Choose your future. Choose life.I chose not to choose life: I chose something else.
piątek, 31 marca 2006
W pracy byłam jakoś do 20stej. Potem małe zakupy, kontrolowany spacer z psem i do domu. Zamiast Królestwa obejrzałam dziś czwartą część Harrego. Narasta we mnie dziwne uczucie, że z coraz większą ilością osób nie warto wymienić nawet spojrzenia.
Panika u mojej ciotki bo na podwórku znaleźli martwego gołębia. Kurcze, przecież i te zdrowe ptaki też zdychają ze starości lub jakiś tam chorób.

A kiedyś u Karawana to było, ale że on na razie nie działa to pozwolę sobie to umieścić: wpisz w google "ptasia grypa" i spójrz na 3 wynik wyszukiwania :-).
Z rana napadł mnie dalszy sąsiad, że chodzę z psem i że naśle na mnie straż miejską, bo "żadnego srania tu nie będzie". Kurcze specjalnie chodzę koło opuszczonych placów pełnych pustych butelek, bud od samochodów, skrzynek po piwie, fakt, że na końcu tej ulicy jest domek, ale nie tego sąsiada. Ten burdel butelkowo-śmietnikowy tuż za jego płotem oczywiście mu nie przeszkadza, przeszkadza mu tylko mój pies. Teraz to za bardzo nie mam gdzie go wyprowadzać. A w ogle to jest dyskryminacja, bo ja z psem nie mogę chodzić bo sra, ale facet z wnukami może chodzić, choć one się drą w niebogłosy, a mnie to do szału doprowadza. Zła jestem, bo nic w tym kraju nie jest dobrze zorganizowane. Chcę, żebym sprzątała, to niech postawią kosze na to - będę sprzątać. A u nas wszytsko robi się zakazami. Bo tak najprościej. A ja mam w sobie już taki poziom agresji, że normalnie znieczulicy dostaję. Nie chce mi się nikomu pomagać i coraz mniej rzeczy robi na mnie wrażenie. Dziś jechałam w autobusie razem z kaleką. W Wawce jest taka moda - na skrzyżowaniach rozstawia się żebraków bez nóg, którzy jeżdzą na takich platforemkach odpychając się dłońmi od ziemi i ja właśnie z kimś takich jechałam. Patrzyłam się na niego i nic nie czułam. Kiedyś to by był koszmarny dla mnie widok. A teraz jeszcze ponieważ wiem, że to jest biznes zorganizowany, że datki kalekom zabierane są przez wschodnią mafię, a oni sami dostają tylko na życie to nie daję im nigdy ani grosza. W ogle uczucie współczucia, litości czy chęci pomocy coraz częściej się pojawia u mnie w stosunku do zwierząt, a nie do ludzi, bo do nich to głównie agresja. Był taki film "Upadek". Ja czasem też mam ochotę wyjść na ulicę i rozwalić parę osób. Tak po prostu.
czwartek, 30 marca 2006
Film z trasy koncertowej Stonów jednym tchem. Ja jednak nie mogę się ich wyprzeć :-))). 
Siusiek dziś w nocy, bo przewrócił obrazy, które stworzyły nad nim dach i nie mógł uciec - dopiero ja go rano uwolniłam. Uśmiałam się z głupka :-).
Wczoraj wieczorem przyszedł J. Musiałam wypatrywać go przez okna około godziny, bo dzwonek mi nie działa, a on komórki nie ma. Pogadaliśmy, pooglądał moje prace - zupy chce wystawić w dawnej mojej pracowni (powiedział Teresce, że się zastanawiam czy pokazywać prace w jej pracowni i to ponoć podziałało na jej dumę osobistą) na jakimś pokazie w czerwcu. Zaprosił mnie na sobotę na pokaz swojej pracy (jeśli ktoś jest zainteresowany zobaczeniem jej proszę o kontakt - podeślę zaproszenie). Wypiliśmy wino. A potem on stwierdził, że jest uzależniony od TV, kazał mi przynieść jakieś posłanie przed monitor i położyliśmy się i kazał mi włączyć kanał z dziwkami (udało mi się znaleźć taki, gdzie leciała dobra muzyka - same hity, a na panny nie patrzyłam. Było dziwnie. Chyba ani on nie tego oczekiwał, ani ja. Conajmniej 3krotnie chciał zrobić coś, czego ja nie chciałam. Wyszedł przed szóstą, a ja jeszcze godzinę spałam na podłodze, bo do łóżka już nie opłacało mi się przenosić. Jakoś tak dziwnie. Nie wiem co czuję. I się cieszę i płakać mi się chce. I jakoś to ogólnie bez sensu jakoś. Niby kocha, a nie kocha. Niby chce być ze mną, ale ma U. .Niby przychodzi obejrzeć prace, a zostaje na noc. Niby przeprasza, ale za chwilę znowu to robi, bo to akurat go podnieca. Ale koty go polubiły :-). Dziwnie się czuję, jakaś taka nijako-kopnięta. 
