Choose your future. Choose life.I chose not to choose life: I chose something else.
sobota, 31 marca 2007
Najpierw chwila w Rastrze - niby miał być wernisaż, miało się coś dziać, ale było tylko trochę luda i nic do oglądania poza toaletą i widokiem podwórkowym:

Przenieśliśmy się do Tygmontu na koncert mojej koleżanki, ale że luda było dużo, nie dało się usiąść, ani nawet spokojnie postać, to tylko fota w toalecie i dalej pojechaliśmy:

Wylądowaliśmy niedaleko w knajpie w Związku Artystów Plastyków. Szatniarz w stylu komuno wróć. Krzyczał na nas i wszyscy dostaliśmy głupawki, bo to jednak już nie te czasy. Barman też nie lepszy :-). Na oświadcznie A., że weźmie coś ciepłego, powiedział, że może go za rękę potrzymać. I tradycyjnie fota z toalety:

I potem na ulicy kosmiczny wóz, sponsorowany przez gumę do żucia:

piątek, 30 marca 2007
Ha odkąd wpisałam, słowo "Warszawa" w swpje dane publiczne wciaż mnie zaczepiają jacyś faceci. Przeważnie dziwni. Właśnie mi jakiś nawymyślał, że byłam z psem, ale mu o tym nie powiedziałam i że w związku z tym nie szanuję facetów. Chciał mi jeszcze coś tam pisać, ale dostał bana. Paranoja :-). Bardzo mnie to ubawiło, bo to jakieś chore dla mnie.
Jedno słowo, a jak wiele zmienia :-). Wczoraj w nocy ponownie wpisałam je w swoje dane publiczne w tlenie. Bo pomyślałam, że już dawno nie zaczepiali mnie jacyś faceci. Wprawdzie przeważnie mnie denerwowali, ale były też niezapomniane historie, jak ta z pieskiem. Właśnie o niej sobie wczoraj przypomniałam i postanowiłam się odtajnić trochę. I proszę o, dziś już 2 do mnie pisze: jeden szukał seksu, to go pogoniłam, drugi chyba też, ale anglojęzyczny jest, więc rozmowa jest banalna i śmieszna :-).
ale wybaczcie, bo to mnie powaliło:
Redakcji "Stanu Przejściowego" udało się dotrzeć do tajnego uzasadnienia wniosku Ligi Polskich Rodzin, która zażądała usunięcia nazwiska Jana Brzechwy z listy patronów ulic najpierw we Wrocławiu, a następnie w całej Polsce.
Oto najważniejsze fragmenty dokumentu, który zdobyliśmy.
Jan Brzechwa (prawdziwe nazwisko Lesman) nie jest godny, by patronować szkołom, przedszkolom i ulicom w dziesiątkach polskich miast. Nie zasługuje, by płody jego nienawistnego pióra kształtowały wyobraźnię milionów Polaków. Nie tylko z powodu ukrywanych przez lata wierszy sławiących komunizm, sowiecką armię i Józefa Stalina. Znacznie większych spustoszeń dokonały niewinne na pierwszy rzut oka wiersze, za pośrednictwem których przez kilkadziesiąt lat Lesman-Brzechwa sączył w umysły polskich dzieci jad kompleksów, niewiary w siłę narodu i bezbożność.

Nie ma wśród jego utworów wierszy sławiących bohaterstwo polskiego oręża, patriotyzm i wierność Kościołowi. W zamian pożal się Boże "poeta" bez skrupułów zatruwa młode polskie umysły wirusem "gorszości" w porównaniu z innymi. Nie trzeba nawet pisać, kim, zdaniem poety o nazwisku Lesman, ukrywającego się jedynie za pseudonimem Brzechwa, są owi "lepsi"!

Mali Polacy w jego wierszach to wyłącznie niepoprawni zarozumialcy (Samochwała w kącie stała / I wciąż tak opowiadała), notoryczni kłamcy (Pomyśl tylko, co ty pleciesz! / To zwyczajne kłamstwo przecież) i godne pogardy nieroby (Na tapczanie siedzi leń, / Nic nie robi cały dzień).

Z poematów takich jak Pchła szachrajka czy Szelmostwa Lisa Witalisa wynika wprost, że Polacy to także oszuści, naciągacze, populiści, a w dodatku germanofile (Był Witalis rodem z Polski, lecz kapelusz miał tyrolski). Nie trzeba chyba dowodzić, iż jest to w oczywisty sposób realizacja tego samego programu, który w okresie II wojny światowej miał uczynić z Polaków podludzi.

