Choose your future. Choose life.I chose not to choose life: I chose something else.
środa, 28 lutego 2007
Węgierski film. Dziwny. Dobry. Specyficzny. I niedopowiedziany do końca. Metro i we mnie wywołuje dziwne emocje. Ludzie, którzy nim  jadą zawsze mają dziwne miny. 
Jakiś czas temu rozmawiałam z naszym magazynierem i on powiedział: "Niektórzy to są tak szurnięci, że oglądają film z oryginalnym językiem i z napisami. Wyobrażam to sobie pani?" Chacha :-) wyobrażam, bo sama tak oglądam. Za każdym razem, kiedy odpalam film, przypominam sobie jaka to szurnięta jestem :-).
Zaproponował na łamach Machiny Michał Witkowski. W swoim artykule napisał, że tak jak się teraz rozlicza ludzi z tego, że mieli pecha (szczęście?) żyć w PRLu, tak i nas rozliczą kiedyś z kapitalizmu. I ja się z tym dokładnie zgadzam. Ludzie mają pretensje do tego co było. To co jest, już nie jest takie klarowne. Moja siostra cioteczna jechała po Kwaśniewskim, że sobie mieszkanie za 1200 zł kupił, podczas gdy cena rynkowa wiadomo jaka jest. Ale to, że kaczor 45 000 zł na ogrzewaną podłogę wydaje to już jest w porządku. Punkt widzenia zawsze zależy od punktu siedzenia. A za 20-40 lat nas rozliczą z tego systemu i naszej milczącej akceptacji na niego.
Rozmawiałam przez telefon z klientką, podała swoej nazwisko dość niewyraźnie, poprosiłam ją o powtórzenie, a ona mi: "Pęczek, jak pęczek rzodkiewki" :-))).
Z rozkładu Tarota u Finetki wyszło, że do września nie czeka mnie nic ciekawego jak tylko praca :-(. Mało zachęcające do najbliższych miesięcy.  Ale za to piję dziś swoje ulubione wino La combe des oliviers
ma część mojej rodziny od tysiąc osiemset któregoś tam, kiedy to nasi przodkowie zmienili w nazwisku "ę" na "em" i "c" na "ń". Jeden z braci pod zmienionym nazwiskiem został w Polsce, a drugi, Napoleon zresztą (imię potem zmienił na Leon) uciekł przez Syberię do Ameryki i tam mu się powiodło, w Teksasie teraz już ponad 100 lat stoją latyfundia, których nie mamy jak dziedziczyć, bo mamy inne nazwisko.
A właśnie przed chwilą dzwoniła kuzynka, że ma problem z nazwiskiem, bo ma w papierach inne niż jej rodzony brat - ona ma "ń", a on "n". Dzwoniła zapytać jakiego nazwiska my używamy, bo nie wiedzą które jest prawidłowe :-).
wtorek, 27 lutego 2007
Wieczór z babcią, właśnie wróciła po pół rocznym pobycie w Australii. Oczywiście tona plot. Zapominałam od razu po usłyszeniu :-). Dowcip przejawiał dziś ojciec. Gdy powiedziałam, że we Wiedniu napadali na bank, babcia powiedziała, że też chce napaść. Na to ojciec: "Pójdziemy we dwójkę, ja się rzucę na podłogę, ty krzykniesz: to jest napad! A gdy będą mieli wątpliwości dodasz: Napad padaczki." A potem babcia mówiła, że pies stryjka ukradł jej szczękę, a ojciec dogadał: "I się pogryzły."  Prezenty: mama się prawie popłakała ze śmiechu, bo komplet do kąpieli (tani sam do kupienia w Rosmanie za 15 zł), bluzka dwa razy na mnie za duża i torba, taka jaką dodaje się u nas do gazety :-). A babcia oczywiście na mój widok zakrzyknęła: "Jesteś w ciąży?" O co to to, to nie. Absolutnie. Miło mieć rodzinę co to wytyka ci wady co? :-)
Poza tym przykre wieści o innych osobach: wylew, rak, odcięcie się od rodziny - złe wieści.
poniedziałek, 26 lutego 2007
Gdy pożyczałam ten film, usłyszałam: "Wcale nie jest taki przerażający". Oglądałam go z dziwnym nastawieniem i chyba całkiem nieprawdziwym. Mój chory mózg bowiem w oparciu o strzępy recenzji wyprodukował sobie własną teorię dotyczącą tegoż scenariusza. Że aktorzy w tym filmie zostali wkręceni przez reżysera, że nic nie wiedzieliże grają i że zostali puszczeni w las, a potem ktoś z ekipy filmowej zastraszał ich czarami i złą magią. Nie była to prawda, ale znacznie w moim przypadku wpłynęła na pracę wyobraźni. Mam tendencję do wczuwania się w role, więc film ten mnie nie zawiódł, mimo, iż nie był zgodny z moimi sadystycznymi wyobrażeniami :-). Fabuła jest prostsza - studenci kręcą dokument o legendarnej czarownicy, gubią się w lesie, w którm szalała i w końcu giną w tajemniczych okolicznościach. Cały czas stawiałam siebie na ich miejscu i wyobrażałam sobie, co bym czuła będąc zagubiona w środku lasu, gdy co rano pod namiotem znajdowałabym przedmioty woodoo. Bałabym się jak cholera :-). Dlatego film był dla mnie mocny. Zdjęcia doskonałe - taki dokument i mnie się marzy. Wszystko z ręcznej kamery, autentyczne, niestylizowane. I zagadka, jak w życiu, bez rozwiązania...
Chciałam dziś wyjśc z pracy koło 17, żeby odpocząć po stresie i kotle weekendowym, ale oczywiście nie dało się, bo zawsze "coś tam". Nerwy puszczały mi mocno. A w domu koty dostały po dupie i szlaban, będą musiały siedzieć zamknięte w swoim pokoju, bo nalały na stół. Trudno jest mi wytłumaczyć mamie, że mają ruje i nie jest to złośliwe zachowanie. To tak jakby karać kobietę, że ma okres. Poza tym wkurwia mnie to podejście. Kiedy braliśmy koty miałam 15 lat i nie miałam decydującego głosu. Chciałam owszem, tak, bardzo. Rodzice wtedy byli jeszcze razem. A potem odszedł ojciec. I z biegiem czasu opieka nad zwierzętami stała się coraz bardziej męcząca. Teraz koty są tylko MOJE, bo ojciec już z nami nie mieszka, a mama ma dość tego jak brudzą. Nagle to ja jestem wszystkiemu winna. "Bo to twoje koty". Nie, kurwa mać, to nie są moje koty, to są NASZE KOTY.

