Choose your future. Choose life.I chose not to choose life: I chose something else.
wtorek, 28 lutego 2006
Zadzowniła dziś jakaś pani z propozycją uzdatniania wody, ja jej mówię, że nie jesteśmy zainteresowani, a ona wsytękała z siebie: "ale, ale, ale dlaczego?" Zawsze mam wtedy ochotę powiedzieć: Bo nie! A co to kogo obchodzi, dlaczego nie? Nie i już. ALe grzecznie jej mówię, że już mamy i dziękujemy. A tu cisza w słuchawce. Więc po kilkunastu sekundach nadal mówię: dziękujemy. I nadal cisza. Więc odłożyłam słuchawkę (babka na pewno na linii była, bo słyszałam jej oddech). Czy to takie dziwne, że ktoś nie jest zainteresowany uzdatnianiem wody????? 
poniedziałek, 27 lutego 2006
"DOBRY WIECOR bardzo pzsyjemnie mi ze odpisalac. Z wielkom ohotom chcial bym cie poznat blizej . Co ty na to . milego wiecory pozdrawiam tieplutko nara . ALBERT."

Hmmm w zasadzie to chyba nic... choc moze powinnam cos na to???
takie rozmowy mnie przerażają:

on: poszedłęm do koscioła dominikanów
w zasadzie uratowałem sobie zycie
ja: ale w kosciele zimno
on: niw chciałbym zamarznąc
byłem tak siny jak nigdy w zyciu
dziwne przezycie
a drugiej w nocy mnie odratowali dominikanie
ja: co ty swirujesz czlowieku
nie ejzdzi sie bez kasy
on: załozyli na mnie koce jakies dali jesc
ja: trzeba miec jakis nocleg w zapasie
on: modlili sie

a ja w tym wszytskim...w zasadzie tylko płaczę...
Mój ojciec przez całe dzieciństwo bił mnie po głowie. A ja nie mam pamięci, przez co nie mogę się uczyć języków, ani żadnej innej nauki związanej z pamięcią, także historii sztuki. Zapomniałam tysiące rzeczy, których wiem, że się uczyłam. Czasem zapominam nawet po tygodniu. Zapominam nawet to co bardzo mnie interesuje. Zastanawiam się na ile to moje własne osobnicze cechy, a na ile fizyczny uraz głowy.
Proszę nie komentować notki, jeśli możecie...
znalazłam zdjęcie tej panny, o której pisałam jakiś czas temu:

niedziela, 26 lutego 2006
a to mi mój Micky wstydu przyniósł :-)) :

i literówka w ostatnim zdaniu :-)
Nie żyję. Ze stoiska zeszliśmy po 18, potem do magazynu rozładować towar.W domu byłam koło 20stej. Dziś masa ludzi - to dobrze!!!, ale muli strasznie. A do tego zimno jak diabli u nas było, bo mieliśmy stoisko tuż przy ścianie hali i wiało niemiłosiernie. Na wręczaniu nagród dla klientów jaja totalne, nie było przedstawicieli kilku firm (a to oni wręczają nagrody wylosowanym), więc wyszło niezgrabnie. Nas w ogle na liście nagrododawców nie było, ale że przylookali nas z prezentami to wezwali na scenę. Jak to ładnie określiła B., która wręczała nagrodę "pan czytał z jej cycka nazwę firmy" przy zapowiadaniu kto będzie wręczał nagrodę (na piersi na fartuszku logo firmy wyhaftowane). Organizatorzy plątali się w zeznaniach, godzinach i sami sobie zaprzeczali.
A jedną rzecz zaobserwowałam a propos tej całej histerii z Katowicami i tamtą halą. Na naszych targach miało nie być bankietu, bo jego koszta zarząd naszego związku postanowił przelać na konto ofiar tamtej tragedii. My związkowcy-wystawcy oprotestowaliśmy ten pomysł i bankiet się odbył. I dziś przy scenie, na której były wręczane nagrody stała skrzynka-kwesta z hasłem "pomoc dla dzieci ofiar tragedii w Katowicach". Wiecie ile było tam pieniędzy? Ze 30 dziesiątek, czyli jakieś 300 zł. Tak wygląda nasza histeria, nasza tragedia narodowa. A ja już dawno pisałam, że mnie drażni ta cała histeria, bo nie jest szczera. Nawet chciałam fotnąć tą skrzynię, ale pomyślałam, że nie wypada...
sobota, 25 lutego 2006
Przychodzi dziś pan na stoisko i prosi o jakimś tam produkt (nasze są skierowane w 90% do kobiet). W odpowiedzi na nasze nieco zdziwione spojrzenia wybucha: "Nie, to nie dla mnie! Mama mnie prosiła o zakup tego!! Ja si na tym w ogle nie znam! Mama  mnie prosiła! Proszę mnie o nic nie posądzać!" A ja mało się nie popłakałam ze śmiechu :-)

