Choose your future. Choose life.I chose not to choose life: I chose something else.
czwartek, 30 grudnia 2010
łosoś w zachęcającej promocji :)

Ach w głowie szaleństwo :) I oby się pozytywnie tylko działo, bo coś sobie zaklinam :).
A w mediach coraz więcej o roku 2012 i końcu świata. Tak mnie zastanawia, a gdyby tak wylądowali kosmici, i to wylądowali spektakularnie, tak, żeby się tego nie dało ukryć - co i jak podawałby media? Wyobrażacie sobie wiadomości, a tu pani spikerka mówi: "Na Ziemi wylądowali Kosmici"?
Czysty odlot :) Aż chciałbym to przeżyć.
środa, 29 grudnia 2010
muzyka z Ostatniego kuszenia Jezusa nie działa zbyt relaksacyjnie, a pamiętam czasy, gdy doskonale odprężała kręgosłup.
Bukowski i tam mi się przypomniał ten utwór, też fantastyczny :)
czwartek, 23 grudnia 2010
Robię zakupy świąteczna z mamą i rozmawiam z nią o zakupionych prezentach. Mówię, że dla babci zakupiłam zająca (przemyślałam sporo rzeczy: zegar decoupeage - za małe cyfry, ramka do zdjęć - nie wsadzi zdjęć, fajny kalendarz, ale jakiś nowatorski, skoro nawet ja nie zrozumiałam jak działa, ona tym bardziej, szal - tuż po nowym roku wyjeżdża do ciepłych krajów, biżuteria - stopniowo oddaje mi cała swoją). Więc kiedy oglądałam tak produkty w sklepie z prezentami w większości tandetne, kiedy dostrzegłam tego zająca, wydał mi się idealny.
Więc mówię do mamy, że kupiłam dla babci zająca i słyszę na dwugłos zakrzyknięte pytanie: Zająca?! Pierwszy głos należał do mojej mamy, drugi do przypadkowego faceta, który akurat stał obok. Więc potwierdzam, że zająca, ale się bronię, że to nie jest ozdoba świąteczna, tylko figurka porcelanowa. Zarówno mama, jak i facet padli ze śmiechu. Facet, aż dosłownie wdał się w rozmowę, tak go to rozbawiło :).
A ja zostałam bez prezentu, więc babcia dostanie Porto i anioła z czekolady. A zając doczeka do Wielkanocy u mnie.
Tak, żółty M&Ms ze mnie.
wtorek, 21 grudnia 2010
kiedy to zakochałam się w pewnym facecie, ale, że on był na nie, trzeba było zapomnieć o tym, zanim palnik rozpalił się do czerwoności.
Została jednak mi pewna piosenka :)))  A kiedy jej słucham, robi mi się tak kurcze, miłość to piękne uczucie, a ci którzy go zaznają, są w pięknym wymiarze. Szkoda, że mi nie jest dane spotkać kogoś dla siebie.


A dziś nowy kontrahent podrzucił wydruki i kurka :))) dawno tak przystojnego faceta nie widziałam na żywo :)). 
niedziela, 19 grudnia 2010
Uwielbiałam bazar na stadionie dziesięciolecia. Przemiana bazaru w obiekt sportowy boli mnie do dziś, bo bazary uwielbiam, a sport jest dla mnie czymś kompletnie nietrakcyjnym. 
I odwiedziłam dziś nowe miejsce bazarowe na Maryswilskiej. Całkiem fajnie, nawal są sklepy z wietnamską żywnością. Tylko, że daleko. No cóż, wiem, grzeszę, ale dla mnie kopanie w piłkę, jest tak głupie, że bazar z wietnamskimi tajnikami w centrum Wawy jest dużo bardziej wartościowszy, niż stadion.
Ponoć rodzice w dziecięctwie mówili mi, że jest ktoś taki jak Bóg, ale że się nie przyłożyli do tego, pierwsze moje spotkanie ze szkołą podstawową i innymi dziećmi zaowocowało szokiem. Każdy wiedział, że Bóg jest, że Bóg kocha i że Bóg rozlicza. A ja nie znałam żadnej, nawet podstawowej modlitwy. I nie miałam pojęcia, że Bóg istnieje. Pamiętam do dziś, że nie rozumiałam, co mi inne dzieci mówiły: jaki wszechmocny??
Przez całe lata rosłam poza wiarą.
Z rozrzewieniem wspominam koleżankę, która rysowała mi jak się trzeba żegnać i pisała słowa modlitw.
Paradoksem pierwszą płytę CD jaką w życiu miałam to był soundtrack do "Jesus Christ Superstar". 
I z latami coraz bardziej się zastanawiam czy coś się za tym kryje. Nie potrafię w nic prawdziwie uwierzyć, a jednocześnie czuję, że w coś trzeba wierzyć.
A jednocześnie muzyka robi na mnie tak mocne wrażenie, że czasami dałabym się za nią zabić.
piątek, 17 grudnia 2010
komentującego "rewelacyjne" doniesienia mediów, o tym, że Dorn przyszedł do sejmu pijany

