Choose your future. Choose life.I chose not to choose life: I chose something else.
czwartek, 19 maja 2011
Rozmowa z kontrahentem (zresztą dziwnym), facet pali elektronicznego papierosa i pyta mnie:
- Pali pani papierosy? Ten to jest fajny wynalazek.
- Palę, ale rzadko, nie na codzień.
- A pije pani codziennie?
- Eeee yyy no prawie codziennie.
- Ja też!!! (wykrzyknął z wielką radością) Codziennie pod garażem czeka na mnie kolega z różnymi trunkami, zazwyczaj cytrynówką.
- Ja wolę wino.
- Bo pani jest kobietą. A w ogle napije się pani czegoś: soku, winka?
Padłam :) Choć kusiło mnie, by poprosić o wino, by sprawdzić, czy ma w biurze :) 
Pogadałabym, ale wtedy kiedy mi się zbiera na gadanie zazwyczaj wszyscy już śpią, albo mają swoje własne światy. Myśli mi się kłębią wokół jakiś wewnętrznych pomysłów
i rozważań, na temat granic, wolności, polityki ściśle w to wpisanej, człowieczeństwa i biznesu. Reżim, który dla mnie jest tylko tłem dzieciństwa, a dla innych - niektórych obcokrajowców -
wciąż trwa.
Nie wyobrażam sobie być człowiekiem zniewolonym, choć moje dzieciństwo było dość specyficzne i właśnie zniewolone.
Ale od kiedy poczułam wolność woli, nie wyobrażam sobie wrócić do niewoli. Chodzić na pochody pierwszomajowe, bo ktoś tak nakazał.
Rozmawiam czasem z różnymi kościołami i zawsze przeraża mnie myśl, że - według niektórych - po śmierci zacznie się czas takiego bezgranicznego, służalczego czasu dla Boga - latania wokół Niego i śpiewania mu pieśni. Wolałabym chyba spalić się w piekle, niż udawać taką miłość.

A ostatnio dłonie mnie swędzą jak oszalałe, sny też jakieś dziwne. Ale wciąż nie ma tego snu z odpowiedzią, na którą tak bardzo czekam.
niedziela, 08 maja 2011
Wieczorne wspomnienia. Żenujące padanie na kolana na ulicy przede mną przez J., aby dalej móc spędzić pełnoprawnie noc z P.
Do dziś kiedy mi się to przypomni, nie wiem co czuć, bardziej śmiech, czy bardziej żałość.
Zasłuchana w romantyczne piosenki z lat 80tych i rozmyślająca, o tym, o co w życiu chodzi. W snach mając wizje dotyczące pracy, jak i pana P. I ze zrozumieniem, że pewien etap w życiu się kończy i koniecznie trzeba zacząć żyć na nowo.
piątek, 06 maja 2011
Znów kolejna awaria komputera. Wczoraj zmusiła mnie do odpalenia starej wieży i słuchania kaset sprzed 20 lat. Do odpalenia sziszy. I do masowego wieczornego czytania książek. Książek, które hurtowo zakupiłam na fali fascynacji jednym panem P. W którym byłam swego czasu zakochana, po raz pierwszy do wielu lat. I kiedyś z niego wydębiłam info, że nie spał cała noc, bo czytał. Więc wydębiłam co czytał. I kupiłam wszystkie książki dostępne na rynku tego autora. I teraz je dzielnie czytam :). Choć ta fascynacja panem powoli uciekła, albo ja ją trochę usypiam, żeby nie kochać się w kimś, kto mnie nie kocha, żeby się nie łudzić. Zapewne to moja wina, bo ja wysyłam błędne sygnały i błędnie odczytuje te posłane do mnie. Chociaż to jest jeden z niewielu facetów, których chciałabym mieć w swoim łóżku i bywać w jego.
Jestem osobą samotną, ale jestem też osobą chronicznie lubującą się w samotności. Taki paradoks, ale może właśnie dlatego mi nie wychodzi w życiu. Jestem już z tym trochę pogodzona, w końcu wyżej chuja nie podskoczysz, a ja nie przeskoczę swojej głowy i tego co w niej się kłębi. Może po prostu pewne rzeczy nie są dla mnie, nie ważne jak za nimi tęsknić.
"Po co ci facet?" zadano mi niedawno takie pytanie. Po co? Jakieś takie głupie marzenie o miłości, która przecież zupełnie mi się nie zdarza. Z moich facetów najlepiej wspominam J., a on tak na prawdę nie był nawet oficjalnym moim facetem. Byłam jego alternatywna muzą i drugim łóżkiem. Może i kimś szczególnym, ale drugoplanowym.
Ze mną jest coś mocno nie tak. Nie mam pojęcia o tym, jak żyć. I wciąż się czymś zamartwiam. I jak to wczoraj usłyszałam o sobie: że jestem w cały czas w kosmosie. I tak sobie pomyślałam, że chyba bardzo odległym.
Awaria kompa zaoowocowała utratą danych na dysku zewnętrznym, co mi się wydaje mocno kosmiczne, ale cóż. Przynajmniej zdjęcie pana P. ostało się. I po raz kolejny odzysk. Czy to ma mi uświadamiać, jak ulotne jest życie, czy co? Że wszystko może zniknąć w jednej chwili? 

Tagi
statystyka