I zadzownili do mnie dziś z fundacji, która ponad miesiąc temu kontaktowała się ze mną w sprawie przekazania moje pracy na aukcję, ale jakoś zamikła nagle. Wolontariuszka, która się tym zajmowała, olała sprawę. Faaajnieeee.
Idąc do sklepu dostałam śnieżką od jakiś głupich bachorów. Oczywiście w plecy, bo z przodu odwagi nie mieli. 
niedziela, 25 lutego 2007
od mojej koleżanki przyszło dziś mailem. Adres ślubu:
Dublin, Irlandia, Polski Kinsulat przy 5 Ailesbury Road, dzielnica Ballsbridge.
Tiaaaa...
I przypomniało mi się dziś, że chyba wczoraj wróciła moja babcia po kilku miesiącach w Australii, ale nie mam siły dzwonić do niej dziś.

I wyszło dziś, że jestem brutalna, bo dla mojej znajomej film "Uciekająca panna młoda" to wspaniały, romantyczny film, a dla mnie to film o idiotce, która nie wie czego chce i zabawia się cudzymi emocjami i życiem. Film, który mnie potwornie zirytował głupotą głównej bohaterki. Dla mnie romantyczny film to "To właśnie miłość" czy "Rozważna i romantyczna".
sobota, 24 lutego 2007
tak sobie pomyślałam, gdy rozmawiałam z moją znajomą, której ja zazdroszczę bycie chudej jak patyk, a ona mi dużego biustu :-)).


I chyba jestem zmęczona, bo w wyszukiwarce zamiast "Jesus Christ" wpisałam "Jesus ChrUst".  :-))) Jesus Chrust - brutalne conieco.
Wczoraj mocna sytuacja stresowa, a dziś od 5 rano na nogach. A wieczornie bankiet, który zawsze bardzo lubiłam, a tym razem karaoke (w postaci ludzi którzy pracują w kotle (gorąco, sztuczne światło, niekończący się atak ludzi, brak jedzenia) przez 8-10 godzin to wierzcie mi, że trzeba wypić hektolitry, żeby wczuć się w ten nastrój) i kuchnia polska. W poprzednich edycjach była kuchnia meksykańska, chińska, inne ciekawostki i koncerty uznanych osób i zespołów. Ja wiem, że ja wybredna jestem ale dla mnie kuchnia polska - przaśne tłuste wędliny - kaszanka, kiełbacha, pasztetówka, pasztet, do tego rosół to żadne rarytasy. Jedne co to rybka dobra była. W całkowite zwątpienie wprowadził mnie jakiś facet, co się dosiadł do naszego stolika i wino lał dokładnie odwrotnie: czerwone do kieliszków do białego i białe do kieliszków do czerwonego. Ale obserwując tę konsekwencję zwątpiłam w swoją wiedzę, skonsultowałam się jednak z G. i jednak racja była po mojej stronie :-).  
piątek, 23 lutego 2007
jakie sa idealne wymiary kobiety?
1024x768*



*rozdzielczość monitora
Znów gorączka i do tego katar-gigant. Muszę wyglądać dziwnie, bo pan, któremu otwierałam drzwi do biura patrzył się na mnie jak na kosmitę. A weekend cały w pracy, więc dobrze by było wykurować się szybko. 
czwartek, 22 lutego 2007
"Aviator". Film na którym poniekąd byłam. Poniekąd, bo zaprosił mnie na niego jeden Francuz na randkę (jak mi się zdawało), ale zaprosił do kina, a nie na film. W połowie wyszliśmy. Wybyłam zszokowana i rośmieszona jednocześnie debilną sytuacją (facet chciał laskę w kinie). Kiedy potem rozmawiałam z nim, powiedziałam, że tak naprawdę powinien był wynająć sobie dziwkę, a nie umiawiać się w ten sposób na randkę, on mi rzekł, że dziwka nie pójdzie z nim do kina, bo nie ma na to czasu. Kosmos. Ale jutro kupię ten film i obejrzę go jak normalny człowiek :-).
Tytuł notki miał być inny, ale powaliła mnie notka, która pojawiła się dziś na moim blogu (usunęłam), a była pisana przeze mnie telefonem 14 lutego :-))). Tyle czasu szedł smeses.
A tytuł miał być: Dziewica?
Bo nie wiem na ile to prawda, ale dziś dotarła do mnie wieść, że w ciążę zajść można poprzez pocieranie narzadów płciowych o sobie, bez realnego stosunku. A jeśli się urodzi poprzez cesarkę, to błonę dziewiczą się zachowa. Tak to mi się jakoś skojarzyło z Marią Dziewicą.
Poza tym z pracy wyszłam dziś bardzo późno i nie mam siły na nic :-).
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5
Tagi
statystyka