Choose your future. Choose life.I chose not to choose life: I chose something else.
piątek, 28 kwietnia 2006
u mnie :-). Że wyjeżdzam jutro trzeba było ogarnąć mieszkanie i pokój koci, bo mama ma złe zdanie o tych futrzakach. Więc sprzątanie, szukanie, pakowanie. Do tego oczywiście okazało się, że nie mam spodni, a buty tylko na obcasie. Spodnie jakoweś udało się wygrzebać z czeluści szafy, ale butów nie, więc będzie lans :-).
A z wynalazków i rzeczy śmiesznych - usłyszałam dziś w radiu, że w Chinach powstała firma, w której za pieniądze można nawymyślać szefowi - minuta kosztuje mniej więcej 40 zł. Kobiety nawet za bardzo niską cenę (2 euro) mogą nawet spoliczkować szefa :-).
W Wideotece Dorosłego Człowieka przejechano się po 1 Maja i pochodach. A ja je lubiłam, bo to był festyn. I chusteczki, i wata cukrowa, i lizaki, i się szło i była po prostu dobra zabawa :-).

A tutaj zapewne objawię się we czwartek, ewentualnie w środę w nocy. Życzę wszystkim udanego weekendu i dobrego czasu :-).


Wykończyła mnie dwugodzinna rozmowa z prawnikiem. Nie denerwuję się, ale stres jest. Teraz to bym mogła pójść spać - czuję się jakby ktoś mi zabrał całą energię. Na dodatek wszystkie firmy w moim budynku już zamknięte. Za oknem korek gigant - masowy exodus z miasta. 
w Naszym Dzienniku, w dodatku kulturalnym jest "Kill Bill" Quentina Tarantino a całość za 1,50 zł. Za tydzień ma być druga część. Polecam :-).
zażegnane dziś rano - jedna panika, że zgubiłam klucze od firmy, a potem nagle zaczął mi się instalować windows 98 nie wiedzieć skąd. Też panika, że komp padnie. Ale okazało się, że to wina dyskietki, na której musiały pozostać ukryte pliki, bo tak normlanie to ich nie widać. Ech te sprzęty...:-)]
I sen miałąm okropny - widziałam jak autobus przejechał dziewczynkę.
czwartek, 27 kwietnia 2006
mailowej w pracy dziś taki list (pisownia oryginalna):

dzieńdobry włsnei zetchnęłam siez nazwą panstwa firmy chciałabym sieodwiedzic o państwa produktach. Czy mozliwe by było podanie mi państwa strony www gdyz nie mam jak firmy odnaleśc . Czy możliwe by było dostanie od państwa kataklogu z produktami i przykładowymi zabiegami by w przyszłości móc współpracować z państwem.

hmmmm...


dziś głupotę przez telefon produkując się po angielsku użyłam czasu przeszłego zamiast przyszłego i nieco skonsternowałam tym rozmówcę :-).

Przypomniał mi się mail, który kiedyś dostaliśmy od zagranicznych kontrahentów w odpowiedzi na nasze pismo. Mieliśmy wtedy w danych adresowych: Biuro Handlowe, potem nazwa firmy, adres. I czytam sobie w tym zagranicznym piśmie "Dear Biuro Handlowe". :-)
środa, 26 kwietnia 2006
Obejrzałam dziś kolejny reportaż z Czarnobyla, za poprzednią notkę nieco mi się dostało. Dziś mam podobne emocje w sobie jak wtedy. Wierzę w naukę i postęp, ale nie za cenę istnienia ziemi. Nie wiedziałam czy mam płakać czy się śmiać, gdy padła informacja, że osobom pracującym przy wraku reaktora dano dyplom w uznaniu zasług. Że sporo nie przeżyło- prasa przemilczała. Tak samo flaga wciągnięta na "sarkofag", który postawiono na gruzach elektrowni wydała mi się śmieszna. Znaczy żałosna. Znaczy przerażająca. Znaczy straszną jest dla mnie myślą, że 5 czy 10 osób zabawiło się kosztem milinów. Bo taka prawda. Zrobili sobie eksperyment z ciekawości. A jeszcze jak wynikało z dzisiaj obejrzanego reportażu pod reaktorem płyneły żródła wody, których napromieniowanie napromieniowało by główne rzeki ZSSR.



