Choose your future. Choose life.I chose not to choose life: I chose something else.
piątek, 30 kwietnia 2010


Pocałuj/pożegnaj swoją przeszłość. Czy to jest w ogle możliwe u mnie?
wtorek, 27 kwietnia 2010
Fryzjerka do mnie:
- Co to jest małżeństwo?
Ja:
- eee związek?
Fryzjerka: 
- Małżeństwo to spółka z o.o. jajeczno-mleczarska z jednym członkiem.
Ja: 
- (na głos) eeee; (w myśli) kiepskie
Fryzjerka: 
- Klient mi to powiedział. I to 86letni klient!
Ja:
- (na głos) eeee; (w myśli) nadal kiepskie, chociaż zapewne miało świadczyć, że wciąż mu staje. Albo, że kiedyś często mu stawał. Albo, że może jeszcze nie zapomniał, jak to jest. Ale zresztą, co mnie to obchodzi??

I myśl na boku: to niesamowite, że tej kobiecie wciąż się chce gadać, chociaż ja prawie nie odpowiadam.
niedziela, 25 kwietnia 2010
Bardzo dziwny czas. Dużo myśli i obaw. 
Babcia, która wciąż mówi, że zaraz umrze, ma podstawy, bo ma już ponad 80 lat. Ojciec, który wciąż temu zaprzecza, czemu się nie dziwię, bo to trudny temat.
Poszłam dziś z ojcem do kina na Woodego Allena "Co nas kręci, co nas podnieca." I doskonały film. I przeraził mnie trochę. Bo główny bohater Boris to facet po sześćdziesiątce, może nawet po siedemdziesiątce, a wypisz wymaluj, to jestem ja. Z jego marudzeniem, z jego lękiem przed przemijaniem i śmiercią, z jego niewiarą  w związki i przekonaniem w przemijanie miłości, w jego uciekanie przed światem i strachem przed życiem i z jego próbami samobójczymi. Jestem 70letnim przegranym facetem :-)). Oczywiście w filmie jest zawsze happy end. A u mnie?
czwartek, 22 kwietnia 2010
A ten na dzień dobry pytanie: Jedzenie, picie, siusiu, kupa?

A innego dnia odwrotnie założyłyśmy kubrak, przebieramy kota u weta, on tłumaczy po czym rozróżnić przód od tyłu, że z przodu kubrak bardziej rozbudowany, a z tyłu mniej. Ubraliśmy prawidłowo kota i wet mówi: O teraz jest dobrze, z tyłu mniej i kot jak chce siku czy kupa to...o... ma wszystko na wierzchu.

:DDDD

I obejrzałam też nie w całości "Slumdog milioner ze slamsów" i film ciekawy, poruszający, momentami bardzo rzeczywisty i ciekawy. Zdecydowanie polecam.
środa, 21 kwietnia 2010
Zamroziłam swój ekonapój w zamrażalniku i wybuchł, pomyliłam godziny i przez to nie obejrzałam "Dextera", a mój kot wciąż siedzi w klatce. Już mu zaczęłam grozić, że wezmę sobie kota-konkurenta, żeby mieć kota domowego, a nie stały element klatki. 
wtorek, 20 kwietnia 2010
Przypomniało mi się, jak Moja Dziewczyna z automatu dolewania dolała mi piwa do wina. Ciekawy to był trunek :-)))
Lalka mówi do lalki: "Wiesz, ja muszę zrobić te zęby. W pracy u mojej mamy była kobieta w ciąży i poroniła. Badali ją na wszystko: nerki, tarczycę, jajniki, macicę i okazało się, że miała bardzo chory ząb. I od tego poroniła. Więc ja gdybym wpadła, to chcę mieć zdrowe zęby."
Wniosek genialny!
poniedziałek, 19 kwietnia 2010
zaczął ostatnio postępować w myśl zasady: Nie możesz pokonać wroga, to go pokochaj. I od 3 dni mieszka w klatce transportowej.

W zeszłym tygodniu miał operację i codziennie musi jeździć na zastrzyki. Pierwsze dwa dni to była gehenna wypychania go miotłą spod mebli, wyciągania na siłę i ganiania po całym mieszkaniu. Ale od trzech dni szczęśliwie dla mnie siedzi w klatce obrażony na cały świat.  

niedziela, 18 kwietnia 2010
Kilka ładnych lat temu chodziłam do pracowni malarskiej i pamiętam przez jakiś czas uczyło się tam także kilka osób głuchych*. I jedna z nich, dziewczyna powiedziała mi kiedyś w przypływie strachu, że czytała jakąś książkę o kosmosie i że niesamowicie to ją przeraziło. Bo my w domach, szkołach, czy własnych łóżkach czujemy się tacy bezpieczni, tacy niczym niezagrożeni, a tu w kosmosie tyle jest zagrożeń, które w ułamku sekundy mogą zniszczyć świat. W ułamku sekundy mogą zniszczyć nas. Pamiętam jej poruszenie, ewidentny strach i przerażenie, które wywołała w niej ta książka. Schody na których czekałyśmy na otwarcie drzwi do pracowni. Te schody na których się pojawiałam regularnie przez 7 czy 8 lat.
I przypomniała mi się inna koleżanka, która kochała ciemność. Mówiła że, "ciemność ją wciąga i daje jej poczucie bezpieczeństwa, że jest absolutnie fascynująca i magiczna."
Przypomniała mi się też dziewczyna ciężko chora, która choć wiedziała o tym, że umrze za miesiąc lub dwa malowała do końca. I potem taka lakoniczna wystawka na tablicy w pracowni, kilka jej prac z nazwiskiem i datą śmierci. 
 

