Choose your future. Choose life.I chose not to choose life: I chose something else.
piątek, 29 czerwca 2007
ale, że marzenia się dziwnie spełniają, to jadę dziś na Dziki Wschód - do Lwowa. Tutaj objawię się w nastepny weekend.
A więc do zobaczenia za tydzień :-)
I miłego czasu życzę :-).
czwartek, 28 czerwca 2007
się w którą walizkę się spakować: ta duża byłaby dla mnei wygodna, ale boję się, że ją ukradną, a ta mała po prostu za mała :-). Pytam się mamy: "Zmieszczę się w tą walizkę?", a mama na to: "ty na pewno nie, ale twoje rzeczy może tak." Ano tak :-))).
jak się zaczął, tak wciąż się toczy. W pracy same awantury, ktoś nagle na mój widok zaczyna krzyczeć: "To co mi pokazałaś jest okropne! Bez sensu, idiotyczne, kompletnie beznadziejne!!" W pierwszej chwili nawet nie wiem o co chodzi, a gdy się dowiaduję, to jeszcze bardziej nie wiem o co chodzi, bo teksty  w projektach są kopiami wprost innych tekstów, które zostały przez tą osobą uznane za dobre. A potem to już dzika wściekłość prawie wszystkich w biurze.

Telefon od babci: "Czemu się nie odzywasz? Miałam nadzieję, że może wyszłaś za mąż." Nie, i nie odzywam się właśnie z tego powodu, by nie słuchać po raz milionowy, czemu nie mam męża, dzieci, własnego miekszania, prawa jazdy, nie chce jechać do Australii, itd. Potem zdziwione pytanie jedej z osób: "Ale gdybyś miała ślub, to by chyba twoja babcia wiedziała o tym?" Odpowiadam zdawkowo: "Może", bo od dawna jestem zdania, że jeśli już ślub mi się trafi, to właśnie bez tej całej rodziny i paranoi z tym związanej, bez tej pompy, choć jak głośi pewna piosenka: "Nie ma jak pompa."

W domu Czarna (kot) znowu na ruję i nasikała na stół. Mama atak szału. Ja już się tylko śmieję.

I tak o :-) Właśnie powoli zaczynam się pakować na wyjazd, a zaczęłam od spakowania Yerba mate :-).
Przed Stonsami ma śpiewać Tatiana Okupnik. Aż trudno mi uwierzyć, że Mick zaakceptował tą kaczkę, toż to ani głosu, ani wyglądu :-(. Buuuuuuu. 
Najpierw pies wbił mi pazur w stopę tak, że krew poleciała, a potem w kolejce do kasy cofając się po gazetę baba wlazła mi na nogę, "bo ona z tułu nie widzi". To niech się kurwa obejrzy.
I z rana jeszcze niegrzeczny mail od klienta, który chyba coś ściemnia.

wrrrr
to chyba nie będzie dobry dzień

A! i dziękujemy lekarzom, że zaczęli strajkować, bo dzięki nim do strajku ruszyli też nauczuciele, pielęgniarki, a od 7 lipca celnicy. Tiaaa, chodźmy postrajkować, co będziemy w pracy jak jakieś frajery siedzieć, skoro wszyscy strajkują.
że tak szybko zasypiam, ledwo się położę do łóżka, już śpię snem kamienym. A w tych sekundach przedsennych kłębią mi się tysiące myśli. Dziś też.
Myśli nad własną akceptacją i tym jak (lub nie) akceptują mnie inni. Czemu o tym myślę? ?? ??


Życie, praca, trwanie, istnienie - po co?
środa, 27 czerwca 2007
Niemiena "Jednego serca"
przypominał mi się mój pan od gitary. Nigdy się nie nauczyłam grać i chyba jest to poza moimi umiejętnościami. Ale lekcje miały swój klimat, a ja pana w jakiś sposób zainspirowałam, bo i do domu mnie zaprosił, porzyczał mi (ówcześnie trudno dostępne) tomiki z wierszami francuskich poetów, jeśli moja lekcj abyła ostatnią odwoził mnie do domu. Pamiętam jak któregoś jesiennego wieczoru, gdy wsiadałam do jego samochodu, pierścionek spadł mi z palca (po lekcjach gitary, co mnie zawsz ebawiło, palce jakby mi chudły na kilka godzin) i wpadł prosto do wielkiej kałuży wody. Macałam tą kałużę na oślep, bo nie było latarni poblisko i macałam. Facet zaczął się nie cierpliwić, więc powiedziałam, zeby jechał do domu, ale on się uparł odwieść mnie. Pierścionek w końcu się odnalazł. Szkoda, że facet miał raka i teraz pewnie już nie żyje. Była między nami szczególna przyjaźń, choć różnica wieku nie pozwoliła na jej kontynuację.

Ps. Pamietam jak któregoś dnia nagle przyszedl w znacząco innym koloerze peruki , pomyslałam sobie wtedy, że zupełnie jak kobieta po farbowaniu. I to dziwne udawanie, że nie dzieje się nic...

Ps2. Wracałam kiedyś wieczorem autobusem z lekcji, miałam gitarę przed sobą, gryf na wysokości biustu. Na siedzeniu przede mna usadził się pijak i zaczął mnie zaczepiać. I nagle gwałtownie wyciagnął rękę w moim kierunku. W obronie gitary przyciągnęłam gryf do siebie w panice, że mi uszkodzi instrument, a on do mnie: "Ja wiem, o cycki się pani boi, o cycki. Pani się nie boi, ja cycków nie ruszę." Ot, taka ze mnie kobieta :-))).
kiedyś "Świat jako wola i przedstawienie" Schopenhauer`a. 3200 stron. I z tych 3200 stron bęłkotu zapamiętałam tylko 3 sprawy:
1 - że włosy łonowe mamy po to, by seks był mniej obrzydliwy i żeby włosy tłumiły stukot kości miednicznych o siebie i to poczucie uderzania kości o kości
2 - z całą pewnością postawione twierdzenie, że gdyby umarłych obudzić w grobach i zapytać ich, czy chcą wrócić do życia, "pokręciliby przecząco głowami."
3 - kobiety są ogólnie złe.