Aaaa Harry miałęś rację - kwiatki trzeba było zostawić od razu kotom, jak wróciłam po pracy do domu w wazonie została tylko gałązka frezji, cała reszta ozdóbek była rozwleczona po całym pokoju :-).
W faksie skończył w nocy papier, a ktoś usiłował nadać wiadomość. Efektem tego były dwie ponad minutowe wiadomości, podczas których rytmicznie pojawiał się dźwięk: beep.....beep.....beep.... - dostaliśmy głupawki, że to sonar na łodzi podwodnej i kiedy wiadomości się skończyły, u nas się zaczęło: Poszło! Pierwsza ładownia zalana! Poszło! Druga ładownia zalana! :-)
A kwiatki od wczorajszego pana okazały się zupełnie nieustawne w żadnym wazonie, bo w niskim kładły się poziomo, a do wysokiego nie dały się włożyć, bo za krótkie łodyżki mają. I do tego bardzo zasmakowały kotom, więc chyba długo nie pożyją :-).
kolejny pan na seks z netu:
01:16:03 (on20uleglypiesek@tlen.pl)
Szukam Dominy ktora przygarnela by mnie real  na "majowke" od piatku do srody", ewentualnie oddam sie cyber, jestem posluszny ogolony i wierny
01:17:59 ja:
oddam cie do schroniska,  chcesz?

wtorek, 25 kwietnia 2006
Ze 2 lata temu poszłam na randkę z jednym kolesiem. Nie widział wcześniej mojego zdjęcia. Gdy przyszedł nasze spotkanie trwało ze 30 sekund. Facet spojrzał się na mnie i powiedział mi, że nie tego szukał i nie będzie mnie okłamywał, nie pójdziemy na kawę, bo nie będzie ściemniał, że może coś z tego wyjdzie, bo nie wyjdzie. Nawet w zasadzie nie zdążyłam odpowiedzieć.
Dziś ja miałam ochotę to zrobić. Bo spotkałam się z panem mocno nie dla mnie. W stylu odstrojony na wiejskie wesele. Z kwiatkiem w papierze. Dialogi między nami żenujące. Umówił się ze mną w Carefurze. Przyjechałam wcześniej, bo chciałam pobuszować po empiku, przejrzeć prasę komputerową i o sztuce, ale nie znalazłam tam żadnego porządnego punktu, jedynie 2 kioski z najbardziej popularną prasą.
Utkwiło mi w głowie jego pytanie, bo jakoś słowo "gazetamy" mnie dobiło
ja: przyjechałam wcześniej, bo chciałam poprzeglądać prasę, ale nie ma tu porządnego miejsca z gazetami
on: nie ma kioska z gazetamy?
Zmusiłam go do wyboru knajpki (znaczy fast foodu) z piwem, wypiłam jedno i zakończyłam spotkanie.
Padło też sakramentalne pytanie: Czy jestem katoliczką?
- Nie, nie jestem.
- Nie jesteś?
- Nie, nie jestem. I nie zamierzam być.
- Ale chodzisz do kościoła?
- Nie, nie chodzę.
- Żartujesz, prawda?
- Nie, nie żartuję.
Ogromne zdziwienie po drugiej stronie...
Dowiedziałam się ile zarabia - przedstawione jako atut, karta przetargowa.

Musiałam mu niestety odmówić (niestety, bo nie lubię tego robić) kolejnych spotkań. Padło pytanie: dlaczego? I co tu odpowiedzieć?

A no i jeszcze jedna myśl: dlaczego obrazy się nie sprzedają? bo nie mają zbytu. tiaaaa
miałam gości na blogu spod haseł z wyszukiwarek:
- pieprzona dziwka
- chuj z jajami
- brzydcy aktorzy
- zdjęcia w mini spódniczkach
oraz
- afekt a samobójstwo

