Choose your future. Choose life.I chose not to choose life: I chose something else.
niedziela, 30 grudnia 2007
Wczorajszy cały dzień przygotowywałam konkurs sylwestrowy, a dzisiejszy robiłam ziemniaczki na jutrzejszą noc. A wieczornie ojciec poczuł rodzicielską potrzebę i wręczył mi prezent wigilijny - Dzienniki Virginii Woolf. I poszliśmy też do kina na "Złoty kompas". Niezły film, świetna animacja, w treści trochę skomplikowany i dość brutalny jak na film dla dzieci. Gdy jeden miś urwał drugiemu szczękę, aż mnie zmroziło, a co dopiero dzieci.

A czy ktoś wie jak się nazywa, albo gdzie można znaleźć obrazek wysyłany przez NASA w kosmos - te postacie mężczyzny i kobiety?
piątek, 28 grudnia 2007
też tak skończę, ale ryczałam ze śmiechu oglądając ten film :-)))
ten koleś co kserował monitor, albo ten z gaśnicą, albo ten co rozwalił telefon :-))))

Amerykanin Chet Fitch zmarł w październiku, w wieku 88 lat. Krewni i przyjaciele na Święta otrzymali od niego kartki z życzeniami. I adresem zwrotnym: "Niebo".
Kartek w sumie było 34. - Poprosiłem Szefa, żebym mógł się wymknąć i powysyłać trochę kartek. Z początku się nie zgodził. Nalegałem jednak i w końcu powiedział "No dobrze, na litość boską, idź, ale nie baw tam zbyt długo" - pisał Fitch.
Pozdrowienia kończą się słowami: "Pewnie spotkam się z wami (z niektórymi wcześniej, niż się spodziewacie). Życzę wam naprawdę radosnych świąt. Chet Fitch". Okazało się, że kartki z zaświatów były żartem, który Fitch przygotowywał przez 20 lat wspólnie ze swoją fryzjerką Patty Dean.


Niezłe poczucie humoru :-)))).
czwartek, 27 grudnia 2007
Buerlecithin w prezencie dla mnie nikogo nie zdziwił, ale za to płyty z muzyką z reklam bardzo. A wedle mnie to powinno być na odwrót. Ja jakaś dziwna jestem czy co :-)?
środa, 26 grudnia 2007
co nam dziś odstawił mój pies nie sądziłam, że jeszcze coś mnie mnie spotka złego. Wieczorem jednak okazało się, że Rudasek opusił nas na zawsze. A wzięty był z różnicą 4 dni z moim psem.

to miał być obiad rodzinny. A zaczęło się od sztabu kryzysowego, czyli co zrobić z psem, który nie może wstać, a jak już wstanie nie może usiąść. O spacerze nie ma mowy, bo są schody po drodze. Z rana było źle, ale na wieczór pies znowu chodził. Bosh, co za decyzje.
wtorek, 25 grudnia 2007
""(...), a Fidel* wygłosił swoje zdanie na temat konieczności wzmożenia dyscypliny, aby uniknąć wszelkich niebezpieczeństw, jakie mogą wynikać z zaniedbań względem niej. Ponadto ogłosił, że trzy wykroczenia: dezercja, niesubordynacja i SIANIE DEFETYZMU będą kartane śmiercią."

To ja bym w jego odziale nie przeżyła za długo ze swoim pesymizmem :-))).

