Choose your future. Choose life.I chose not to choose life: I chose something else.
niedziela, 16 stycznia 2011
W perspektywie mając poniedziałek i mając za sobą wieczorny seans filmu "2012" opowiadającego oczywiście o globalnym zniszczeniu Ziemi, myślę sobie na czym polega sens życia. Na tworzeniu? Na zostawieniu po sobie czegoś? A może na stworzeniu szczęśliwej rodziny? Znaleźć swoje miejsce na Ziemi. Cel roku 2011.
 
Z koleżanką pojechałam kiedyś na Wielkanoc na inscenizację Drogi Krzyżowej w Lanckoronie. Spałyśmy w pobliskim "domu z pokojami". Że było strasznie zimno koleżanka włączyła staromodny piec, jaki miałyśmy w pokoju. Piecyk nie zagrzał się w ciągu pół godziny, więc koleżanka stwierdziła, że jest zepsuty, położyła na nim rzeczy, w tym kosmetyczkę. Koło 3 w nocy obudził nas huk i wybuch, okazało się, że piecyk działał, tylko rozgrzewał się 2 godziny, a szminki i dezodorant w kosmetyczne wybuchły uwalając całe ściany. W nocy szok, a od rana głupawka. Tak oto objawił się nam Chrystus tamtego poranka :).
sobota, 15 stycznia 2011
Ostatnie lata przyniosły nieco stagnacji jeśli chodzi o zwyczaje życiowe, ale też dużo egzystencjalnych myśli, po co się żyje, skoro głównie się pracuje bez końca, a potem umiera. Wciąż mi to pytanie wierci ogromną dziurę w mózgu, ale w ostatnim czasie nieco przycichło. Przycichło, bo zobaczyłam w realu faceta, na którego widok mi oczy rozbłysły (a mi się to bardzo rzadko zdarza). Na tyle rozbłysły, że wzięłam się z wielką mocą za babskie sprawy, czyli odchudzanie, ujędrnianie i upiększanie.
Choć w zasadzie nie daję sobie większych szans, jako że w życiu w tym temacie do tej pory była u mnie dupa. A i jako rzekł Facebook jakiś czas temu przekroczyłam już współczesny znacznik staropanieństwa, czyli 33 lata.
No ale może, może. Chacha, ledwo się wykaraskałam z myśli o śmiercie, pewnie zaraz będę się  musiała wykaraskiwać z myśli i emocji do pana P. Ech...
piątek, 14 stycznia 2011
niedziela, 09 stycznia 2011
Uwielbiam ten film, w całości i na epizody. Jest całkowitą gloryfikacją używek, które dają przyjemność i wcale nie muszą być od razu śmiertelne ;)
Nie chcę słuchać ekologów i innych obrońców, że od papierosów umrę, ani nie chcę słuchać, że kawa powoduje nadkwaśność, a wino zgagę. Bo to wszystko jest w głowie :). To kiedy i na co umrzemy mamy w głowie. A kawa i papierosy to świetne połączenie :).

O Kindze dowiedziałam się od Jury - bloxowego znajomego. I kiedy tylko wpadłam na jej stronę, zostałam wchłonęta. Niezwykle odważna i otwarta podróżniczka zwiedzająca cały świat. Niestety ja włączyłam się w momencie kiedy umierała na malarię mózgową w Afryce. Niesamowite poczucie krzywdy z powodu tej śmierci odczuwam do dziś. Tak jakby los karał za spełnianie marzeń, za wolność, której prawie nikt nie osiąga. Po śmierci Kingi próbowałam uczestniczyć w życiu fundacji jej imienia założonej przez jej rodziców. Pierwszy szok: na zupełnie spontanicznym zjeździe - jej tata powiedział, że w czasie jej kremacji w Afryce i przygotowywaniu pogrzebu w Polsce on zdawał egzaminy na coutcha i że wiedział, że rodzina wszystko dobrze przygotuje, więc spokojnie sobie zdawał te egzaminy. Trochę padłam. Ja sobie nie wyobrażam śmierci nawet tych ludzi, których nie lubię i wcale nie jestem szczęśliwa, że są moją rodziną. A gdyby umarło moje dziecko...!! Z rodzicami Kingi nie polubiłam się. Moje proste pytanie: czym tak naprawdę będzie się zajmować fundacja i w czym mogę pomóc? zostało skwitowane, że chce być rewizorem. Mama Kingi do tego stopnia mnie nie polubiła, że nawet z trudem przyszło jej podpisanie książki Kingi dla mnie (innym podpisywała bez wahania). Śledziłam losy fundacji, przez jakiś czas wspierałam finansowo dziecko fundacyjne, ale widząc chaos i brak komunikacji odpuściłam. Ta fundacja przestała się dla mnie liczyć, ale duch Kingi wciąż na mnie robi wrażenie.
Z publicznych wydarzeń już dawno żadna śmierć tak mną nie wstrząsnęła jak śmierć Kingi.
 
sobota, 08 stycznia 2011
Długo mnie nie było. Spalił mi się dysk, a i ja sama nie miałam fazy na pisanie. Na razie cieszę się z odzyskanych zdjęć, bo już obawiałam się, że stracę foty z ostatniego roku, a ja jestem maniaczką focenia :). A i na fotach dużo dobrych wspomnień.
Do tego ten rok zaczęłam z mocnymi postanowieniami schudnięcia i doprowadzenia się do stanu pożądalności :))), co też wprowadzam w życie.
Nawiązałam tez znajomość z tutejszymi Świadkami Jehowy, przez to że do mnie wciąż zachodzili, nie że ja ich szukałam. Myślałam, że po 10 latach przerwy (kiedyś się u nich uczyłam) czymś mnie zaskoczą, ale niestety. I wciąż do mnie nie przemawiają. Ale może to ja jestem ciężki orzech do zgryzienia.
No i podobno idą już do mnie z Indii posągi Hare Krshna.
Namaste! :)
niedziela, 02 stycznia 2011

No dobra , może przesadziłem                                      

Może nie zaraz aż tak - że dno , że wiary brak              

Że niby co się dzieje ze mną                                          

I może starczy bym się zdrzemnął                                  

 

A jutro znajdę w sobie siłę , i wolę

Ubiorę się , ogolę i

Spokojnie wrócę do przerwanej gry

I nawet znajdę w tym przyjemność

 

Ref.O Panie wybacz mi , o wiem                             

       Znowu czepiam się                                           

       Nawet nie chodzi mi o sens                               

       Jest , czy nie                                                    

       Ale w tym cała bida ,                                        

       Że go nie za bardzo widać     

 

No dobra , może to nie chaos

A głębszy plan , i taki duszy stan

Warto docenić by i może

Może szkoda , że się na tym nie znam

 

Choć dużo prędzej , że to ściema

Powiedziałbym , nic szczególnego nie ma w tym

Zwyczajnie -  chciałem kupić prozak

A dealer wcisnął mi poezjak

Tagi
statystyka