środa, 29 marca 2006
To przychodzę z rana do pracy i widzę jakiegoś obcego faceta pod drzwiami do mojego biura, a tu się okazało, że internet padł i chłopcy dzielnie walczą ze złościwościami przedmiotów martwych. Ze 2 godziny trawała walka. Ubawiałam się, bo w międzyczasie odbierałam telefony - a sam prezes firmy firmy dostarczającej nam net przyszedł naprawiać - i podsłuchiwał co mówię. A gdy usłyszał, że chcę zamknąć firmę (swoją działalność gosp., ale tego akurat nie słyszał) to bacznie mi się przyjrzał. Generalnie widać było, że słucha aktywnie tego co mówię :-). 
wtorek, 28 marca 2006
Wstępnie się umówiłam z J., że jutro do mnie wpadnie, ale nie potwierdził. Więc zadzwoniłam dziś, żeby się upewnić, bo jeśli wpadnie, to muszę sprzątnąć. No ponoć wpadnie. Ale kurcze czy nie mógłby mi tego potwierdzić? urgggg!!!
a Teksańska Masakra - obrzydliwa, aż mi się niedobrze zrobiło. na prawdę. brrrr
Zniknęłam z życia na kilka dni, najpierw przez targi, potem przez awarię sieci, dziś wieczorem chyba powoli udało się osiągnąć stabilizację, choć ja sama czuję się jak na chaju. W nocy bardzo źle mi się spało, bo śniło mi się, że sieć padła. W dzień o mały włos a stracilibyśmy dane księgowe. Po każdym restarcie komp wolniej pracował. Ale chyba w końcu udało się przewalczyć cholernego antywirusa, który tyle namieszał (dla wiadomości G. z którą wczoraj konferowałam jak usunąć ten cholerny program - dziś się dowiedziałam: więc najpierw trzeba wpisać jakieś tam polecenie w start-uruchom i ok, potem trzeba z 3 różnych stron pościągać programy odinstalowywujące, zainstalować je i odpalić, potem wykonać reset, potem usunąć kilka katalogów, w tym jeden w trybie awaryjnym i ponownie wykonać reset. super. gratuluję twórcom programu inwencji twórczej). Z wrażenia tak mnie zmuliło, że oglądając jedną z gazet o projektowaniu, przeżyłam szok, bo zobaczyłam reklamę IKEI - a reklama trumien do składania w domu, z odpowiednio dobranym materiałem w środku. Zastanawiałam się kto puścił taką reklamę w Polsce-kraju zaścianka i zacofania, przecież zaraz zlinczują IKEE (że taki produkt może być, to akurat mnie nie zszokowało :-)), a dopiero po dobrych kilku minutach zorientowałam się, że to projekt reklamy jakiegoś tam studenta :-). I w tym całym stanie, gdy w kiosku zobaczyłam na DVD Teksańską Masakrę Piłą Mechaniczną, to od razu zakupiłam i zaraz obejrzę :-). Hehe. 
poniedziałek, 27 marca 2006
cenzury i coraz bardziej odiotycznej. Dziś czytałam o napaści na właścicielkę zakładu fotograficznego, bo na witrynie wystawiła zdjęcie nagiego dziecka (około 2 lat) i prawie została oskarżona o pedofilę.
A przed chwilą to:
Z 90 tys. egzemplarzy miesięcznika "Sukces" została wycięta nożykiem do tapet jedna strona - ta z felietonem pisarki Manueli Gretkowskiej

Według naszych informacji poszło o następujący fragment: "Jeśli pisarz brzydko kłamie, rozczarowani czytelnicy mogą go ukarać, nie czytając i nie kupując jego książek. Polityk ciskający wyborcze iluzje, łgający podczas kadencji jest oszustem. Czy równie bezkarnym co artysta? Tu nie chodzi o rymy i metafory, ale o decyzje, którym będziemy się musieli podporządkować. Po wyborach nie mamy już żadnego wyboru. Ani żadnej kary".


