Choose your future. Choose life.I chose not to choose life: I chose something else.
niedziela, 30 listopada 2008
Wczaraj dwukrotnie karty nie dały sobie rady ze mną, taki mam pieprznik w głowie, że nawet wróżby nie są w stanie nad tym zapanować.
A chciałabym zaśpiewać za Mickiem:
time is on my side

"Czas jest po mojej stronie, tak jest
Czas jest po mojej stronie, tak jest

Zawsze mówisz,
Że chcesz być wolna
Ale przybiegasz z powrotem
Powiedziałaś, że ci się uda, kochanie
Ale przybiegasz z powrotem
Robiłaś to wiele razy wcześniej
Wracałaś do mnie

Oh, czas jest po mojej stronie, tak jest
Czas jest po mojej stronie, tak jest

Szukasz dobrych czasów
Ale zaczekaj i zauważ,
Że wrócisz do mnie
Nie muszę się już martwić
I tak wrócisz do mnie
Spędzę resztę życia z tobą, kochanie
Wrócisz do mnie

No dalej, dalej, podpal miasto
I kochanie, rób to, czego pożąda twoje serce
Pamiętaj, że zawsze będę w pobliżu
I wiem, wiem,
Jak już ci to wiele razy mówiłem,
Że wrócisz do mnie, kochanie
Bo wiem, wiem,
Że zapukasz do moich drzwi,
Taak, zapukasz do moich drzwi

Cóż, czas jest po mojej stronie, tak jest
Czas jest po mojej stronie, tak jest

Bo ja darzę prawdziwą miłością
Taką, której potrzebujesz
Wrócisz do mnie
Powiedz, że wrócisz, kochanie
Wrócisz do mnie
Nie zawsze mówię, że to zrobisz
Ale wrócisz do mnie
Nie muszę się już martwić

Tak, czas, czas, czas jest po mojej stronie, tak jest..."
sobota, 29 listopada 2008
"one wife is not ennough"
a w moim życiu
"one life is ennough too much"
punkt widzenia zawsze zależy od punktu myślenia.

piątek, 28 listopada 2008
Stałam sobie dziś na światłach, a moje myśli krążą ostatnio wokół ostatecznych tematów i pomyślałam nagle: czy to jest możliwe, żeby anioły w ogle istniały? I kiedy tylko skończyła się ta myśl, pani stojąca obok mnie gwałtownie, ale bardzo serdecznie zapytała mnie, gdzie może kupić bilety na tramwaj. I spojrzała mi się w oczy. I zobaczyłam najbardziej niesamowite oczy jakie kiedykolwiek widziałam, tęczówki jasno niebieskie w ciemne szare plamki ok 3mm. Wyglądało to niezwykle (tęczówki zazwyczaj mają jeden stały kolor). Pokazałam pani kiosk dokładnie w przeciwnym kierunku, w którym szła, a ona radośnie i ochoczo się tam udała.
zawsze się budzę z kacem moralnym. Czemu ja taka jestem? Czemu mnie nie cieszy to że żyję, tylko jest to dla mnie jakiś okrutnym żartem? Wszystko rozpieprzone, całe to moje głupie życie. Wszystko bez sensu.
Popełnić samobójstwo w wigilię, to się nazywa coś.
czwartek, 27 listopada 2008
czyli dalsza częśc korespondencji między mną ii zadającym pytanie z poprzedniego wpisu:
On: "powiem ci ze kilka razy  zalatwilem sobie ram zmialem tekst ze potrzebuje dla  znajomej na podmianke do badan do pracy , i tak nawet jedna w sumie ladna studentka medycyny mi zalatwila po prostu podjechalem na miasto z pojemnikiem i  zalatwilem to sobie zrobila, ale jak jej rok pozniej powiedzialem co z tym zrobilem to powiedziala ze nie chce mnie znac i sie obrazila na mnie:)   Uśmiech, radość, zadowolenie., raz na gumtre napisalem i jedna dziewczyna sie odezwala za 20  tez sobie zalatwilem, pozniej ponalem taka 19 ktora tez za 20 zeta wiele razy zalatwiala jakie tylko chce czy po piwie czy normalne, z rtym ze piwo musialemz nia wypic:)   Uśmiech, radość, zadowolenie."
Ja: "znaczy nic nie rozumiem zbierasz mocz? czy jak"
On: "pozniej kilka lat nic zero, a pozniej stwierdzilem ze na czacie popisze ze to kupie albo pozaczepiam ludzi mowiac wprost( od ciebie nic na razie nie chce tylko rozmawiamy) zeby bylo jasne,
a i takie historie byly, ze w sumie tak rozmawialismy jak my, ale spotkalismy sie nieraz  na zywo, i jakos kobieta mniej wiecej tez w twoim wieku, bo tak kolo 33-35 po prostu po posiezdeniu w knajpie za free zalatwila, po prostu z ciekawosci,  bo nie wierzyla ale powiem ci ze reakcje byly  tych ludzi rozne i  100% pozytywne  niektore po jakims czasie ale pozytywne , niektroe osoby mialy satysfakcje ze docenilem  cos tak w sumie , nie przydatnego, a niektore napisaley mi albo pod czas rozmowy pozniej wyszlo ze nawet to podobno troche podniecilo te osoby , dlatego ze zrobilem cos tam z ich rzecza, z tym to tyle w sumie a jak ty to widzisz  pewnie okropne dla ciebie jako kobiet."

