Choose your future. Choose life.I chose not to choose life: I chose something else.
piątek, 30 listopada 2007
tylko jedna wróżba. Z powodu Kitty nie miałam ochoty (i myślę, że nie tylko ja, ale może to błąd, sama nie wiem jak te emocje opanować) na większą imprezę, ale lania wosku sobie nie odmówiłam. W końcu wosk to moja miłość artystyczna. Wyszedł mi profil indianina, a kilka dni temu śnił mi się długowłosy mężczyzna adorujący mnie :-))).

A chcąc być na czasie próbowałam obejrzeć trzecią część "Władcy pierścieni", ale dla mnie nuda. Wyłaczyłam się po godzinie, trudno, nie będę trendy (czy jak to się to teraz mówi) :-). Wolę Harrego, choćby mnie ktoś od czci i wiary odsądzał. :-)
które mi się spodobały:

"Nigdy nie jest za późno ożenić się lub utopić."
Czas Cyganów

"Człowiek rodzi się i umiera samotnie."
Wszystko albo nic
czwartek, 29 listopada 2007
w reżyseri Emira Kursturicy obejrzałam. Muzyka świetna. A cała reszta budzi mój głęboki sprzeciw: sprzedawanie dzieci, robienie z dzieci żebraków, wtykanie kobietom zdrady w przypadku ciąży, bicie, poniżanie, obrażanie. Nigdy nie lubiłam tego narodu i ciekawa jestem co chciał przez swój film wyrazić Kusturica, bo chyba nie pochwałę tego narodu. Film pozostawił na mnie bardzo przykre wrażenie cyganów jako ułomnego narodu. Co niestety (a może i stety) jest zgodne z moim wyobrażeniem o nich.
środa, 28 listopada 2007
Siedzę ja sobie przed komputerem, a tu za moimi plecami wybuch światła, aż się przestraszyłam, a to kartonowy klosz z lampy spadł i nagle żarówki buchnęły żywym światłem :-). Przy okazji wyszło, że jedna jest spalona :-).
którzy chcą pogodzić religijne podejście do życia z konsumpcjonalizmem Matell wypuścił laleczki: Marię i Jezusa :-)

Wczoraj wieczorem źle się poczułam żołądkowo i padłam dość wcześnie do lóżka. I chyba z tego wszystkiego śnił mi się jakiś fajny długowłosy facet, który mnie mocno adorował :-). A potem na ulicy mijało mnie jakieś małżeństwo, które wzięło mnie za obcokrajowca, tylko po wyglądzie. Pomyślałam sobie we śnie, że muszę to koniecznie opisać na blogu jako fajną anegdotkę i wtedy uświadomiłam sobie, że to przecież we snie było, a nie naprawdę :-).
wtorek, 27 listopada 2007
Fajna zabawa - na podstawie prostego testu strona wyłania twojego dajmona, którego można zabrać w świat wirtualny. Utworzonego dajmona można pobrać z internetu, ale trzeba dostać zwrotnego maila, ja wciąż czekam na swojego.
Dajmon to zwierzątko, w kórym zamieszkuje dusza człowieka, gdy jest poza jego ciałem. Ciekawy sposób na reklamę filmu :-).
poniedziałek, 26 listopada 2007
el comendante

zaraz będę palić :-)))
niedziela, 25 listopada 2007
Poszliśmy więc na cmentarz tam pozostawić chwilę refleksji i może życzenia? Jednej rzeczy zabrakło mi w jej pogrzebie. Na pogrzebie mojego dziadka mowę nad grobem wygłaszał jego obozowy kolega i na koniec ryknął na pół cmenatrza pewne słowa, których u Kitty mi zabrakło. Choć ja może staroświecka jestem, ale tak sobie pomyślałam, jeśli chodzi o mojego dziadka, dla mnie to było tylko ładne pożegnanie (nigdy się nie lubiliśmy), a przy Kitty chciałabym by na prawdę tak było.

Cześć Jej Pamięci!
Dziś nastąpiło przepakowanie się do nowego portfela. I czego to ja nie znalazłam w starym! Masa, w większości już nieauktualnych wizytówek dawnych znajomych. Pamiątkowa wizytówka z Kreta-Bar przywieziona z wykacji na Krecie. Karta poświadczająca przynależność do "Who is who". 2 nieaktualne karty bankowe i 2 aktualne :-). Zdjęcie Stevena Tylera, Alana Rickmana i święty obrazek podarowany mi przez Alleksandrę. Rentgen zęba. Słonik na szczęście, który dostałam od jakiegoś sprzedawcy z Allegro. Numer mieszkania Jarka podany mi przez niego pewnej nocy, bym po piwnym spotkaniu przyszła do niego na noc :-). Zdjęcie Jarka z młodości. Mapka jak dotrzeć do ośrodka Harre Kriszna. 3 wróżby chińskie - moja ulubiona: "Działaj i nie bój się niezrozumienia. Samotny, łatwiej niż grupa, znajdzie towarzysza podrózy. A Ty odnajdziesz szczęście." i podwójnie otrzymana: "Najlepsze wciąż przed Tobą. Nie obawiają się nowych wyzwań, one przyniosą Ci sukcesy."