No dla mnie ta myśl jest oczywista, ale jak widzę nie dla wszystkich...

Miałam dziś coś niecoś napisać jeszcze o mojej babci i naszych stosunkach (widzę, że temat wzbudził dyskusję), bo zarówno wczoraj jak i przedwczoraj pisałam bardzo zmęczona i być może zbyt emocjonalnie do tego podchodziłam, ale dziś dzień zmiażdzył mnie psychicznie :-/. Około 16 wywaliłam wszystkich z biura, żeby poczyścić kompa (jestem serwerem, więc każdy reset mojego urządzonka wyłącza innych z pracy). Walczyłam 3,5 godziny i dupa i nic. I jutro muszę dzwonić do pomocy technicznej i ogólnie nie wiem co się będzie dalej działo. I strasznie się zdenerwowałam, że się zwaliły różne rzeczy. O formacie mowy nie ma, z wyżej podanego powodu. Więc jutro kolejny wieczór walki mnie czeka :-(. A jak wróciłam niedawno do domu to nie mogłam się połaczyć z netem, jak już się w końcu udało, to nie mogę się teraz połączyć ze swoimi kontami. Masakra. Nienawidzę jak sprzęt nie działa.
niedziela, 26 marca 2006
Dziś zmęcznie większe, najstroje gorsze i obrót gorszy. W pewnym momencie do stoiska podeszła osoba o znanej mi twarzy, przywitała się, ale jakoś nie skojarzyłam w pierwszym momencie. Dopiero po chwili olśnienie, że to dawna moja przyjaciółka, która nagle z dnia na dzień zerwała znajomość i zniknęła, potem pojawiła się po pół roku na moją osiemnastkę i zniknęła znowu, aż do dziś. Rozmowa nie kleiła się, ja mam jakiś może nie żal, może nie niechęć - nie wiem jak to określić, jakieś negatywne emocje związane z K., za jej nagle zniknięcie i wypięcie się na mnie i moją rodzinę, która w tym czasie sporo jej pomagała, wlącznie z pracą i kasą. Ona sama była cicha, zgaszona i jakaś taka inna. Bo to chyba tak: czasem się zastanawiałam, co u niej słychać, ale tak na prawdę nie miałam ochoty jej spotkać, bo to już zakończona znajomość i nie ma sensu do niej wracać.
Potem wieczór u babci. Oczywiście wzajemne docinki ojca i babci. Nie mam już na to siły. W tle cały czas włączony telewizor - Taniec z gwiazdami, potem Uwaga, potem Pod napięciem - nic z tego nie oglądam na codzień. /W Pod napięciem sprawa zamordowania żony i 2 córek przez ojca-despotę. Oczywiście prawo nic nie mogło zrobić. Oczywiście - Polska właśnie. I to tak w klimacie poprzedniej notki - właśnie o tym pisałam, o przemocy rodzinnej. I o tym, że należy uciekać od tokscycznych ludzi. Wiem, że łatwo jest mówić co by się zrobiło na czyimś miejscu, ale jak to mawiał J. grzech zaniechania jest największym grzechem. Dlatego uważam, że to co się stało z babcią stało się poniekąd na jej życznie, bo nie odeszła od dziadka.

A ze strony o kolorach aury - o mojej aurze tak piszą:
FIOLETOWY - Kluczem otwierającym drzwi do możliwości fioletowych jest zrozumienie ich zdolności widzenia świata, który ma nadejść. To właśnie oni potrafią zobaczyć roślinę która jutro wyrośnie z ziarna zasianego dzisiaj. Najtrudniej jest fioletowym nauczyć się żyć bez poczucia winy. Uczucie to powodowane jest samokrytyką, każącą im robić wszystko lepiej i szybciej od razu! Przynosi to wyrzuty sumienia tak silne, że niemal paraliżujące. Tajemnicą dla nich pozostaje pytanie co robić, aby przyszłość widzieć jasną, aby przyszłe błędy stały się mniej ważne, a pozytywne wizje bardziej wyraźne. Wydają się silni, pewni siebie i samowystarczalni, ale w rzeczywistości wcale tak nie jest. Pełni są zwątpienia w siebie, ponieważ często stają się obiektem naśmiewań, gdyż z reguły wyprzedzają swój czas. Dlatego też starają się ukryć uczucia. Zachowują dystans, aby w ten sposób się bronić. Tak naprawdę ich uczucia są głębokie, a oni sami drżą z namiętności. Są bardzo inteligentni. Są krytycznymi myślicielami, posiadającymi zdolność uogólniania i prawidłowej oceny. Tworzą nowe idee i mają wrodzony talent badawczy. Są teoretykami. Zadowala ich wypróbowywanie modelu przez innych. Wystarczy im samo wymyślanie idei. Nie interesuje ich praktyczne wykorzystanie pomysłu. Przypuszczają, że jeżeli tylko zobaczą coś w swoich wizjach, to znak, że pomysł i gotowy produkt są tuż zaraz za linią horyzontu, gotowe stać się rzeczywistością. Mają wysoko rozwiniętą uczuciowość i doskonałą intuicję. Zazdrośni o wszystko i wszystkich, którzy wchodzą między nich a ich źródło uczuciowego bezpieczeństwa - nawet o własne dzieci. Mogą być dominujący, wymagający i egoistyczni. Czerwony, zielony, a zwłaszcza złotobrązowy to kolory, do których pasuje fioletowy.
