Choose your future. Choose life.I chose not to choose life: I chose something else.
niedziela, 27 lutego 2011
Czasami od tych wszystkich używek, aż serce boli. A może boli od zrytego łba. Paliłam sobie na strychu i patrzyłam na te wszystkie moje książki, moje woski i moje obrazy. Na co to komu? :) Tylko trzeba nosić podczas kolejnych przeprowadzek. Stoją sobie na strychu i nikt ich nie ogląda. Woski są nawet rozpakowane i stojąc na prowizorycznych szafkach wiodą nawet jakiś tajemne życie, ale obrazy są ofoliowane i ustawione jeden na drugim.

Wciąż mam problem z tym, że żyję. Że istnieję. K. mi kiedyś napisał, że życie jest za darmo, więc trzeba się nim cieszyć. A ja jakoś nie umiem. Mój umysł wciąż galopuje po manowcach.

Pamiętam jak kiedyś pastor powiedział mi, że się cieszy, że umrze, bo wtedy będzie blisko Boga i będzie latał wokół Niego przez tysiące lat i śpiewał peany na jego cześć. A mnie to przeraziło. Przeraziło do tego stopnia, że miałam taką myśl, że może bym się ochrzciła w tym kościele, ale kiedy usłyszałam o tym lataniu i śpiewaniu od razu zmieniłam zdanie. Bo sobie nie wyobrażam latać przez tysiące lat wokół Boga i wciąż tylko śpiewać na Jego cześć. To musi być strasznie nudne i zabijać indywidualność. Już wolałabym od razu przestać istnieć.

Co robisz, gdy masz kłopot? - zapytała mnie znajoma, gdy usłyszała, że nie wierzę w Boga. Nic, staram się myśleć, że będzie dobrze. Ale generalnie płynę z prądem, jak martwa ryba.

Trochę się już przyzwyczaiłam do tego swojego dzikiego, straszącego, autodestrukcyjnego charakteru. Wciąż mi się wydaje, że nic nie jest takie jak powinno być, a ja tu jestem przez przypadek, i że na dodatek ja tak na prawdę mam zupełnie inny charakter, ale przez "rozrywki" dzieciństwa i czasu nastoletniego gdzieś to zostało zabite we mnie i leży gdzieś na dnie mojej duszy. Nie jestem tym, kim miałam być.

Nie ma o co walczyć.

Według Hare Krshna Ziemia to piekielna planeta, na której rodzą się ludzie nieposłuszni Bogu. Rodzą się oczywiście za karę, by odpokutować swoje grzechy. A ja tak sobie myślę, taki ze mnie buntownik, jak ze świstaka zwierz bojowy.

Nic się nie trzyma kupy. Dobrze by było, aby w tym roku udało mi się znaleźć jedną na tyle stałą daną, żebym mogła stanąć na Ziemi choć na palcach jednej nogi. I złapać równowagę.
poniedziałek, 21 lutego 2011
Koto się zastanawia


niedziela, 20 lutego 2011
Pamiętam lekcje rysunku u P.M., niesamowite, pełne pasji. Pamiętam bibliotekę P.M, z której wciąż korzystałam czytając różne artystyczno-narkotykowe dzienniki, które opisywały otumanione żywota. I muzykę, którą chłonęłam całą duszą.
Wierzyłam wtedy w tak wiele naiwnych rzeczy. Że uda mi się być malarzem, i to znanym. A nawet, że zrobię przewrot w sztuce :).
Jak wtedy w to wierzyłam!!! :)))
Czas i działania popłynęły nie w tym kierunku, w który trzeba. I na kilka lat się wyciszyłam zupełnie. Ale może teraz czas stanie po mojej stronie, i myśli, i emocje zaczną znów przyjmować widzialną postać :)).
Zazdroszczę niektórym ludziom swobody życia, mnie wciąż
 coś przygina do ziemi.