna, no nie?
wtorek, 24 czerwca 2008
Na forum wegańskim różne przepisy: na bakłażana w jajku smażonym, na coś tam z białym serkiem, na galaretkę z żelatyną. Zastanawiam się, czy ludzie są tacy głupi, czy to są prowokacje. Przecież weganie nie jedzą nic odzwierzęcego: więc jajka odpadają, biały ser jest z mleka, a galareta z żelatyny z wieprza. Dlaczego nawet na forum wegańskim nie można ufać forumowiczom? Czy to tylko polski fenomen?
Wieczornie wyciągnęłam Alleksandrę najpierw na wernisaż do Teatru Wytwórnia Agnieszki Lasoty i tu wprawne oko Alleksandry zauważyły jakież imienne cacko fotnięte na zupełnie błędnym trybie już przeze mnie :-)

Pomysł fantastyczny: stary stół zamiast wyrzucony został ubrany w nowoczesne szklane materiały i stworzył nową jakość. Blatem szklanym była szyba połączona z komputerem. W środku krył się stary blat drewniany, na którym wyświetlało się dobrej jakości stare zdjęcie stołu wraz z zastawą, na samej szybie zaś to samo zdjęcie przećmione. Chodziło o pamięć przedmiotu. Pomysł ciekawy i można pójść dużo dalej. A ogólnie mebel podłączony do kompa - gdy sobie wyobrażę stół z monitorem wielkości blata, na którym można jeść, pić i pracować jednocześnie, toż to sam raj!
Potem krótki spacer po okolicznych galeriach i jakże cudowna praska nonszalancja: nie wiadomo jaki film, nie wiadomo dokładnie gdzie i jeszcze ta fantazja z jaką umieszczono info o tym:

No żeby chociaż prosto to przykleili!!! :-)
I potem wydarzenie wieczoru, czyli pokaz pracy J. nad Wisłą. Kolejne rozważania o miłości, tym razem miłość niszcząca. Pływające po wodzie serce w dwóch połówkach (chociaż może i w czterech, bo każda połówka miała swoje odbicie w wodzie), i potem nagle gwałtowny samozapłon i unicestwienie w ogniu obu połówek serca.  I tego Wam niestety nie pokarzę, bo musiałabym mieć zgodę autora, a żeby ją mieć musiałabym zdradzić, że piszę bloga :-). Ale wierzcie mi, było na co popatrzeć :-).

niedziela, 22 czerwca 2008
czyli wczorajszy wieczór z sajgonkami mojej roboty (i żadna się nie rozkleiła podczas smażenia :-) ) i nocnie na Wiankach. Koncert "Kapeli ze wsi Warszawa", która to stała się dla mnie trochę objawieniem i zagrała dobrą folkową muzę.


Po Wiśle płynęły lampiony w stylu chińskim:


A po drugiej stronie rzeki dał pokaz teatr ognia:


Piekło zrobiła nam wspólny wianek, który Uzupio w imieniu grupy rzucił do Wisełki, żeby przyniósł nam wszystkim miłość :-).
Impreza w klimacie pogańsko-słowiańskim i przyznam, że bardzo mi to pasowało. Takie jakieś pierwotne instynkta się budzą :-)

" Oj, piniązki, piniądze,
jo tu wami wyrządze.
Kupie jo se korole, powiese je w stodole.
Powiese wos w stodole,
zastąpicie mi role.
Wszystkom pole sprzedała,
teroz bede ligała.
Nic nie bede robiła,
lec po karcmach chodziła
"
13:26, dulcynea_best , okiem szakala
Link Komentarze (8) »
sobota, 21 czerwca 2008
i to nawet chyba nie tak dawno temu na tym blogu, znalezione dziś podczas porządków na stoliku:
"Życie bywa absurdalne. Nawet gorzej. Absurdalne i głupie. A nawet absurdalne, głupie i nieprzyjemne. Ale to jedyne co mamy."
Esencja prawdy.