sobota, 25 marca 2006
Cały dzień na targach. Zmęczona jestem i jakaś taka wypluta. Nie lubię targów, bo raz, że wyciągają całą energię, a dwa, że ja jako mało towarzyska osoba nie lubię rozmawiać z ludźmi, zwłaszcza głupimi. Pytania w stylu: Czy te preparaty się dobrze sprzedają? doprowadzają mnie do ataków szału: Nie proszę pani, my tu tak charytatywnie stoimy, bo nie mamy co robić w życiu. I najgorsze jest to, że nie mogę tego powiedzieć, tylko muszę walić gładkie teksty. Kolacja w pizzeri, a ja się oszukałam, bo zmeinili kartę i wydawało mi się, że odnazłam moje ukochane bakłażany z serem rozgonzolla, a tymczasem dostałam pizzę z bakłażanami i dość się zdenerwowałam, bo oczywista błąd mój, ale mimo, że mieszkamy w Polsce, to potrawy nazywają się po włosku i w karcie nie ma wyraźnego rozróżnienia co jest pizzą a co normalną potrawą. (dodatek specjalny dla restaratorów: twórzcie czytelne menu, bo inaczej klienci będą źli). A wieczornie już padając na pysk i półmyśląc obejrzałam Doktor D. i jej werdykty dotyczące śmierci powierzonych jej ciał. Powala mnie czasem głupota ludzi. Matka, która miała żywiołowe dziecko wychodzące samo z kojca, założyła na łóżeczko metalową kratę, którą dziecko podważyło głową, ale utknęło między kratą a ramą łóżeczka i udusiło się. Jakim  to trzeba być debilem?...
A do tego wszystkiego zostawiłam telefon na stoisku i mam nadzieję, że jutro jeszcze tam będzie.
I wredna wnuczka ze mnie. Wczoraj zadzwonił ojciec, że babcia kilka dni temu miała urodziny, ale nie robiła, bo chora i teraz w niedzielę robi obiad. Czyli jutro, padnę na ryj jej na stole. Ale być muszę. A wredna jestem, bo nie pamiętam o jej świetach, ale i kontaktu nigdy nie miałayśmy dobrego. To znaczy ona owszem dobrą osobą jest, ale jej Śp. mąż, a mój dziadek to kawał skurwysyna był. Zniszczył i jej życie i ich dzieciom i może najbardziej tragikomiczne, także sobie. Z babci zrobił praczko-pomywaczkę, ciągle jej wymyślał, że jest głupia, niektóre opowieści z jej życia przerażają mnie, jak
 np. gdy złamała nogę i poprosiła go o pomoc, on stwierdził, że nic jej nie jest i poszedł sobie. Więc ona dowlokła się jakoś do telefonu i wezwała karetkę. Nie wiem, może to inne czasy były wtedy, ale gdyby to był mój facet, to już by nim nie był. I na dodatek (bo wredna ze mnie baba) bez prawa widywania dzieci, bo taka moralność paczy. Historii takich było wiele. Wiem, że babcia padła ofiarą dziadka, ale nie mam z nią wspólnego języka, nie mogę jej wybaczyć, że nie uciekła od dziadka, a wręcz przeciwnie wspomagała go. A  nie mogę jej tego wybaczyć, bo on mojego ojca doprowadził do choroby psychicznej, a mojego stryjka (brata ojca) do emigracji w dość dramatycznych warunkach. Babcia w swojej głupocie zawsze wspomagała dziadka. A  ja myślę, że i dla niej i dla jej dzieci najlepiej było by uciec jak najdalej od tego człowieka. Teraz babcia jest dla mnie ofiarą dziadka, ale dobrowolną ofiarą. A ja sama nie wiem co czuję. Ale na pewno nie mamy ze sobą zbyt wiele wspólnego, bo ja bym o swoje dzieci walczyła bardziej i mocniej niż tylko zasłanianie ich przed pasem ojca (ach! to słynna opowieść babci, za co ją szczególnie nienawidzę, że taka bohaterska była i zasłoniła swoim ciałem mojego ojca przed przywaleniem pasem mojemu ojcu - co za głupia krowa!!!).
