Choose your future. Choose life.I chose not to choose life: I chose something else.
poniedziałek, 29 grudnia 2008
Kiedy kilka dni temu szukałam jednej z płyt, pomyślałam, że już dawno nie słucham wielu z nich, bo ostatnio tylko mp3 w kompie grają u mnie. No i wykrakałam, bo nieco później padł mi system. Komp w serwisie od kilku dni, a weekend spędziałam przy swoich dawnych płytach. Trochę to jak podróż w czasie. A uzależnienie od netu jest. Wciąż patrzyłam na czarny monitor i myslałam: "jak to możliwe, że jeszcze nie włączyłam kompa?" i dopiero po chwili myśl: "a no tak, komp w serwisie."

Przykra wiadomość o śmierci Macieja Kuronia. W komentarzach internautów, że żarł tłusto, to i sam o śmierć się prosił. I to, że młodo zmarł pokazuje tylko, jak jego kuchnia była niezdrowa. I nawet ktoś napisał: "świeć panie nad jego tuszą". Internauci sobie lepiej radzą z tematem śmierci, niż ja. Dobrze by było wiedziec, co jest po drugiej stronie.
czwartek, 25 grudnia 2008
Stwierdziałm, po prawie 2 dobowym odpaleniu kompa i sprawdzeniu poczty. Raptem 3 spamy, a normalnie w ciągu jednego dnia ze 20 tego syfu :-).

Czas mi się zawirował mocno, bo dni długie. Wczoraj po raz pierwszy od kilkunastu lat Wigilia z ojcem, do tej pory widywaliśmy się w pierwszy lub drugi dzień świąt. I pierwsza moja Wigilia z jego kobietą. Znam ją już od dobrych kilku lat, ale tak ze świętami bywało różnie z naszą wspólną obecnością. Potem przyspieszona Wigilia rodzinna - ze strony mamy. W tym roku prawie każdy w rozjazdach, bo sporo było podwójnych i potrójnych spotkań.
Nocnie pasterka, i sama nie wiem jak ją opisać. Bo teraz to mam mocny okres zwątpienia, poszukiwania wiary w siebie, pewności i niezależności również od śmierci (jakkolwiek by to zabrzmiało). Pytania (zresztą zadawane smutnym głosem): "Czy się radujemy z narodzin Jezusa?" niepokoiły mnie. A dalszy wywód o tym, czy wygłaszający mowę ksiądz chciałby być na miejscu Józefa i Marii pozostał dla bez pointy. I raczej z tego wynikło dla mnie, że narodziny Jezusa to wielkie szczęście, ale wtedy, gdy spotyka innych...
Nocnie już wizyta u G&G, choć ja juz padałam. I mam ten jakis głupi problem, że mi się czasem włącza jakieś takie ostateczne myślenie i łzy same mi leca do oczu z jakiegoś takiego egzystencjalnego niepokoju, którego do końca nawet nazwać nie umiem.
Podczas tego dnia miałam okazję zjeść 3 barszcze czerwone z 3 rodzajami uszek. I tonę innego jedzenia. To przeciwwaga dla egzystencjanych lęków. Przejedzenie 3 stopnia.
Pierwszy dzień świąt też rewolucyjny, bo obiad u ojca, ale z jego kobietą, która dotychczas unikała tego typu sytuacji. Może to było spowodowane zachowaniem babci, która nigdy nie przestała do niej mówić per "pani", a może z innych powodów. Teraz babcia na antypodach-starych nie ma w domu, można szaleć.
Kobieta mojego ojca postawiła mi też horoskop. Zapowiada się dość pozytywny rok 2009. Do marca mam mieć swoje jazdy (swoją drogą ona nic o tym nie wie, nawet moi przyjeciele nie znają ich dokładnie), a potem ma być przełom i bardzo pozytywna jesień. Ustabilizowanie mieszkaniowe też ma nastąpić (na czym bardzo mi zależy, a M. też nie wiedziała, że mieszkam w wynajętym i choć uwielbiam to mieszkanie, zwyczajnie się boję, że któregoś dnia zostanę na lodzie).
A dla Was wszystkich niezastąpiąny Billy Mac
środa, 24 grudnia 2008

Niesamowity reprotaż obejrzałam dziś na Kulturze, o Francuzach, którzy nakręlili obrzędy Woodoo Czarnej Afryki. I sami brali w nich udział, facet nienawidzący krwi pod wpływem narkotyków odgryzał kurom głowy, a jedna  z apaniem weszła w śpiączkę siedmiodniową. Niesamowite, jak głęboko dotarli, nagrali obrzędy unikalne na skalę światową.

A potem reportaż z Kasią Kozyrą. Praca „Marzenia się spęłniają” z Drag Queen, a chociaż ja uwielbiam Drag Queen, nudziło mnie to. Motyw, że kiedy Kasi (czyli zapewne Drag Queen) obicinają członka,  a ona zaczyna śpiewać Ave Maria, przerysowany.

Brakuje  mi chyba tuperamtu, bo ¾ tego co oglądam, nigdy bym nie pokazała pod swoim nazwiskiem, bo wstyd  mi by było. A ludzie pokazują.

.