*Castro
U rodziny. Tona jedzenia, ciast wchłonięcia już odmówiłam. Prezenty z listy prezentowej, więc mało zaskoczenia. Jedne co nas ubawiło to maszynka do mięsa w prezencie dla mnie i mojej mamy. A nasz żart, gdy mama dała mi  Buerlecitinę przeszedł bez echa, a myślałam, że taki prezent conajmniej zdziwi :-).
Potem pasterka w kościele na Dewajtis. Dość klimatyczny pomysł z zapalanami w kościele świeczkami - Światełkiem z Betlejem, które otrzymał każdy wierny. I oczywiście kto otrzymał opłatek w kościele? Z całej naszej piątki, jedyny poganin, czyli ja :-))). Potem pół godziny u Uzupia, które przeciągnęło się w dwie i pół godziny. I największa zabawa, czyli dowiezienie świeczki do domu. Jazda o 4 nad ranem 40 na godzinę. Desperacka próba zagrania w Lotto (z polecania mojej mamy) w środku nocy nie powiodła się, bo kolektury czynne do 21:30. A gdy wsiadłam z powrotem do samochodu, Alleksadra ze śmiechem zauważyła, że na stację benzynową to chyba ognia nie można wnosić, a my ze świeczką :-). W dalszej drodze minęli nas trochę zdziwieni policjanci i kierowca autobusu, który widząc nasz slalom czterdziestką miedzy dziurami niechybnie pomyślał, że mamy nieżle w czubie :-)). Zajechałyśmy do domu Alleksandry, by ona odpaliła sobie swoją świeczkę od mojej, bo jej zgasła w ferworze drogi. I w końcu ja u siebie w mieszkaniu kombinując, coby tu zrobić, by świeczki nie gasić, ale też i nie pilnować jej przez cały czas (bo podobno ma się palić 48 godzin) wstawiłam ją do szkalnej misy i do wanny, żeby było daleko od wszelkich łatwopalnych rzeczy. Bo choć niby światełko z Betlejem, bo jednak strzeżonago Pan Bóg strzeże. I tak oto o 5 rano padłam do łóżka :-).
poniedziałek, 24 grudnia 2007
Za "Nieznanym Światem":
"Podczas 29-dniowego strajku lekarzy w Izraelu w roku 1973 liczba zgonów okazała się najniższa w historii, a liczba pogrzebów zmalała w tym okresie o prawie 50%. Gdy w 1976 w Bogocie w Kolumbii przez 52 dni nagle zabrakło lekarzy, liczba przypadków śmiertelnych zmalała o 35%. Podobne zjawisko zostało zaobserwowane w Los Angeles i w 1978 w Wielkiej Brytanii."
niedziela, 23 grudnia 2007
założyłam kolejnego bloga: z moimi rysunkami z tabletu. Nie uważam ich za szczególne rewelacje, ale ponieważ tak łatwo zgasnąć postanowiłam je opublikować. Bo co mi przyjdzie z trzymania ich na dysku? A tak, może kogoś ucieszą.

A w ogle to dziś rozwiązywałam test, że do kolorów dopisywało się imona osób (m.in.) i ja przy czerwonym napisałam siebie i się okazało, że od osoby przypisanej do tego koloru zależy moje szczęście. Czyli moje szczęście zależy li tylko ode mnie. I fajnie i zupełnie niefajnie.
sobota, 22 grudnia 2007
Z muzeum w brazylijskim Sao Paulo skradziono dwa obrazy - Pabla Picassa i brazylijskiego malarza Candida Portinariego - o szacowanej wartości 100 mln dolarów - podały źródła w muzeum i policja.
Na nagraniu z kamery przemysłowej widać, jak złodzieje chwilę po godz. 5.00 rano wchodzą do muzeum głównym wejściem, przy którym nie było strażników. Cała kradzież trwała trzy minuty, po czym złodzieje opuścili budynek. Według doniesień medialnych oba płótna wisiały na drugim piętrze, a złodziei było trzech.

Fajnie..., ..., ... .
Chyba z pół godziny wpychałam wraz z mamą choinkę do samochodu, bo nijak wjeść nie chciała. Ale w końcu udało się :-)). No i właśnie już stoi w stojaku, wielka 2,5 metrowa i rozłożysta. Rewelacja! :-))
 
piątek, 21 grudnia 2007
ode mnie dla Was :-)))

Dziś w pracy Wigilia. A ja przyznam, że już mnie zabija ta ilość jedzenia i jego konsystencja. Bo ja przyzwyczajona do bułek orkiszowych, chudej wędlinki i wołowiny. A tu śledzie w śmietanie, z serem, majonezem i inne cuda. Żołądek oszalał. I organizm przy okazji też.
A poza tym wciągnięta jestem przez tablet i prawie codziennie rysuję. I do tego nic ambitnego, bo dopadła mnie popkultura i fascynacja jej tragicznymi bohaterami.
czwartek, 20 grudnia 2007
Z "Marketingu przy kawie":
Kto chce dostać na gwiazdkę rozjechanego zwierzaka z wnętrznościami na wierzchu? Nowa firma zabawkarska Road Kill Toys ma nadzieję, że są chętni. Oceniając po popularności ociekających krwią kreskówek i innych niby-dziecięcych akcesoriów – prawdopodobnie się nie zawiedzie.

Na firmowej stronie Road Kill Toys można zakupić szopa pracza imieniem Twitch, który chyba nie jest w najlepszej formie.
Ślad po oponie, krew i wnętrzności, które zamek błyskawiczny na brzuszku pozwala nam zapakować do środka. I tylko wyłupionego oczka nie da się już schować. Twitch kosztuje 25 funtów i jest dostępny w Wielkiej Brytanii od końca listopada. Do pluszaka dołączona jest historia jego tragicznego zejścia. Na razie oferta ogranicza się tylko do wspomnianego już szopa, ale wkrótce dołączą do niego: królik, wiewiórka, łasica, lis i jeżyk.

 
1 , 2 , 3 , 4
Tagi
statystyka