Jej uległość i głupota doprowadziły ją do tego, że żaden z synów jej nie szanuje, mąż całe życie nią pomiatał, a ja? lubię ją, ale nic po za tym. I to jest chyba w tym najgorsze. Powinnam ją kochać, a prze tyle lat nauczyłam się jej nie nienawidzieć i nawet lubić...
piątek, 24 marca 2006
W pracy szybko się uwineliśmy z towarem targowym. Ja dodatkowo cały czas wałczyłam ze skanowaniem komputera i przeskanowany przez Nortona Antivirusa wykazał, że jest czysty jak łza. Niestety Panda wynalazła 17 wirusów, 39 spyweerów i jeszcze jakieś oprogramowanie hakerskie. Niestety Panda była tylko online i wykasowała tylko wirusy, więc w poniedziałek czeka mnie spacer po zakup oprogramowania. Ustawianie stoiska poszło nawet dość szybko. Na tyle szybko, że udało się zrobić także zakupy, a po powrocie do domu obejrzeć dwa odcinki "Szpitalu Królestwa". Wcześniej widziałam pełen metraż i jest to chyba jeden z nielicznych filmów, który powalił mnie na kolana. A teraz na AXN leci serial. To już nie to samo, bo w serialu nie ma duńskich i szweckich aktorów, a są jacyś angielsko-amerykański. Sam szpital też ma zmienioną postać - nie jest to już moloch, kilkupiętrowy, ale za to długi i przysadzisty, w serialu to raczej coś na kształt pałacu kultury. Antagonizmy między narodem duńskim i szwedzkim przemieniono na anogoznizmy między lekarzem z bostonu, a jeszcze nie wiem dokładnie czy inną częścią Ameryki czy z Anglią. Serial niezły, ale film o niebo lepszy poprzez swój skandynawski klimat, język, aktorów (dość charakterystyczni, ale żedne tam hollywood). W serialu pojawiła się postać mrówkojada, którego ulubionym powiedzieniem było: Mrówki lizać :-). A ciekawam jak będzie wyglądać Bractwo Kurka :-). 

Wieczór w Składzie Butelek na pierwszym z 3 wieczorów poświęconych Białorusi. Na początek film z pogrzebu pisarza białoruskiego - wszystko kojarzyła mi się z mantrą, bo film bez tłumaczenia na polski napisy angielskie były dla mnie nie widoczne, wsłuchiwałam się w język białoruski, tu akurat jednostajny, nie zniżany, nie podnoszony, tak samo brzmiący przez pół godziny. A na ekranie pochody ludzi. Jak w mantrze - taki sam obraz, taki sam dźwięk. Potem koncert Kasi Kamockajej. W stylu Jacka Kaczmarskiego . Zaangażowanie, ale bez rewelacji i tu przydało by się dobrze znać język. I na koniec wieczoru Żmicier Vajciuskievic. To dopiero głos. Nie spodobał mi się z początku, bo grał publicznością i zgrywał się, ale jak zaśpiewał to pełen respekt. To jak Władymir Wysocki. Aż zakupiłam płytę. Generalnie wieczór wart przeżycia :-). A jeszcze białoruskie placki ziemniaczane ze śmietaną kusiły, ale nie dałam się uwieść :-). Ale kurcze smakowicie wyglądały :-).





A jak wróciłam do domu, to dopadł mnie kot sąsiadów i wparował razem ze mną do domu. Chcąc nie chcąc musiałam albo go wywalić za drzwi, albo spróbować oddać właścicielom, wybrałam to drugie, więc delikatnie zapukałam. Po chwili usłyszałam: Co? Koty? potwierdziłam i drzwi się otwarły na centymetry, kot wbiegł do domu, a ja się uśmiałam, co zauważyłam, że pani domu już w pidżamie. Gdyby nie zareagowała kot (zgodnie z jej zaleceniem) wylądował by na dworze :-) ).
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 8
Tagi
statystyka