 

niedziela, 21 grudnia 2008
W grudniu nie zapłaciłam jeszcze za swoje dziecko w fundacji Freespirit, a oni mnie o nic nie upominają i trochę mnie to martwi, bo ja jak to ja, zawsze podejrzewam wielkie teorie spiskowe i czemu nie mam od nich żadnego zapytania w tej sprawie? Wciąż mam wrażenie, że zarząd fundacji nad tym kompletnie nie panuje.
I od razu uprzedzę wielce logiczne pytabnie: a czemu ja się jeszcze zajmuję tą fundacją - bo Kinga zrobiła na mnie ogromne wrażenie.
Nigdy nie jadłam skorzonery ("Wężymord" - takie podobno polskie szparagi), więc jak ujrzałam w markecie, to od razu zakupiłam. I mam com chciała! Obieranie tego trwało chyba z półtorej godziny, a dłonie mam pomarańczowe jakbym farbowała tkaniny. W smaku niezłe, choć zdecydowanie nie warte tej ilości pracy. No ale com spróbowała, to moje.
Bo co roku coraz ciężej z tą choinką. Dziś wraz z mamą dopadłyśmy takie piękne drzewko, ale wielkie i cieżkie, jak do domu to przytachałyśmy i potem na drugie pietro wciągnęłyśmy, to pół godziny ziałyśmy jak smoki. Ciosanie pieńka do stojaka i stawianie choinki też nieźle dało nam w kość :-).
No ale już stoi trzymetrowe bydle, lubię takie wielkie :-).
sobota, 20 grudnia 2008
najlepszego :-)

Mama wpada do mnie: "Kto się chyba dusi!", wychodzę na korytarz, rozrzucone jakieś leki, bo akurat gdzieś je niosła, a kota po prostu sobie kaszlał, biedak :-).
piątek, 19 grudnia 2008
że otrzymałąm 13 wiadomości to był sam spam, żadnej wiadomości od znajomych. Żle z moim życiem towarzyskim...
czwartek, 18 grudnia 2008
już umieszczona na kolejnej belce pod sufitem, obok zeszłorocznej :-) Lubię jemiołę, choć nigdy na mnie nie spadła, a na moją koleżankę owszem. I powiedziała wtedy, że kocha Alice Coupera (a dla niej Alice to jak dla mnie Mick), i kiedy to powiedziała, spadła na nią jemioła. (a ja sama nie czuję jak rymuję) :-)
Moja jeszcze nie spadła:

środa, 17 grudnia 2008
W ostatnim czasie kupiłam kilka nowych ubrań i butów i dziś od rodziny usłyszałam komplement, że "zaczynam wyglądać jak kobieta". Super, to wcześniej wyglądałam jak troglodyta? :-) Ale cóż się dziwić, skoro źródłosłów mojego imienia pochodzi od słowa: barbarzyńca, to czego się po mnie spodziewać? :-)
Niedawno słyszałam pewną historyjkę, o facecie, który wciąż się czymś martwił i wciąż powtarzał żonie, że napewno coś złego się wydarzy. I kiedy umierał w wieku 120 lat po jakiś 80 latach zamartwiania się, powiedział do żony: "Widzisz, mówiłem, że się stanie coś złego."
Ja też taka jestem, wciąż się czymś zamartwiam, wciąż coś mnie niepokoi. I nawet babski sposób, czyli kupno nowych butów nie poskutkowało.
poniedziałek, 15 grudnia 2008
W mojej pracy pobliskim papierniku sprzedaje dwóch facetów. Zauważyłam ostatnio, że jeden z nich daje mi duże zniżki, brałam to na karb bycia stałym klientem. Drugi facet nigdy nie dał mi żadnej zniżki i ceny na fakturach były czasem naprawdę bardzo różne. Powiedziałam to w firmie i wpółpracowniczki radośnie stwierdziły, że "zniżkowy" facet sie pewnie we mnie zakochał, a szefowa, że ten "bezzniżkowy" pewnie mnie naciąga. Ot punkt widzenia zależy od punktu siedzenia :-).
to podstawa. Pamiętam parę lat temu moja mama przywiozła z Czech specjalne banany do smażenia (nie te żółte co je u nas sprzedają na każdym kroku, ale takie bardziej w stronę ziemniaka idące). Wrzuciłam je wtedy na patelnię i wyszło coś wielce ohydnego. I jakiś czas temu w "Boso przez świat" Wojciech Cejrowski pokazał jak usmażyć tego typu banany. No i dziś się w końcu zebrałam (bo nabyłam już ponad tydzień temu) i usmażyłam. I są na prawdę smaczne. Mnóstwo eksperymentalnych potraw wyrzucam, bo czasem wychodza tak kosmicznie ohydne, że nie dają się zjeść, ale dla takich chwil warto ryzykować.
niedziela, 14 grudnia 2008
i nagle czytam reklamę na szybie i czytam, i czytam, i czytam, bo nie wierzę. A oczy to miałam tak wielkie, że nawet podróżujący ze mna Niemcy mi się przyglądali mocno. Bo ja nie mogam uwierzyć, że można wygrać "darmowe leczenie i pogrzeb". Na stronie internetowej owej apteki skromniej, ale też można wygrać darmowy pogrzeb. Kto chętny na ten konkurs? :-)))))

 
1 , 2 , 3
Tagi
statystyka