O rety, jakby doszło co do czego to on chce pić mój mocz, z tego co zrozumiałam. Mocne nawet jak na mnie. Ale ot, moje szczęście to właśnie, chcę poznać kogoś normalnego, a poznaję pijacza moczu.Porażka, i chyba tylko w moim stylu.


"mam takie troche dziwne pytanie, w zasadzie chodzi o rzecz przyziemna, ale osobista, mianowicie czy zwracasz uwage na taka rzecz, konkretnie na to jaki sposob oddajesz mocz krotko miwiac sikasz czy glosno czy cicho? , pozniej ci napisze czemu pyta"
Tak oto zaczęła sie moja nowa znajomość na tlenie. Niezłe pytanie na dzień dobry co?
środa, 26 listopada 2008
Oglądam z mamą "Przystanek Alaska" w pewnym momencie pada kwestia: "Mężczyźni myślą tylko dwoma rzeczami", ja dopowiadam: "kutasem i jedzeniem" i z filmu pada zdanie:"penisem i żołądkiem". Tiaaa, ja ujęłam to nieco dosadniej :-).
W  Sympatii na profilu każdej osoby można jej zadac pytanie i zarówno pytanie, jak i odpowiedź są widoczne w ogólnym view profilu i można sobie zobaczyć np. coś takiego:

Ja jestem trochę ekshibicjonistą (jak zresztą niemal każdy blogowicz), ale mimo wszystko wydaje mi się, że jeśli już ktoś musi takie rzeczy wiedzieć, to może o to zapytać w wiadomości, a nie tak oficjalnie. W końcu opowiedź świadczy o właścicielu profilu, ale pytanie o zadającym pytanie.
Po kilku latach przerwy zalogowałam się ponownie na Sympatii. Już kurcze odzwyczaiłam się od pisania do facetów. To ciągłe myślenie jak pisac listy, żeby nie wyjść na zbyt dziwną, zbyt niedostępną, zbyt łatwą, zbyt intelektualną, zbyt zimną, zbyt dziką, zbyt mało atrakcyjną, żeby nieodstraszać (pamiętam jak kiedyś pewnemu ogrodnikowi napisałam, jaką to radość sprawiło mi karczowanie ogrodu (co robiłam zresztą raz w życiu i akurat właśnie wtedy i facet się strasznie przestraszył, że mu ogród zdewastuję) i żeby jeszcze w tym wszystkim być sobą. 
Wnosimy zakupy do domu, wszystko już w modnych obecnie siatkach ekologicznych, na klatce spotykamy sąsiada i śmiejemy się, że teraz zakupy robi się po amerykańsku, ale my to juz z 10 mamy tych siatek ekologicznych, a on nam na to, że on to ma już dobre pół metra. Prawdę mówiąc ja nigdy nie pamiętam, żeby je zabierać ze sobą na zakupy i jak widać nie tylko ja.

W firmie u nas z powodu poważnej choroby jednego z pracowników wszystkich dopadło poczucie śmiertelności i strachu. Dziwna to atmosfera i wyzwala za dużo złych emocji i choatycznych ruchów, bo każdy się zastanawia co to będzie, jeśli ktoś z nas umrze. Poczucie śmiertelności na wyciągnięcie ręki.
Chociaż w życiu piękne są tylko chwile.