I przyszło dziś też 2 panów na stoisko i zgadali o obsłudze netowej, więc ich przejęłam. Najbardziej mnie ubawiała postawa jednego z nich, ponoć grafika, który pozowała  na luzaka, więc mam maile pisać do informatyka, bo on wiadomo jak grafik - to na maile nie odpowiada, a jak coś robi to znika na conajmniej tydzień. Już złośliwie się go nie zapytałam czemu akurat w ten weekend nie ma żadnych prac i jednak odnalazł się w rzeczywistości i szuka pracy. A jak mi zaczął wymachiwać długopisem przed nosem, że tam akurat są nadrukowane loga jego projektu, to się pochwaliłam swoimi projektami. Troszku się zdziwił, że trafił kogoś, kto mniej więcej rozumie co on mówi (bo specjalnie mówił tak, żeby nikt go nie zriozumiał), a mnie najbardziej ubawiła ta poza, że to grafik, więc świr, nie może być normalnym człowiekiem, coś jak kiedyś (i dziś czasem też) artysta, że to musi być porypaniec. "No bo wie pani, ja jestem grafikiem, jak się czymś zajmę to znikam na tydzień conajmniej" - i zdanie to wypodziewiane całkiem logicznie i rzeczowo- coś jak gra :-), że niby o jakich trafiliśmy profesjonalistów! Ubawiłam się dobrze :-)).
W zasadzie dziś nie myślę, total zmęczenie, na które nałożyło się zimno wiejące od drzwi, awantury pacownicy i niewyspanie. Targi na razie średnio udane. Bankiet smutny. Zazwyczaj były występy sceniczne, porządnie zorganizowane jedzenie, a potem tańce. Dziś żarcie limitowane - w zasadzie dużo go było, ale tak źle podane, że ciągle pojawiały się kolejki do półmisków, tańców nie było, bo żałoba narodowa, która już dawno się skończyła, nadał panuje wśród organizatorów targów. Najbardziej zauroczył mnie pan, który  gdy już z rybki nic prawie nie zostało urżnął jej łeb, wziął sobie na talerz i poszedł do stolika dzielnie wydłubywać :-). Przygrywał nam kwartet smyczkowy - total odlot jak na taką imprezę. Miło brzmiał, ale śmialiśmy się, że jak na Tytanicu. Taki sam klimat :-). Po 21 nikogo już prawie nie było, a dawniej to jak wychodziłam kolo 1 w nocy to zabawa trwała w najlepsze. Oj ten nowy zarząd nie służy naszemu związkowi. Pierwsze co zrobi to usiłował skasować to co najlepsze w targach, czyli bankiety. Na protesty wystawców bankiet został przywrócony, ale oczywiście piętno dawno minionej żałoby trzeba było wycisnąć jako karę dla bawiących się. Cały dzień padały żart, że oto dach trzeszczy, albo, że jeszcze się dobrze trzyma, lub, że my tu sobie dobrze jemy, a właściciele obiektu siedzą (to są dokładnie ci sami, co zbudowali halę w Katowicach) :-). Jutro będzie masakra. 
w pracy, a potem ustawianie stoiska do 23. Szybko nam poszło, bo kiedy stwierdziliśmy, że wykonawcy stoiska nie dali nam półek zainterweniowaliśmy i półki dostaliśmy na jakieś 20 min, bo potem nam zabrali. Zrobiliśmy awanturę i półki wróciły do nas, a my je szybko zapchaliśmy towarem, by znów nam ich nie zabrano. Zimno jak diabli było, bo mamy stoisko tuż przy wejściu, a ja do tego mam wielki katar i kaszel - chyba jakiś uczuleniowy, dziś usłyszałam, że jak z astmy, a też już wcześniej myślałam, że może to mnie nęka już jakiś czas. 
piątek, 24 lutego 2006
Walczymy dziś nadal przedtargowo, a tu przychodzi kurier z paczką z Niemiec i co się okazuje? Że to przesyłka od kontrahenta, który jakieś 2 tygodnie temu był u nas na rozmowie. Wynikła śmieszna sytuacja wtedy, bo na pytanie czego się napije: kawy czy herbaty, odpowiedział, że koniaku. Pobiegłam wtedy do sklepu i zakupiłam butelkę, co go bardzo ubawiło. I dziś w przesyłce 2 flaszki niemieckiego wina w podziękowaniu za bardzo miłą rozmowę. Miło :-))).
czwartek, 23 lutego 2006
z produktami na targi. Dopiero teraz skończyłam zadania na dziś. I wszytsko jeszcze bardziej skomplikowane przez mamę. Jak będzie wyglądał ten weekend to nawet nie chcę myśleć.
Nie mogłabym żyć w średniowieczu - dziś udało mi się po ponad 2 tygodniach wreszcie zrobić pranie i co za radość - nie sądziłam, że tak mnie to ucieszy :-))). A teraz palę cygaro i piję wino :-))). Miłej nocy życzę :-).

Ps. Kupowałam dziś gazety w kiosku, poprosiłam panią o siatkę i usłyszałam, że jak gazety zafiolowane to ona mi siatki nie da. Dobre???
środa, 22 lutego 2006
Dobry film, na prawdę. Świetna rola Di Capria, jeszcze chyba z czasów przedhollyłódzkich, gdy grał jak aktor, a nie gwiazda. To samo uderzył mnie w dawnym filmie Aldomovara z Banderasem - to na prawdę świetny aktor, jeśli gra dla gry, a nie dla pieniędzy. W Plum fantastyczny motyw szczerych rózmów ze sobą przed lustrem w łazience klubowej.
I naszło mnie tak: jakiś czas temu Nadja prosiła mnie by wymyśleć jej nowe imię, takie artystyczne i dziś przyszło mi do głowy: Constance. A ona mi oddzwania, że właśnie z 10m minut temu tłumaczyła mamie cóż w kabale oznacza konstans i że to zabrzmiało jak telepatia. Może i tak :-)).
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6
Tagi
statystyka