Takimi rzekomo wychowawczymi wierszami Lesmana próbowano zastąpić patriotyczne utwory Stanisława Jachowicza czy Władysława Bełzy.

Nie ma wśród utworów Lesmana-Brzechwy takich, które budziłyby w młodych Polakach uczucia wyższe, są za to rymowanki przedstawiające nasz naród jako godnych pogardy donosicieli (- Któż się ciebie o to pyta! - Nikt, Ja jestem skarżypyta), gospodarczych nieudaczników (Więc zamienił stryjek / Siekierkę na kijek), brudasów i bałaganiarzy (Pan starosta jadł przy stole, / Naraz patrzy / włos w rosole), osoby histeryczne (Matka wpadła w stan nerwowy / i musiała zażyć bromu) i - trudno to dłużej ukrywać - ociężałe umysłowo (Ojciec zaś poszedł po rozum do głowy / I kiedy powróci / nie wiadomo).
(...)
Doskonale koresponduje to z obecnym także w wierszach Lesmana podkreślaniem wyższości gospodarki kołchozowo-spółdzielczej, charakterystycznej dla okresu, gdy Polska pozbawiona była suwerenności (Nikt nikogo nie oszwabia, / Nikt na nikim nie zarabia, / Bo gdzie łączą wspólne cele, / Tam są wszyscy przyjaciele), nad gospodarką wolnorynkową (Kto powiedział, że jest drogo? / Nie prosiłem z was nikogo / By odwiedzał moją knieję. / Komu drogo - niechaj nie je!).
Jakby tego wszystkiego było jeszcze za mało, Brzechwa-Lesman chciał uczynić idolem polskich dzieci niejakiego Ambrożego Kleksa, człowieka niewiadomego pochodzenia, niewiadomej religii (choć wiele sugerować może noszony przezeń czarny chałat i długa broda) i niewiadomej profesji (bo przecież nie można poważnie traktować rzekomej Akademii, w której naucza się kleksografii i kleksologii), przedstawiający się jako "doktor nauk tajemnych".

Kleks utrzymuje podejrzane kontakty na Wschodzie i dysponuje najnowocześniejszymi środkami technicznymi, jakie wykorzystują w swej pracy obce wywiady (oko, które jest w stanie wysłać na przeszpiegi w kosmos, to przecież nic innego, jak najnowocześniejsza sonda szpiegowska, a okularów, które w miarę potrzeby zmieniają się w rower, nie powstydziłby się sam James Bond). Rzekome podróże, które Kleks odbywa do ludzi podejrzanej proweniencji (np. niejakiego doktora Paj-Chi-Wo), i jeszcze bardziej podejrzane zajęcia, którym się oddaje, niedwuznacznie sugerują, że jest to przedstawiciel służb, wypełniający zadania, których wrogich wobec Rzeczypospolitej celów łatwo możemy się domyślić. Jeśli prawdziwe oblicze i intencje Kleksa nie zostały do tej pory ujawnione przez komisję Antoniego Macierewicza, świadczy to jedynie o bardzo wysokim poziomie jego zakonspirowania.

Zło, na które dzieci na całym świecie zostały narażone dopiero w latach dziewięćdziesiątych XX wieku, kiedy to rozpoczęło się szaleństwo związane z kolejnymi tomami przygód Harry'ego Pottera, zaatakowało małych Polaków już pół wieku wcześniej, właśnie przygodami Ambrożego Kleksa, które wyszły spod pióra Lesmana. Już choćby to wystarczy, by ostatecznie wykreślić go z grona osób, którym powierzamy dusze i umysły naszych dzieci.



Jak to czytałam, to aż się zaczęłam zastanawiać, czy aby dziś nie jest 1 kwietnia. I chyba zdecydowanie za mało piję na ten kraj. Ktoś w komentach napisał, że to żart i mam nadzieję, że tak jest, chociaż wiem, że to może być prawda i chyba to jest w tym wszystkim najbardziej przerażające...
czwartek, 29 marca 2007
Ludzie są dla mnie wielką zagadką. Ot taka rozmowa dziś ze znajomą:
ja: teść kolegi dostał dziś 16 punktów i mandat
ona: a co zrobił?
ja: przekroczył prędkość i wyprzedzał na pasach
ona: czemu?