"Kiedy byłem mały
Pytałem co to życie, pytałem co to jest życie mamo

Widzisz życie to ja i Ty
Ten ptak to drzewo i kwiat
Odpowiadała mi."

niedziela, 23 listopada 2008
Dziś przeczytałam, że żyrafy są zagrożonbe wyginięciem i nie ma już prawie tych zwierząt żyjących na wolności.
Przykra sprawa. Nie wiedziałam, że jest aż tak źle.
sobota, 22 listopada 2008
Jak co roku pijamy z panią matką, w tym roku też. Swoją drogą ciekawe, że takie cienkie wino doczekało się swojego swięta.
A w skrzynce mailowej taka wiadomość:
"Hello girls!
W przyszlym miesiacu z mlodszym bratem
odwiedzimy Polske, organizuje spotkanie.
Oboje mieszkamy w Cambridge.
Szuka dziewczyny, brak mu smialosci.
Chce mu pomoc w szukaniu.
Przechodzi kryzys lat 30-tu.
Wyskocz na dzien lub dwa w gory.
Wez kolezanke i dobry humor.
"
Ja też przechodzę kryzys lat trzydziestu i dlatego mu nie odpowiem. W końcu po co mi kolejny pojeb? :-)))
czwartek, 20 listopada 2008
Kurwa, dostałam maila od fundacji, w której mam afrykańskie dziecko w adopcji - maila pełnego chaosu, z którego wynika, że fundacja nic nie wie, co się dzieje z jej pieniędzmi, bo Afrykańczycy piszą maile w swoim własnym angielskim, czyli w jezyku dla domyślnych. Mail od fundacji pełen jest skopiowanych angielskich tekstów (a drażni mnie to mocno, bo ostatczenie nie każdy zna angielski i według prawa to jednakoż maile powinny być po polsku) i wskazywał na poważne problemy finansowe.
Zabrzmiał bardzo dramatycznie, na tyle, że wstrzymałam się z kolejną opłatą na dziecko. Na moje zapytanie, co ta wiadomość (mail fundacyjny) oznacza dla mnie (posiadacza dziecka w adopcji), oczywiście brak odpowiedzi. Cóż...

Ps. Bo ja rewizorem jestem - tak mi się przypomniało, że na pierwszym zjeździe fundacji na pytanie" po co przyjechałam?" odpowiedziałam, że, chciałabym się dowiedzieć, co konkretnie fundacja będzie robić i w czym mogę pomóc. Usłyszałam, że chcę być rewizorem. Najwyraźniej do dziś mi to nie przeszło, bo teraz znowuż nie chcę wydawać swoich pieniędzy w błoto.
środa, 19 listopada 2008
Pamiętam jak kiedyś wracałam z liceum i ulicą z naprzeciwka szedł dziwny facet, gadający do siebie, podskakujący i wymachujący rękami. Wystraszyłam się go i zawróciłam, żeby uciec przed nim i jakaś kobieta zatrzymała mnie i powiedziała, żebym się nie bała, bo on jest chory (nie pamietam już, ale jakaś pospolita choroba typu cukrzyca) i chodzi na obiady do pobliskiego kościoła. Pamiętam to uczucie rozczarowania, że nie wiem takich rzeczy ze szkoły, że uczą jakiś głupot typu budowa widłaka, czy ile krów było w danym roku w danym województwie - wiedzy, która jest kompletnie nieprzydatna w normalnym życiu, a nie dają wiedzy, która pomoże żyć.
Dziś w sklepie ewidentnie chora psychicznie kobieta klnęła jak diabli i jakiś facet zwrócił jej uwagę, żeby brzydko nie mówiła. Nie rozumiał, że racjonalna rozmowa nic nie da, bo ta osoba jest chora i nie myśli racjonalnie. Jedna z ekspedientek się śmiała z wariatki, bo nie wiedziała jak reagować, albo może choroba wydawała się jej śmieszna.
To powinno być w szkole, jak żyć w społeczeństwie, a nie wykuwać na pamięć rzeczy, których po 10 latach i tak się nie będzie pamiętać.
 
wtorek, 18 listopada 2008
Nie wiem czemu, ale conajmniej od 3 miesięcy myślę obsesyjnie o śmierci, o tym, że umrę, o tym, że umrą moi rodzice. Z natury jestem tchórzem (wbrew pozorom) i bardzo mnie to niepokoi (nie, że jestem tchórzem, ale co będzie potem). A dziś mama zaczęła ze mną rozmowę o tym, co będzie, kiedy ona umrze, Kto przejmie jej wiedzę - liczy na mnie, ale nie jest to coś co mnie interesuje, a na siłę nie zamierzam się uczyć. Urodziłam się nie w tej bajce, nie w tym kraju i nie wiem co będzie w przyszłości. I nie chcę o tym myśleć, bo nie wierzę w plany, ani proroctwa. Będzie co przyniesie życie.
 
1 , 2 , 3
Tagi
statystyka