Choose your future. Choose life.I chose not to choose life: I chose something else.
poniedziałek, 29 marca 2010
W sobotę karty i wino. W niedzielę wizyta u babci, która wraca do normalności. Dość przykre zachowanie ojca, który wciąż ma do niej o coś pretensję, a o większość rzeczy do 83letniej osoby już chyba nie można mieć pretensji. Chwila w kinie na "Beast of freedom". Nie powaliło mnie. Ja nie jestem dokładnie z tych czasów, ale trochę o nie zahaczyłam i pamiętam je inaczej. Muzycznie też nie powala. I dość smutna dla mnie wypowiedź Marka Niedźwieckiego - słyszałam wcześniej ploty, że z Trójki Kaczyńscy wyrzucili Niedźwieckiego za prowadzenie listy w czasach komuny, bo uznali to za współpracę z wrogą władzą - i w tym dokumencie Niedźwiecki powiedział coś w stylu, że byli tacy co mu zarzucili, że listą odciągał ludzi walczących na ulicach do domów, do odbiorników i że może tak było, on nie wie. Bardzo to było przykre, zabrzmiało to tak jakby Niedźwiecki uległ naporowi tej chorej obecnej propagandy, jakby mu dokopali. Dla mnie ówczesna lista i Niedźwiecki to symbole walki, wychowałam się na liście. A mój ojciec to ładnie podsumował: Co ktoś w zimowy, ciemny wieczór będzie robił na ulicy?? Co ktoś w stanie wojennym będzie robił na ulicy wieczorem? 

No i ładne podsumowanie naszych dyskusji przez babcię: "A umierajcie sobie wszyscy! Ale po mnie!"
czwartek, 25 marca 2010
może mi powiedzieć czemu pod hasłem "western" na Allegro wyświetla się "Dirty Dancing"?
Dość abstrakcyjne :-)
Że westerny lubię, i że mam bana na nie w tv, bo tv jest wspólne, to powoli uzupełniam swoje zbiory filmowe na DVD. Dziś obejrzałam "Rio Grande" i cóż, bardzoż to stary film, bardzoż. I nawet chyba nie można go rozpatrywać pod kątem należenia do jakiegokolwiek gatunku filmowego, taki to staroć. Ale sceny z Indianami bardzo dobre i bardzo ładne śpiewy armii. 
Życzenia świąteczne, by trzeba zrobić z jajem - pomyślała Dulce. Z czyim jajem? - zapytał Prosiaczek. No właśnie - zamyślił się Kubuś. No właśnie - zamyśliła się Dulce.
poniedziałek, 22 marca 2010
Byłam dziś u okulisty, bo jakieś mroczki widzę przed okiem. Badań kilka, w tym jakieś dziwne ze znieczuleniem oczu. I pani doktór mi tłumaczyła: "Bo w oku to jest galaretka. I w tej galaretce coś tam się zmętniło". I wysłała mnie na usg oka. Wyobrażacie sobie usg oka? Brrrr. I uwielbiam jak okuliści mi wmawiają, że jeśli w miarę dobrze zgaduję litery o 2 rzędy niżej, to jest świetnie. ZGADUJĘ. I mówię to otwarcie, a oni i tak swoje :-).
W niedzielę spacer po Powązkach, u dziadka, rodziny i kilku postaci historycznych: Cypriana Godebskiego, Czesława Niemena:


I pierwszy raz u Tadeusza Nalepy:
UU babci choć urodziny, ani obiadu, a tylko nędzne resztki z dnia ppoprzedniego :-). 
No i w kinie "Alicja w krainie czarów" 3D i z dubbingiem. Mimo narzekań wielu fanów Tima Burtona dla mnie dobra rzecz. Może nie zabija rewelacją, ale na poziomie.
A na wieczór już tak świątecznie "Jesus Christ Superstar". Wspaniały musical.
sobota, 20 marca 2010
Że niedługo Wielkanoc natchnęło mnie na musical Jesus Christ Superstar. Poszukałam w sieci muzy i znalazłam plik zatytułowany zamiast "Pilat`s song" - "Pilates song". Niby mała różnica, a ja mnie ubawiła :-).
piątek, 19 marca 2010
Przeczytałam dziś post o sprzątaniu psich kup i całą dyskusję pod nim, która szybko przeistoczyła się w walkę między psiarzami i kociarzami. Szybko zaczęto dowodzić o wyższości świąt Bożego Narodzenia nad świętami Wielkiejnocy i na odwrót. Że koty są brudne, bo liżą sobie tyłki, a psy czystsze, bo jeśli już wyliżą sobie coś, to tylko jajka (dosłownie! było tak napisane). Że posiadacze kotów to flejtuchowate jednostki, bo koty mogą chodzić po ich stołach łapami, a przecież tymi łapami grzebią w kuwetach. Że psy to znowuż żrą gówno, ktoś się zażegał, że jego pies nigdy gówna nie zjadł. Ktoś inny mu odpisał, że mu nie wierzy, że jego pies na pewno gówno zjadł, tylko właściciel nie zauważył. 
A ja się złapałam za głowę. Bo toż to jakaś paranoja. 
Pamiętam jak poszłam z wizytą do znajomych młodych rodziców, koleżanka trzymała synka na rękach i on nagle zwymiotował na jej ramię, a ona tylko to starła ścierką. Potem było nasmarowywanie dziąseł maściami, bekanie i inne typ podobne. Dla mnie to było dość obrzydliwe, dla nich norma.
I dziś pomyślałam sobie, każdy ma swojego kota, psa, dziecko i to co dla innych obrzydliwe, jest normalne dla tej osoby. Wprawdzie ja nie lubię jak mój kot chodzi po stole, ale kiedy go głaszczę nie zastanawiam się po czym przed chwilą się lizał. Natura to natura. 
środa, 17 marca 2010
Zmęczona polskimi kanałami tv, doklikałam się dziś do jakiejś francuskiej stacji i obejrzałam końcówkę symbolicznego filmu. W ostatniej scenie chowali jak sądzę głównego bohatera w trumnie do złudzenia imitującej drzewo, w którym osadzony był bijący zegar. A po drugiej stronie nagrobka zaczęło rosnąć młodziutkie drzewko będące jednocześnie małym zegarkiem. Niesamowita scena. Przemijalność przechodząca w nieprzemijalność. Panta rei. Bicie zegara, które trwa i za życia i po śmierci.
Niedawno dowiedziałam się, że najpiękniejszym facetem dla mojej mamy jest Barry Gibb. A zawsze wydawało mi się, że podobają się jej owłosieni, super samczy faceci. Choć podobno kiedy poznała mojego ojca miał włosy do ramion i równie długą brodę.
Barry Gibb (ten po prawej):

