Choose your future. Choose life.I chose not to choose life: I chose something else.
sobota, 31 maja 2008
Najpierw zadzwonił do mnie Uzupio tajemniczym głosem oznajmiając, że jeśli nie robię nic ważnego, to mnie zabierze w pewne miejsce. U mnie panika, bo wyglądałam jak dziecko lasu - napewno nie do pokazania światu na zewnątrz - sprzątanie, ćwiczenia i kadzenie ziół, dały swój rezultat. Miałam 20 minut na umycie się i włosów, ubranie i ewentualnie suszenie. Cała ta akcja okazała się jednak nieaktualna już po kilkunastu minutach, kiedy ja dzielnie już umyta i na wpół ubrana odebrałam telefon, że jednak nie :-) .
Dużo później odczytałam wiadomość z sekretarki telefonu z numeru, który mi się nie zidentyfikował o treści : "O nie odbierasz, chachacha." I miałam mocną zagwostkę, kto to dzwoni. Bo w pierwszej chwili głos skojarzył mi się z moją babcią, ale wiedziałam, że to niemożliwe. Kilkakrotne odsłuchiwanie nie pomogło. I dopiero oddzwonienie przyniosło olśnienie. Uzupio, chciałeś, czy nie chciałeś uroizmaiciłeś mi sobotni wieczór :-).

Poza tym dziś obejrzane dwa filmy:
"Sex & Lucia" - kino latino z Dziennika The Times - serię filmów polecam, ale ten akurat średnio przypadł mi do gustu, dłużył się, a bohaterowie dziwnie się zachowywali i jak dla mnie nie do końca czasami było jasne co się stało.
"Seks nocy letniej" Woodego Allena i to polecam - dobra, śmieszna komedia całkowicie Allenowa.
No blogu senozyciu.blox.pl nowe foty.
miłego oglądania :-).
czwartek, 29 maja 2008
I tak oto zobaczyła:

gdzie Lakonia to ja :-)
"-Zamknij się!Nasi ojcowie byli naszymi wizerunkami Boga.
-Jeżeli oni uciekli, to jak to świadczy o Bogu?
- Nie wiem...
-Musisz wziąć pod uwagę możliwość, że Bóg cię wcale nie lubi.
-Nigdy cię nie chciał.Najprawdopodobniej cię nienawidzi.
-To nie jest najgorsze, co może się przytrafić.
- Nie?
-Nie potrzebujemy Go!
-Pieprzyć wieczne potępienie, pieprzyć zbawienie.
-Jesteśmy niechcianymi dziećmi Boga? Niech więc tak będzie!

Ale najpierw musisz poddać się. Musisz wiedzieć...
nie bać się, ale wiedzieć...
że pewnego dnia umrzesz.
Dopiero wtedy, gdy stracimy wszystko,możemy robić cokolwiek.
Jesteś o krok bliżej do osiągnięcia dna.

Twoją miarą nie jest twoja praca.
ani pieniądze, które masz w banku.
ani samochód, jakim jeździsz.
ani zawartość twojego portfela.
Twoją miarą nie są twoje :cenzura:e spodnie.
Jesteś rozśpiewanym, roztańczonym odpadkiem tego świata."

no w moim przypadku to raczej malkontentnym i znudzonym odpadkiem tego świata :-)
- Jak się pisze: przez samo h czy ch?
- Ale co?
- No wiesz co.
- Chuj? Przez ch.
Czy makaron sojowy i ryżowy to węglowodany?
środa, 28 maja 2008
Wczoraj opis znajomego: "Pamięć operacyjna mózgu przeciążona..."
a dziś patrzę - świci się numer Kitty, która odeszła od nas na jesieni i jest opis: "pozytywne myślenie drogą do ... sukcesu". I ten numer też ma Kasia, inna Kasia. Dziwny zbieg okoliczności...
16:32, dulcynea_best , okiem szakala
Link Komentarze (4) »
wtorek, 27 maja 2008
byłam w Hiltonie. Umówiła się tam ze mną coutcherka (trenerka). Od razu mialam niezłą zagwostkę, bo knajpka, w której miałyśmy się spotkac była na 4 piętrze, tymczasem guziki w windzie zaczynały się od numeru 5 :-). Spotkanie to chwila rozmowy o moich problemach, teraz ona myśli co ze mną zrobić. Trochę to dziwne, bo spotkania odbywają się raz na miesiąc, dla mnie to trochę długo. 
poniedziałek, 26 maja 2008
real: w poczekalni u lekarza:
"No i czym się martwisz? Przynajmniej wiesz na co umrzesz."
film: "Większość ludzi nosi czystą bieliznę, bo obawia się wypadku samochodowego."