to ostatnie najlepsze :-)
poniedziałek, 24 kwietnia 2006
nie umiem zrozumieć ludzi, ktorzy generalnie są w życiu szczęśliwi, bo ja nigdy nie byłam.
Przyszedł dziś pierścień zamówiony przeze mnie jakiś czas temu. Całkiem śmieszna zabawka, nawet da się w niej jako tako pisać na klawiaturze. Dzień smutny dziś i nerwowy - kolejne złe wieści o działaniach fałszywego przyjaciela. Nie mogę pojąć jak można być takim człowiekiem (?). Przez tak wiele lat udawać przyjaciela, dobrego wujka, a za plecami knuć od lat i to najgorsze rzeczy - bez sumienia i moralności. I płakać mi się chce i nie. Nawet nie wiem co czuć. Pastor mi kiedyś podczas rozmowy o tymże właśnie człowieku powiedział, że Bóg na pewno zareaguje, bo człowiek ten obraża Jego imię, gdy z jednej strony udaje pobożnego tak dobrze, że wiele osób zwiódł, a z drugiej jest po prostu złym człowiekiem. Zazdroszczę takim ludziom wiary i przekonania. Bo ja wcale nie jestem tego pewna. Wcale a wcale. Jeden z moich znajomych powiedział mi kiedyś, że wierzy w Boga, ale takieco co to kieruje losami świata bez względu na człowieka jako jednostkę.  Że nie ma sensu się modlić, bo Bóg  dla jednej osoby nie zmieni losów świata. Wtedy wydało mi się to straszne  - taka wiara - smutna i  pozbawiająca człowieka  opieki, ale ostatnio mam wrażenie, że tak właśnie jest.

W zasadzie wytrącił mnie z nastroju Zegarmistrz Światła pisząc mi w komencie, że to o czym pisałam wcześniej - a co wynika z moich bezpośrednich doświadczeń lub z obserwacji mojej rodziny nie jest prawdą. Wiem, że to wszystko jest względne i z pozycji każdego człowieka wygląda inaczej, ale mimo wszystko mnie to zdziwniło. Pamiętam jak kiedyś z 10 lat temu koleżanka powiedziała mi, że ja mam takie niesamowite życie, bo już kilka razy się przeprowadzałam, pracuję, uczę się w 2 szkołach, mam rozbitą rodzinę i na dodatek bardzo specyficzną. Mnie się wtedy to wszystko wydawało normalne. Przez tamten czas wydarzyło się dużo zła - wariat który nas prześladował wzmocnił swoje działania, a przyjaciel zdradził, doprowadził do znacznej utraty majątku, a plan jego obejmował wyzyskać naszą pracę i dobre chęci do końca. Tylko trzeźwy umysł z zewnątrz uratował nas. Nie twierdzę, że mam jakieś niesamowite życie, ale na pewno nietypowe i to w złym tego słowa znaczeniu.

Czy można utracić wiarę w ciągu sekundy? Można. Gdy nagle okazuje się, że Bóg nas zawiódł. Czy można utracić miłość w ciągu sekundy? Można. Gdy nagle człowiek, którego kochamy okazał się kimś złym. Czy można utracić majątek w ciągu sekundy? Jeden błędny ruch i już po nim. Umysł. Hmmm. Dziecko schizofrenika chyba coś o tym wie.

A może zupełnie nic nie wie... Czasem mam wrażenie, że żyję w zupełnie innym świecie niż inni ludzie. Nie rozumiem.

Nawet nie mogę powiedzieć, że się denerwuję czy czuję niepokój. I nawet nie czuję się jak żołnierz przed walką. Po prostu za dużo destrukcji wokół mnie. Nic mi się już nie chce budować...
świadomego śnienia skończyła się tak, że do łóżka wlazły mi wszystkie koty i przywaliły mnie, a mnie się śniła rodząca moja ruda kotka. Rety co ja mam w tej głowie... Śnić mi się miało oczywiście zupełnie co innego.
niedziela, 23 kwietnia 2006
jakieś takie poczucie (i wcale nie przeczucie, nic z tych rzeczy), że wszystko nagle można stracić w ciągu ułamka sekundy. i majątek, i życie, i miłość, i umysł, i wiarę, i siebie samego. tak po prostu. just like that. i bez żadnego uzasadnienia, bez powodu. jakiś niepokój mam w sobie wielki. z powodu kłopotów, które mam, ale i chyba także z powodu istoty życia - choć może lepszym słowem byłoby tu "bycia". 
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 8
Tagi
statystyka