Moim ideałem jest oczywiście Mick Jagger, najpiękniejszy facet na Ziemi:

Moja osobista teoria brzmi, że faceci są piękniejsi jeśli mają długie włosy i często zarost.
Bo jakże inaczej wygląda Elijah Wood jako on sam i jako Frodo:
 

Albo Viggo Mortensen jako on sam lub Aragorn:



Albo Aamir Khan jako on sam lub Mangal Pandey:



Dla mnie długowłosy facet to My precious :-)))
poniedziałek, 15 marca 2010
Dziś ze złości i łzy i w związku z tym dość przypadkowa wizyta w "Krainie westernu", który oczywiście zimą nie działa. I taka bezradność, bo złym można być tylko na siebie i swoją fizyczność. 
Że nie jest taka jak u "normalnych"*. U takich, u których oczy działają w dwójnasób, a nie tak jak u mnie w pojedynkę. I zrobiłam dobrze to czego się obawiałam, a poległam na tym co głupie.
Zatem na wieczór puściłam sobie "Epidemię Euforii":


Z wywiadu z Timem Burtonem: 
- Podobno nie lubi pan słowa "normalny."
- To słowo mnie przeraża.
niedziela, 14 marca 2010
w starym dzienniku moim, ale nie wiem czy to mój tekst:
"Szympans okręcił się prześcieradłem, założył spodenki na głowę i powiedział, że jest prototypem nowego księdza, który uznaje tylko wódkę mszalną."
Lektura dzienników jednak smutną jest. 
sobota, 13 marca 2010
Że sprzątałam balkon i lekko drzwi uchylone miałam i że kto zniknął mi z zasięgu wzroku, jak również nie reagował na kicianie, lekko się zaniepokoiłam, czy aby mi jednak nie uciekł. No, ale znalazł się. Za pralką :-))
 
Wczesne śniadanie (niestety musiałam wstać rano, zamiast spać do oporu :-)) ). Ale do śniadania szampan, fragment filmu "Mamma Mia" z wesołą muzyką Abby i pięknymi widokami. Do tego przeczytałam bardzo miłą kartkę od Alleksandry - kiedyś pisywałyśmy "ręcznie" do siebie bardzo często. Obecnie króluje net, a ja w piśmie ręcznym już tak bazgrzę, że nikt mnie nie odczyta, ale pojawiła mi się myśl, że warto do tego wrócić :-)). Dobrze jest zjeść śniadanie z uśmiechem :-)).
piątek, 12 marca 2010
Trafiłam dziś na stronę, na której kobieta atakuje pracodawców, że się jej pytają o dzieci, o męża i wiedząc, że ma 23 lata i dziecko, nie chcą przyjmować do pracy. Ewidentnie osoba ta uważa się za uczciwą i lojalną. Komentarze internautów zaskoczyły mnie pozytywnie, co do rozumienia praw i rzeczywistości, że nikomu nie opłaca się zatrudniać kogoś kto miesiącami (nawet latami) może przebywać na zwolnieniu, ale też atak internautów na nią jako dziecioroba i debila mnie zasmucił. Napisałam do niej maila i dostałam bardzo grzeczną odpowiedź. 

A ja dziś pół godziny masażu rolkami, bo recepcjonistka źle zapisała mój numer telefonu i nie udało się jej skontaktować ze mną dziś, więc zamiast masażu miałam rolki gratis.

I obejrzałam "Testosteron" - całkiem niezły. 
czwartek, 11 marca 2010
uwielbiam ten utwór :-))
 
1 , 2
Tagi
statystyka