Zrobiłam dziś biorezonans. No i dostałam 3 miesiące prohibicji, bo trzustka średnio działa. I 3 litry wody dziennie pić (bosh jak ja to zrobię?). No i fajnie.
niedziela, 25 maja 2008
Czyli "Rolling Stones Shine a light". Moim skromnym zdaniem film tylko dla fanów. Bo fani zawsze chętnie sobie pooglądają Micka i spółkę. Wstawki materiałów archiwalnych - średnio sensowne. Koncert: niezły, ale ja zawsze i tak wolę wykonanie płytowe. Na widowni siedział prezydent Clinton i 30 jego gości i Kwaśniewski. A przy jednej z piosenek cała publiczność śpiewała, wyła (uU!) i klaskała i tak się w duchu uśmiałam, że Stonsi zrobili głupków z polityków i tej całej klasy politycznej, która uważa się za elitę.
Film bez przesłania i silący się na dokument, jak dla mnie coś nie zagrało.
sobota, 24 maja 2008
Jak moja mama mi mówi dziś, że powinam pójść do szpitala wolskiego i powiesić na tablicy ogłoszeń plaszę z hasłem: "szukam kontaktu" i numerem tel pana M. (który tam pracuje). Powiedziałam jej, że mnie to nie bawi, a ona, że to świetna zemsta. Ale ja no bo, mścić się nie chcę. Ratunku! Ja chcę normalności! I czemu mi się nie udaje z facetami, ciekawe co? Jak się urodziło w jebniętej rodzinie, to czemu się dziwię?
albo nagle zaczęłam dostrzegać opisy

No więc wczoraj u Alleksandry na grillu spełniło się moje marzenie, czyli spróbowałam buraczków pieczonych w żarze. Poza tym chyba wszyscy się dobrze bawili, Uzupio śpiewał szamańskie pieśni, a na koniec kiedy zapadł zmrok, czyli nastąpiło symboliczne zamknięcie w kartonie, zaczęła się spowiedź.
Za to ja dziś byłam na "śniadaniu" o 13 z właściwie zupełnie mi nie znaną rodziną. Kiedy zobaczyłam tych wszystkich ludzi, pomyślałam, ze to będzie tragedia, ale nie było tak źle nawet, chociaż dobrze też nie - nie było po prostu śmiertelnie nudno. Potem zahaczyłam o dumnie nazwane "miasteczko" afrykańskie, czyli kilka namiotów z towarami od sasa do lasa - kilka potraw do spróbowania, trochę biżuterii. Wracając do domu podjechałam obejrzeć jeszcze raz tego psa z guzem i dokładnie zlokalizować, który to budynek. I tak oto do domu wróciłam koło godziny 17. Pseudo rodzinna atmosfera i na mnie i na mojej mamie zrobiła ciężkie wrażenie, tak, że szampan był niezbędny :-). I tak oto minął cały dzień, a ja mam poczucie, że poza sprawdzeniem psów, mogłam w ogle z domu nie wychodzić i lepiej bym spożytkowała ten czas.
Gratulacje Dulce!
19:32, dulcynea_best , okiem szakala
Link Dodaj komentarz »
Wędrując dziś na grill do Alleksandry zobaczyłam dwa psy na pewnym podwórku, jeden z nich miał wielkiego guza na brzuchu. Właściwie miał guza zamiast brzucha.
Kiedyś pamiętam, miałam kolegę, który nie znosił swojego psa i jak zaczęły mu rosnąć guzy to się cieszył, a ja jakoś tak przyjęłam to wiadomości i już - bo lubiłam kolegę, bo pies faktycznie był brudny, bo byłam głupia, bo zależało mi na przyjaźni. Ale ostatnio nie ma u mnie kompromisów i żadnych odcieni szarości, jest albo biało, albo czarno. To oczywiście źle dla mnie, bo zazwyczaj odrzucam niemal wszystko co jest dookoła, bo coś mi nie pasuje. Dziś już K. nie byłby moim znajomym.
Zaczęłam myśleć, co mogę zrobić, by pomóc temu psu. I w zasadzie wiem, że prawo polskie to kupa gówna, jeśli chodzi o zwierzęta. Więc mój umysł przepojony alkoholem nawet wymyślił, żeby podjechać tam w nocy i odstrzelić biednego psiaka. I nie wiem co. Jutro będę szukać porad u innych zajmujących się pomocą zwierzętom. Tyle, że mam wrażenie, że tylko dostrzał pomoże, bo prawo ma to w dupie, a apelowanie do rozsądku właścicielowi zapewne nic nie da.
00:01, dulcynea_best , Przepaści
Link Komentarze (1) »
 
1 , 2 , 3 , 4
Tagi
statystyka