Moja mama skwitowała to pragmatycznym stwierdzeniem, że facet na pewno miał kobietę, która kazała się mu myć i prała mu gacie. A dla mnie najbardziej fascynujące jest to, że to wielki filozof. Przecież to jest śmieszne nawet jak dla mnie, zwłaszcza punkt 2 :-))). I chyba najbardziej mnie rozbawiła ta pewność siebie, że na 100% nieboszczycy mają takie zdanie, jakie on ma widzimisię :-).

Albo Przybyszewski: pisał z całą wiarą w istnienie czarownic i sabatów. Pisał o diabłach i specyfikacji ich członków (pokryte łuskami, które wchodzą gładko, ale przy wyjmowaniu otwierają się, sprawiając okrutny ból). I też wielka postać.
A ja tak myślę o tym i się śmieję: kto tu jest walnięty: ja, że mnie śmieszą takie rzeczy, czy ci co ich wznoszą na piedestał, bo to wielcy filozofowie?

- Czy ktoś jest w stanie wycenić ludzkie życie?
- Tak, firmy ubezpieczeniowe.


:-))))

Dawne zapiski:
"Czekał na nas Michał (kadrowy), ale w końcu się zdenerwował i powiedział, że ma nas w dupie." (z obozu w górach) - fajna kadra, nie ma co :-))

"Ktoś kiedyś powiedział, że jeżeli człowiekowi nie zależy na życiu, to łatwiej może je odebrać innemu."
Mozajeczka. Faktycznie mam na imię Barbara. Nagrodę prześlę pocztą (ale już powrocie, albowiem w piątek wyjeżdżam) adres poproszę na maila: dulcynea_best@gazeta.pl :-)))

Podobno koty kładą się na te miejsca, które są chore. Mnie dziś kot uwalił się na poduszce całym ciężarem opierając się o głowę :-)).

Miłego, oby nie deszczowego dnia :-)
wtorek, 26 czerwca 2007
o sobie samej bywa brutalna
właśnie dziś odkryłam, że do pana J. napisałam: "Ach serducho!" O rety musiałam być na mocnym odlocie :-))). Hehe , co on sobie o mnie pomyślał :-))).
spisane 10-13 lat temu:
"Czasami kiedy pomyślę sobie jak bardzo życie jest niesprawiedliwe, to się boję. Rodzice bardzo chronią nas przed życiem."
"(...) powiedział, że to trzeba być wariatem, żeby popełnić samobójstwo, ale ja sądzę, że wystaryczy być tchórzem."

poniedziałek, 25 czerwca 2007
Czytam ten mój pamietnik sprzed lat. Niesamowitości. I jestem wciąż pod wrażeniem "Miłości w czasach zarazy" i głównej bohaterki Ferminy Diazy, która pod koniec powieści jest już staruszką (szczęśliwie zakochaną). Dziś w każdej staruszce w sklepie czy na poczcie usiłowałam odnaleźć Ferminę Diazę, tak jakbym to ja była Florentizem Arizą, mężczyzną, który przez kilkadziesiąt lat na nią czekał.

"Ojciec podobno schudł i osiwiał. Musi wyglądać strasznie. Pewnie się popłaczę. Tego się obawiam. Histerii niekontrolowanej."
I dalej wyczytane: "Poza tym dostałam od (...) kartkę z wypisanymi moimi wadami." Dziś też przydałaby mi się taka kartka i to taka szczera:-))). Chacha znalazłam kartkę: "bezczelna, samolubna, zarozumiała, bezkrytyczna, niewychowana, snobka" - nic mi nie przeszło :-)))
Ale mnie to ubawiło :-))

Dziś gdy zadałam pytanie Prof.SztywnemuSutowi jakie imię do mnie pasuje, powiedział, że Małgorzata. Trochę mnie to zaskoczyło :-). Więc mam takie pytanie, do tych osób, które mojego imienia nie znają, jakie do mnie pasuje? 
kot sąsiadów (heje ja mam takiego samego :-) )

Rudolf ma na imię, bo jest rudy. Moim ulubieńcem jest Fidel (zdadniecie czemu ma tak na imię?), ale jemu zrobić zdjęcie graniczy z cudem :-)).
A to mój przygłup Siusiul*-Agent (agentem został zanim modnym się stało grzebanie w aktach IPN i wszelkich innych) i jego przenikliwe spojrzenie :-)

A w sklepie w kolejce pijany w sztok menel do mnie: "Mogę być przed Panią?" I zakupił butelkę wódki i piwo i powiedział do pań sprzedawczyń: "Ja to dziś chyba nie wytrzeźwieję". No chyba nie, choć jak powiadają Rosjanie: Wodka bez piwa - diengi na wieter :-).

* Na poprzednim blogu, jeden z czytelników zapytał mnie jak można nazwać kota Siusiek, Siusiul - ano jak się ma w głowie to co ja mam, to można :-)). Ale żeby nie było, że się znęcam nad zwierzętami: oficjalne jej imię brzmi Szuszu, a Siusiek to tylko zdrobnienie :-). Bo najpierw był Szuszulek, ale stąd łatwo do Siusiulka, a potem do Siuśka :-)).
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6
Tagi
statystyka