Choose your future. Choose life.I chose not to choose life: I chose something else.
sobota, 28 kwietnia 2007
o 18:30 myślę, że uda mi się wsiąść do autokaru i wyruszyć do Budapesztu. Niestety nie na cały tydzień, a na 4 dni. Wszytsko już spakowane i czego zapomniałam, to już trudno :-).
A zatem do poczytania koło 2 maja :-). Życzę wszystkim udanego tegoż czasu i jakiejś przynajmniej jednej ciekawej przygody.
I trzymajcie kciuki za moją rwę kulszową, by tez sobie wzięła urlop. Choć ja wyposażyłam się w proszki przeciwbólowe, by ją pożegnać na ten czas :-).

Ahoj, Ahoj! :-)
piątek, 27 kwietnia 2007
Mapa i przewodnik po Budapeszcie kupione. Trzeba jeszcze poczyścić karty aparatu foto, spakować się i jechać :-). I nie zapomnieć paszportu :-).
Z dobrych wiadomości też taka, że mamę udało się przekonać, że żarówka to tajemny znak i jadę w ostatni weekend maja do Wrocławia. No chyba, że wypadnie coś po drodze. Ale przynajmniej żarówka przewalczona.

Minidialog usłyszałam stoją dziś w kolejce w banku. Od kasy odeszła niezbyt udanej urody kobieta. A obsługujący do obsługującej szeptem (ale usłyszałam): Nie jest taka strasznie brzydka. Ciekawe co mówią o mnie? ;-)
charaktery

Miałam Wam pokazać kuriozalną bramkę, którą w chwili przerwy zobaczyłam w pracy, ale wieczornie już ją zdjęli z serwisu i znaleźć nie mogę. A bramka była o tyle ciekawa, że piłka strzelona z dużej odległości trafiając do bramki odbiła się od męskości innego zawodnika. I ten zawodnik, choć był bohaterem bramkowym, był bardzo biedny (a bramka była chujowa) :-).
Na basenie dziś premiera mojego nowego kostiumu, ćwiczenia ciężkie, a w jacuzzi siedziałam z japończykiem :-).
I usłyszałam tez wypowiedź premiera, że marszałkiem sejmu będzie Ludwik Dorn, bo "dał się namówić na to". Tiaa, bo bycie marszłakiem, to jak wyjazd na ryby, jak nie masz ochoty, to kolega powie Ci: no co ty stary, z nami nie pojedziesz? No i jedziesz. Tiaaa.


środa, 25 kwietnia 2007
wiem to

Któryś z serwisów napisał, że Barbara Blida trzymała odbezpeiczoną broń i tylko dlatego udało się jej zastrzelić. A ja się pytam: kto trzyma odbezpieczoną broń? Czy przypadkiem ta broń nie wystrzeliła nie z jej rak, a kogoś kto miał jej coś za złe? ... 
Dziś imieniny jednej osoby w biurze. Przyniosła tiramisu. Ponoć pyszne. Ponoć ze spirytusem. Musiałam zjeść. Koniecznie. Zjadłam. Rozmoczony biuszkopt ze słodkim kremem, spirytu nie czuć zupełnie.
To ja tam wolę ogórka małosolnego :-). 
<Emjoot> Wczoraj w Radiu Zet: „Kubus Puchatek mowi do Krzysia: - Rozumiem, ze donosil Prosiaczek, bo to swinia. Rozumiem, ze donosil Klapouchy, bo to osiol. Ale zeby miodek!”
wtorek, 24 kwietnia 2007
powiedziala kiedyś, że w jej życiu paranoja goni paranoję. W moim chyba też.
Dziś Wrocław zawisł na włosku i nadal wisi - Alleksandra rzuciła pomysł, by na ostatni weekend maja się tam objawić. Ustalałam z mamą jej wyjazdy (nie możemy wyjechać jednocześnie, bo zwierzęta) i kiedy podałam termin, nagle na zdecydowaną chwilę zapaliła się zepsuta lampa. Nie pomogło żadne pokazywanie, że jak się żarówkę odpowiednio przydusi, to zaświeci i tłumaczenie, że wtedy akurat przejeżdzała ciężarówka (a wtedy dom się trzęsie). Mam zakaz wyjazdu w tym czasie do Wrocławia, bo dostałam znak. W znaki wierzę i nie wierzę, a takie sytuacje mnie denerwują, bo nie są jasne. W zasadzie są całkiem głupie, ale gdyby mnie albo komuś się coś stało podczas takiego wyjazdu, nie darowałabym sobie.