Dziwne pytanie. Takie jakby z poza życiowych realiów, takie z kosmosu.
Od dawna marzę, by była dana mi możliwość, by w jakiś sposób znaleźć się czasowo w innym człowieku. I czy przez rozdwojenie jaźni - jednocześnie będąc sobą i nim, czy poprzez przeniesienie wspomnień z pobytu w nim do mojego mózgu poznać "wewnętrznie" inne osoby. Zobaczyć jak myślą, jak kojarzą, czym się tak na prawdę kierują, co widzą patrząc na to samo co ja. Behawioryzm w zasadzie nic nie daje, jest strasznie pozorancki. A ja bym chciała głowę do cudzej duszy wsadzić, by zrozumieć jaka tak naprawdę jest.
same nudy biurowe i lekkie zapalenie dziąsła. Rozkoszą wieczoru było gorące jaccuzzi. Z basenu wyszłam z poczuciem, że tego mi było trzeba. Uwielbiam gorąco i gorącą wodę :-).
środa, 28 marca 2007
Każdy, kto mnie zna długo, wie, że żyję falami. Falą nachodzi mnie na jakiegoś rodzaju książki, falą nachodzi mnie na gazety, falą nachodzi mnie na fascynację zjawiskami nadprzyrodzonymi, falą naszła mnie dieta bezwieprzowa i falą naszła mnie dieta jogurtowo-czekoladowo-chlebowa. Teraz mam falę na filmy. Jak nigdy wciąź coś oglądam. Wczoraj "200 papierosów". Niezłe, ale trochę śmieszne, gdy 17latki grają zużyte, przećpanie czterdziestki. Dziś "Kroniki portowe" spokojny, trochę bajkowy, a trochę horrowy film. W ramach wieczornej rozrywki wyłączono prąd na jakieś 15 minut i na jakieś 10 minut przed końcem mojego filmu :-). 
nowego produktu Cleanu leci, hasło: "Nowy Clean z alkoholem". Mama: "No jak klin to tylko z alkoholem" :-DDD
A poza tym awanturniczy dziś dzień.
Na stronie Fundacji Freespirit znalazłam informację, że leczenie Kingi w spzitalu afrykańskim kosztowało 21 000 zł! Gigantyczna suma, nawet jak na nasze warunki, a cóż dopiero tamtejsze. Niesamowite, przecież ludzie tam zarabiają jakieś śmieszne pieniądze rocznie :-(
nieco niecodzienne :-)
dla mnie ta ze zdjęcia piątego :-)
wtorek, 27 marca 2007
dawnych znajomych po serwerach typu grono to przekleństwo dla mojego sentymentalizmu. Dziś ot tak znalazłam profil dawnego przyjaciela. Problem w tym, że ja już nie chcę mieć z nim kontaktu, problem w tym, że go po prostu pamiętam i że nadal go lubię. Ale nie jesteśmy już sobie bliscy. I nie chcę ponownie rozkopywać zakopanego dołu. Problem też w tym, że taki łatwo znaleziony profil kusi, by zagadać, a przecież wiem, że nie ma po co.
mierzę własną miarą. Właśnie przeczytałam raport o chrześcijaństwie i o tym, że w Afryce muzułmanie wyrzynają i torturują chrześcijan za samą wiarę. Nie rozumiem. Islam budzi we mnie wiele niepokoju, ale obok mnie jest Narodow-socjalistyczna szkoła libańska i nigdy nie przyszło mi nawet głowy by w jakiś sposób "naruszyć" muzułmanów, których spotykam. Dopóki żyją własnym życiem i nie wpływają negatywnie na moje otoczenie (za negatywnie rozumiem: kradzieże, gwałty, morderstwa czy burdy), nie interesują mnie. Nie wyobrażam sobie, żeby choćby obelgami ich obrzucić, a cóż dopiero mordować. Dziwny jest ten świat... 
Rozmawiam dziś z klientem, a on zdziwniony, że się nie do Gdańska dodzownił, tylko do Warszawy. A kurde blaszka na stacjonarny dzwoni, to prefiks musiał wybrać co nie, co nie?
Ludzie mnie powalają czasami. Jeszcze taki przypadek: znajomy z netu uruchomił sobie GG w komórce i codziennie do mnie pisze jakieś głupoty, a ja już od 3 tygodni nie odpisuję i nic go to nie zraża. 
poniedziałek, 26 marca 2007
Pisze mi koleżanka (młodsza):
"nie dlugo i tak zdechnę
dni szybko mijają
to tylko dni i mijanie"

Czarny humor?
By the way ci policjanci, co dziś zostali zabici byli circa about w moim wieku. Przykre.

nastąpiła u mnie zmiana dekoracji z bożonarodzeniowej na wielkanocną, towarzyszyła temu niezła głupawka :-). Myłam piec i kończyło mi się mleczko, butelka wydawała charakterystyczne "pierdnięcia" - mama: "Myślałam, że to pies". A potem im dalej, tym większy odlot :-).
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 7
Tagi
statystyka