środa, 15 grudnia 2010
Obejrzałam dziś film "Apostoł". Fascynujący wielokrotnie, raz, że przedstawiał życie pewnego kaznodziei, któremu odwaliło. Dwa, że w ataku szału i zazdrości zabił kijem beisbolowym kochanka żony. Trzy, że zupełnie to na nim nie zrobiło wrażenia i żył jak gdyby nic. Cztery, że założył nowy kościół, oczywiście w oparciu o miłość do Jezusa i dekalog. Pięć, że u nas nie ma aż tak sekcyjnych kościołów, i tak jak u nas jest przegięcie z "moja wina, moja bardzo wielka wina" i że za wszystko trzeba się kajać, tak tam była przesadna radość i entuzjazm człowieka niezrównoważonego emocjonalnie. 
A tak zobaczyłam, że religijny film, to chciałam tak przed świętami :))) Bo mi brakuje filmów z przesłaniem. 
wtorek, 14 grudnia 2010
zamawiamy chińskie jedzenie na dostawę, że często następują pomyłki, sprawdzamy dostawy. I dziś też, widać, że sporo brakuje. Pojemniczki z potrawami popakowane w siatki, przy panu inkasującym kasę sprawdzam, co przywiózł, chcę już iść po nożyk do rozcięcia torebki, a pan wręcza mi niezłą klingę do podrzynania gardeł :)) Padłam :)
Okienka pracują jak chcą, panie się snują po zapleczu, a klientów masa. Do nieczynnego okienka, ale przy którym siedzi sobie pani, podchodzi starszy pan i pyta, czy może wysłać list, bo mu ciężko stać. A pani wesoło na to: To pan usiądzie!
lol
/poza tym wszystkie miejsca siedzące były zajęte, ale ktoś się zlitował i ustąpił panu/
Wczoraj Wigilia dla znajomych, masa ludzi, którzy myślę, że dobrze się bawili :) A dziś wernisaż mojego dawnego nauczyciela. Gwarny, dużo luda, ale jakoś tak nieskładnie, nie było z kim pogadać, nie było z kim piwa wypić później, a nawet za bardzo z kim wina wypić wcześniej, więc dość szybko się zmyłam.
A i nowy tekst miesiąca: Dzwonię do firmy sprzedającej kartki świąteczne z nadrukiem. Pytam o dany wzór - nie można kupić. A bez nadruku? - też nie można. Widzę na stronie, że mają w magazynach jeszcze 2750 kartek, więc dopytuje: na pewno nie można bez nadruku kupić? I słyszę: Nie, nie można. Sezon na kartki zamknęliśmy 10 grudnia. Hmmm. Socialismus or muerte? Czy co?
sobota, 11 grudnia 2010
W piątek poszłam na wernisaż mojego dawnego nauczyciela rysunku i przy okazji wieloletniego przyjaciela (?) - dobrego znajomego (?) - kogoś z kim łączy mnie wiele nieokreślonego :). I tak się złożyło, że przyszło też wiele osób których nie widziałam od lat, a z którymi przeżyłam świetne czasy w pracowni i świetne plenery. I wieczór miał wielką magię, bo byliśmy jakby o 10 lat młodsi. Na ciemnej, zimnej klatce piliśmy wino i rozmawialiśmy 
(bo palacze teraz na wygnaniu). Byliśmy znowu młodymi, tworzącymi ludźmi. Byliśmy dobrze zgarną paczką, która świetnie się bawiła i w pracowni i przy piwie.
Przy okazji dowiedziałam się, że jakiś mój wosk został odnaleziony w tajemniczych okolicznościach (choć trochę brzmiało jakby został skądś ukradziony), ja się miałam o tym w ogle nie dowiedzieć, a obecnie wisi u byłego mojej dobrej znajomej i dobrze im służy :).
Do tego któryś z moich obrazów oddany na charytatywna aukcję, też zaczął swoje nowe życie. 
No i dostałam "konieczne" zaproszenie na przyjście na wernisaż mojego innego, dawnego nauczyciela. Na niego i na jego żonę trochę zła byłam z różnych względów, ale ostatecznie wybaczenie jest cnotą, a 10 lat wspólnego czasu też robi swoje. Więc idę :). 
czwartek, 09 grudnia 2010
Nowa odsłona Facebooka okazała się dość niemiła dla mnie, dotychczas można było pisać normalne posty, a teraz można zamieścić tekst do 433 znaków. A więc witaj kochany blogu ponownie :)
 
1 , 2
Tagi
statystyka