* Osoby te wywoływały agresję, bo czytały sobie z ust wzajemnie przez całą pracownię, ale wydawały przy tym świsty i szelesty z siebie na dość wysokich tonach, co drażniło. Chyba właśnie przez to odeszli z pracowni, bo odeszli wszyscy na raz, jednym ruchem. Ale spotkanie z tymi kilkoma osobami, było jak spotkanie z innym światem.    








Coś się musi zmienić, nie wiem jeszcze co.
sobota, 17 kwietnia 2010
poniedziałek, 12 kwietnia 2010
niedziela, 11 kwietnia 2010
Hmm. Wczoraj postulowałam za zamknięciem drugiego dnia targów, organizatory odmówili. Byłam pewna, że nikt nie przyjdzie. Bo nie chodzi wcale o poglądy polityczne, ja sama jestem przeciwniczką Prezydenta Kaczyńskiego, ale o to co się stanie z Państwem. Straciliśmy Prezydenta - najważniejszą osobę w państwie i bardzo dużo ważnych osób. Mimo, że media wciąż powtarzają, że działanie Państwa nie jest zagrożone, ja mam wątpliwości. 
Dziś na targach było sporo ludzi. Niektórzy z pretensjami czy żalem, że Makro, Arkadia nie działa, albo, że targi wcześniej się kończą. Z punktu widzenia interesów to dobrze, ale z ludzkiego punktu widzenia nie mogę tego pojąć. Konsumpcja przeprała umysły do cna.
Po targach pojechałam pod Pałac Prezydencki. Bardzo dużo ludzi, ale jak zawsze w Polsce - brak organizacji, ludzie przepychający się w bezładzie, każdy chciał dotrzeć pod Pałac, nikt nie wiedział gdzie wejście i gdzie są wyjścia. Trochę to odebrało patosu sytuacji, a i na chwilę refleksji nie było zbyt miejsca. Ale dobrze, że tam byłam. Bo wypadek? Część mnie mówi, że to jednak nie był wypadek. 
Na FB także głosy, że za próbę normalnego życia obecnie się kamieniołomuje. Ja myślę sobie, że ktoś kto próbuje wieść teraz "normalne życie" nie zdaje sobie sprawy z tego co się stało. Przecież to "normalne życie" mamy dzięki pewnemu układowi politycznemu. Przecież to nie jest tak, że demokracja jest, bo jest. To że dziś możemy kupić chleb w sklepie, nie oznacza, że jutro też tak będzie. To, że my walimy politykę, nie jest równoznaczne z tym, że i ona nas wali. Ona nas niestety nie wali.
sobota, 10 kwietnia 2010
Bardzo smutny dziś dzień. A tym bardziej smutny, że moja firma się wystawia w weekend na targach. I po wydarzeniach dnia dzisiejszego postulowaliśmy w organizatora, żeby jutro targi zamknąć. I nie przeszło. 
Nie jestem patriotką, ale są pewne granice. Nawet markety się zamykają. Bo to jednak wielka tragedia. I czuje wielkie obrzydzenie dla ludzi, którzy stoją za handlem w dniu takiej tragedii. 
I wciąż nie mogę uwierzyć. 
środa, 07 kwietnia 2010
Czasem tak bywa gdy ma się znajomych obcokrajowców wśród znajomych:
 
Uśmiałam się widząc odpowiedź na te japońskie znaki: "To bardzo interesujące..." :-)))

A mój kot przeżył dziś przysposobienie do życia w rodzinie. Siedzimy sobie w poczekalni u weta, nikogo nie ma, nagle ktoś zaczyna się szarpać z drzwiami i trwa to chwilę, w końcu pada zdyszany dzieciak i krzyczy na zewnątrz: "Nie ma! Znaczy jest kot, ale psa nie ma!" I wtedy oczom moim ukazuje się ogromna głowa psa, tak duża, że aż wykrzykuję: "O matko" i potem wkracza wielki pies, za nim jego właścicielka i pełnym uśmiechem oznajmia z progu: "To już pani wie, czemu pytałam, czy tu jest jakiś pies". I za psem wbiegły dzieci. I obległy mojego kota. Zaglądały przez wszystkie szpary w klatce, a chłopiec powiedział do mnie: "Przepraszam" i zaczął się wpychać na kanapę między mnie a klatkę, żeby sobie popatrzeć na kota. Chyba wpadł też na pomysł, żebym kota z klatki wyciągnęła, żeby dzieciak się mógł z nim pobawić (albo też nim zabawić), ale na szczęście tu reagowali rodzice. Młodsza dziewczyna wciąż w niebogłosy krzyczała (w zasadzie to piszczała) na chłopca, żeby był cicho i dał spokój kotu, bo ten się denerwuje. I nastąpiło z 10 minut chaosu i hałasu. I chyba zarówno i ja i kot pobłogosławiliśmy chwilę wejścia do gabinetu, bo ta nas zbliżała zarówno od ucieczki od weta, jak i od tych strasznych dzieci. 
No to niech koto tylko spróbuje nie docenić spokoju i ładu życia jaki u mnie ma! Ot co!
 
1 , 2
Tagi
statystyka