Pół dziesiątki, które znalazłam kiedyś pod drzwiami domu, gdy jeszcze mieszkałam w Raszynie. Kolekcjonerska moneta z Tadeuszem Makowskim - moim ulubionym malarzem (i ulubionym tak naprawdę tylko za jeden obraz - autoportret z ptaszkiem). Moneta znaleziona podczas wakacji w Grecji i prawdę mówiąc, myślałam, że będzie Alleksandry, bo leżała tuż przed nią i tak pięknie zalśniła odbiciem słońca, jak najczystsze złoto. Ale Alleksandra przeszła nad nią i moneta trafiła w moje ręce. Kilkanaście obcych monet wydanych mi omyłkowo w sklepikach, gdy mieszkałam na Saskiej Kępie - dzielnicy, w której mieszka dużo obcokrajowców.

A myślałby kto, że portfel służy do noszenia pieniędzy na zakupy i ewentualnie dokumentów :-). A u mnie, jak w całym moim życiu same przedmioty pamiątkowe :-) Bo z pieniędzy to tylko 20 zł i 20 $, o których zapomniałam, a zostały mi z wyjazdu na Ukrainę.


Wszystko z zaskoku - nagły telefon od ojca, że może się spotkamy. Chwila w Złotych Tarasach, w zasadzie bieg wokół sklepów. 5 minut w Hard Rock Cafe, w których odkryłam gitarę Keitha Richardsa :-). Potem pożegnalny obiad u babci, bo we wtorek wylatuje do Australii. Na obiedzie jacyś jej znajomi, którzy mówili coś o tym, że ja, mój ojciec i córka tych państwa, jesteśmy czystej rasy. Nie wiem o co chodziło i chyba nie chcę wiedzieć, bo takie deklaracje źle mi się kojarzą.
A wieczór już u G&G spędzony na oglądaniu starych zdjęć i filmu z dawno utraconego majątku rodzinnego. W mojej rodzinie majątki przepadły dawno i wiedza o nich jest średnia, tym bardziej cieszy, że Uzupio ma jakąś wiedzę w tym temacie.
sobota, 24 listopada 2007
ale dobrze mi zrobił obejrzany wczoraj film. Choć reżyser zapewne pragnął, by widzowie płakali oglądając żalącego się nad sobą męża, a ja się śmiałam, bo uznałam, że facet histeryzuje. Ale pomyślałam też, że dobrze sobie przenieść te obserwacje filmowe na moje życie. Bo ja też się często nad sobą użalam, a gdybym tak spojrzała na siebie z boku, to przecież jest całkiem nieźle :-).
piątek, 23 listopada 2007
Rzeczpospolita puściła teraz cykl filmów z Gutka. Obejrzałam dziś "Wszystko albo nic". Dobry film, choć dla mnie niewyobrażalne jak można mówić do mamy: odpierdol się" i słyszeć w zamian: "zamknij się". Poza tym zdrażnił mnie wydźwięk filmu, że facet to może spać do dwunastej i udawać, że ciężko pracuje, a kobieta musi utrzymać i dom i dzieci i siebie i mięża. Ja wiem, ja wredna feministka jestem. I nie kupuję płaczów faceta, że musi wstać o 8 rano do pracy, bo dzieci chcą jeść. Ale film polecam. :-)
Kupowałam dziś słonika na prezent. Gdy wzięłam do ręki jeden z oglądanych przeze mnie, dwa inne wywróciły się - nie wiem, czy krzywo stały, czy je trąciłam. I słyszę: "Kurwa! ja tym klientom normalnie ręce poucinam! Jest kartka: towar podaje sprzedawca? Jest kartka? No czy jest kartka?" Patrzę się na sprzedawczynię i mówię, że nie widzę, ale może jest. A jej się gęba nie zamyka. Powiedziałam jej, że gdyby się coś zniszczyło, to bym jej za to zapłaciła. A ona mi, że nie o to chodzi. To kurwa o co chodzi??! Powiedziałam jej, że gdyby nie to, że potrzebuję w tej chwili tego słonika, to bym nie kupiła. A ona mi pyskuje o dbaniu o własny interes, więc jej odpowiedziałam, że nigdy więcej do niej nie przyjdę, a ona mi na to, że mogę sobie nie przychodzić. Po prostu chory kraj.
Rozmawiałam potem z innymi ludźmi i każdy ma takie wrażenie. Cała masa chorych sytuacji. Serwisant, który nakłamał mi, że naprawia mi drukarkę od ręki i na miejscu się okazało, że mają to w dupie i naprawią kiedy im się będzie chciało. Samochód, który stoi w warsztacie już dwa miesiące, bo się ubezpieczyciele przerzucają papierami. Firma kurierska, która robi wszystko, by klienci sami od niej odeszli.
Doszliśmy do wniosku, że Polacy teraz stosuja zasadę: Klient nasz śmieć.
środa, 21 listopada 2007
przyszły do mnie 3 płyty, na które czekałam już 2 miesiące: 2 koncerty Stonsów i film z Mickiem Freejack :-). Podobno jeden z tych koncertów jest doskonały i Mick w nim nawet rapuje.
 
1 , 2 , 3 , 4
Tagi
statystyka