Część wczorajszego wieczoru to film dokumentalny o staroobrzędowcach i koncert zespołu Riabina. Tak trochę dziwnie dla mnie, niby mamy XXI wiek, a u nich jakby XVIII, i niby Polska, a język bardziej rosyjski, niż polski :-). Panie z zespołu wesołe i misyjne, widać było, że lubią śpiewać. No koniec koncertu nawet zaczęły wyrywać młodych facetów z widowni do tańca :-).
A na nocnie już występ Piekła w tańcu Flamenco w klubie tanecznym. I spotkałam swoją dawno nie widzianą koleżankę, która też okazało się, że tańczy i że za 4 miesiące bierze ślub.
Do mnie dziś z rana wróciła moja towarzyszka - rwa kulszowa (i to od razu pełną parą, aż przez chwilę się zastanawiałam czy dam radę pójść do sklepu) i może dlatego włączyła mi się jakaś autorefleksja, że znajomi w moim wieku mają już własne mieszkania, partnerów, dzieci, a ja wciąż się babrzę w tym samym, sama nie wiem czym, wiecznym dzieckiem będąc.

A może to dlatego, że ktoś zadzwonił do mnie o 5 rano i nie odkładał słuchawki chyba aż tak długo, dopóki go centralka nie rozłączyła.

Farsz na sajgonki na dziś wieczór już gotowy, jak zawsze eksperyment :-)
czwartek, 19 czerwca 2008
Era blogów. Era fotografowania poszczególnych faz swojego życia. Fotografowania swoich chorób, swoich emocji, swoich ważnych wydarzeń w życiu. Sama to robię, więc rozumiem, ale sama też robię cenzurę co pokazać innym. Mam mnóstwo swoich zdjęć, których nie widział nikt poza mną i nie zobaczy nikt, dopóki umrę (robiąc porządki po mnie).
Pierwsza strona, która wzbudziła moje obiekcje to kilka lat temu autozdjęcie twarzy D. ze złamanym nosem po awanturze z jakimś dresem. Krew, sińce, opuchlizna, zdeformowana twarz. Potem różne rozważania po drodze. W sumie ja się szybko przyzwyczajam i mało mnie szokuje. A dziś w skrzynce mailowej wiadomość od w pierwszej i drugiej chwili niezidentyfikowanej osoby o jej porodzie. Dopiero w trzeciej refleksji uświadomiłam sobie od kogo to jest. Nawet nie wiedziałam, że dziewczyna jest w ciąży. Ostatniego maila dostałam od niej ze 2 lata temu. A teraz w załączniku od razu postraszyły mnie tytuły typu: "Poród1", "Poród2", a po otworzeniu zdjęć widok dziecka we krwi wyjmowanego z brzucha matki (cesarka) i obeschnięte czymś dziecko (krew, mydliny, cholera wie, ale obrzydliwe). Nawet jak dla mnie to przesada. Chociaz, no właśnie, może to ja mam jakiś problem ze sobą?
środa, 18 czerwca 2008
Rozmowa na tlenie z kolesiem, który dwa dni temu zaczepił mnie na tlenie, zobaczył moje zdjęcia w necie i wstępnie się sobie przedstawiliśmy.
Zaczepił mnie w związku z opisem na tlenie, że udało mi się zakupić na allegro w miarę tanio Devendrę:
on: hej co to devendera?
ja: a taki piosenkarz, ktorego bardzo lubie (a miałam ochotę napisać, że kosmita z piekła rodem, albo, że to rodzaj tosteru :-))) )
on: panna jesteS?
ja: si
on: a masz foto?
ja: dostałeś już na gronie, fajnie, że pamiętasz :-)
on: cisza

tak, wiem wredna jestem, ale nie mogłam sobie odmówić tej złośliwości, nooo mogłam dodać jeszcze, że dwa dni temu je widział i że może powinien robić notatki ze swoich licznych podbojów w necie:-))).
wykrzyknęła dziś spontanicznie moja mama w ferworze złości na kierowców, z "kurwa mać" i "Jezus Maria" zrobiła: "kurwa Maria" i nawet tego nie zajarzyła. Kiedy jej o tym powiedziałam wieczorem, popłakała się ze śmiechu.

Ps. Kiedy to wykrzyknęła, zabrzmiało całkowicie abstrakcyjnie, dopiero kiedy o tym pomyślałam później, pojawił się aspekt obrazoburczy i głębsza wymowa tego przekleństwa :-)))
 
1 , 2 , 3 , 4
Tagi
statystyka