Do tego wysłuchałam dziś, że mam szukać sobie faceta wśród polonii amerykańskiej albo australijskiej, bo tamtejsi faceci szukają miłości, a nie tylko seksu i zaakceptują moją oryginalną urodę (czy to znaczy że jestem brzydka? :-D ). No i że się za mało maluję. No tak, to fakt :-))). I że włosy mam potargane, to też fakt :-).

A od tej rwy kulszowej dostaję głupawki. I chyba jestem trzaśnięta w umysł, bo dziś panna w pracy powiedziała, że jest poważnie chora, bo ma problemy z tarczycą, zaczęła snuć teorie, że pewnie przytyje, a jak przytyje, to już nie znajdzie faceta (i czemu rzuciła tego poprzedniego), a ja się trochę załamałam słuchając tego. Ja też się przejełam swoją wadą, ćwiczę to co mi kazano, wolniej chodzę i przestałam nosić ciężary, ale nie przeżywam. I nie uważam, że jestem bardzo chora, a raczej, że to jak żyję nie odpowiada mojemu organizmowi.
znane osoby jako nastolatki
ciekawostka
poniedziałek, 23 kwietnia 2007
Ta piosenka* opętała mnie ostatnio. Mimo, że mnie dołuje. Jest kurewsko dobra. A może wywołuje we mnie jeszcze inne emocje? Sama nie wiem. ...

*kliknij play
Gdy tylko zobaczyłam na zdjęciu ten owoc, zapragnęłam go spróbować, najszybciej jak się da!

I udadło mi się go kupić wczoraj na stadionie, jednak nie skojarzyłam po wyglądzie zewnetrzym. Dopiero dziś kroję i patrzę, a to to cudo! :-)
I wiecie jakie w smaku? Żadne :-))). Komplenie bez smaku, tyle, że wodniste. Ale to nie ważne, ważne, że ja to spróbowałam. Jeszcze tylko muszę ustalić jak się nazywa :-).
Mojemu ojcu udało się znaleźć lekarza, który:
a. leczy
b. nie uważa, że każda choroba to wina pacjenta i że koniecznie trzeba to wytknąć pacjentowi
c. nie naciąga na kasę, więc nie wymusza niepotrzebnych wizyt
d. mówi na co pacjent jest chory i z czym ma problem, a nie tak jak inni, bo przecież "pacjent i tak się nie zna"
e. jeżeli nie umie, albo nie może pomóc, otwarcie to mówi
więc poszłam na wizytę z ta moją nogą.
Więc mam:
- lordozę (zapewne wrodzoną) - zbyt mocne wygięcie kręgosłupa w głąb pleców w części lędźwiowej
- skoliozę - skrzywienie kręgosłupa
- lekką dyskopatię, co powoduje uciskanie nerwu kulszowego i dlatego boli mnie noga.
Okazało się też, że ze względu na spięcie mięśni skróciła mi się jedna noga.
Wymasował mi plecy, nastawił kręgosłup, zapisał ćwiczenia i powiedział, że nie muszę do niego przyjść z jakimiś konrtentym terminie. Bo moje wady raczej wymagają zmiany trybu życia i ruchu, a nie jego interwencji.
Takich lekarzy lubię i szanuję. Szkoda, że to jeden z nielicznych jakich tego typu znam. Znakomita większość tego zawodu to moi dozgonni wrogowie.

niedziela, 22 kwietnia 2007
Mówiłam dziś ojcu o pewnej historii, która zdarzyła się innej części mojej rodziny kilka lat temu. Co kilka lat do tamtej rodziny przyjeżdza babcia. Podczas ostatniego pobytu zamknęła psy i wpuściła  do domu czworo zupełnie obcych ludzi. Do tego ponieważ przymawiali się o jedzenie dała im obiad, przygotowany dla rodziny. Wybuchała z tego gigantyczna awantura, która wylądowała na policji w końcu (z racji, że to byli pracownicy pewniej dużej firmy). Teraz babcia znowu przyjechała i mówiłam, że kuzyni się obawiają trochę, czy znowu nie poczyni podobnego numeru. A mój ojciec, który całe życie był niewierzący, nagle wali mi taki tekst: "Jak oni mogli to zgłaszać na policję?!! Przecież jest: głodnego nakarmić!!!" Trochę mnie zamurowało. Mówię, że przecież mogli ją zamordować, dom okraść (jest poza miastem, w lesie). I słyszę: "Dałaś się zastraszyć, że mordują, kradną, a przecież ludziom trzeba pomagać!!!"
Że ke? Ludziom trzeba pomagać, ale sensownie, a nie ryzykując własne życie i majątek. Nie wiem z czego to wynika, ale żyjąc w tym kraju i słysząc takie teorie, wciąż czuję się jakbym za mało piła. Bo na trzeźwo tego nie rozbieriosz.
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5
Tagi
statystyka