Choose your future. Choose life.I chose not to choose life: I chose something else.
piątek, 29 stycznia 2010
Był sobie film, który chciałam obejrzeć, a który odmówił współpracy z komputerem. Więc puściłam sobie inny. Oczywiście opis filmu jak zawsze mylny, miał być po latach odnaleziony syn, który zaczyna terroryzować nową rodzinę. I był faktycznie po latach odnaleziony syn, ale który wrócił ze strasznej wojny pozbawiony oka i rozumu. Syn, nad którym ojciec się litował i nie chciał oddać do zakładu dla psychicznie chorych, co skończyło się dla jego rodziny dość traumatycznym przeżyciem. Pytanie właśnie: jak traktować ludzi, którzy stracili rozum na wojnie, których moralność i mentalność zostały dosłownie zmiażdżone przez ogrom zła, w którym uczestniczyli. 
Takie to sobie o! rozmyślania zafundowałam na noc, a miała być czarna komedia i klimat makabreski. 
I do tego w rozumieniu zasad na Farmvilli zrobiłam z siebie zupełna ciotę. Cóż ;-)
czwartek, 28 stycznia 2010
Spisuję przepis, czytam co napisałam i nagle odczytuje: "przy pomocy dwóch łóżek", a miało być: "przy pomocy dwóch łyżek".
:-)))))

Ech Dulce, weź ty włącz hamulce :-)).
środa, 27 stycznia 2010
Skończyłam czytać swój pamiętnik przed 10 lat i stwierdziłam, że dobrze uczyniłam paląc pozostałe. Ciekawa to i fascynująca lektura (już prawie nie pamiętam, że taka byłam), ale i dużo spontanicznie zapisanych emocji, kłótni i rozczarowań. Na pewno nie do czytania przez najbliższych.  
wtorek, 26 stycznia 2010
"Znalazłem się w biurze polskiego konsula, a więc na terytorium Polski! Trudno jest opisać wrażenie, które człowiek odczuwa, gdy po latach włóczęgi ujrzy godło swej ojczyzny, znane sobie portrety, widoki miast polskich, gdy rozmawia po polsku z Polakiem w polskiej placówce zagranicznej. A wrażenie staje się tym przyjemniejsze, gdy urzędnik wychodzi naprzeciw z sercem braterskim i mówi szczerze: - No, nareszcie pan do nas zawitał!Niech pan siada i zapali papierosa. Naszego polskiego papierosa." *

No cóż, a ja od polskiego papierosa wolę arabską fajkę :-))). Aczkolwiek na obczyźnie cieszą różne rzeczy.

* "Rowerem i pieszo przez Czarny Ląd" Kazimierz Nowak
poniedziałek, 25 stycznia 2010
Siedzę sobie u fryzjera i pytam o rady, bo ostatnio kolor mi się na włosach nie trzyma za dobrze, więc pani mi mówi: o bo na siwych to już się tak nie trzyma dobrze, wiec ja na to, że chyba nie mam aż tak dużo siwych, a ona bez pardonu: no tak ze 40%.
O żesz, podła zołza!

Siedzę z maską na włosach, czekam aż się wchłonie i słucham rozmowy z inną klientką:
Klientka: Czytałam w Angorze o ekshumacji kogoś tam i że podobno z jego ciała wyjęli 3 wiadra robaków. Ja chcę być spalona!
Fryzjerka: Ale wie Pani, że ciało płacze, wyje strasznie podczas palenia. I skręca się.
Klientka: Och! Niech mi Pani tego nie mówi, bo jeszcze się rozmyślę!
Fryzjerka: No, wyje, wyje. Swego czasu naooglądałam się dużo takich rzeczy.
Klientka: Och! To ja już nie chcę być spalona! To chyba te robaki lepsze.
niedziela, 24 stycznia 2010
W piątek trafiłam w tv film o Afryce arabskiej, z zajawki urzekła mnie muzyka i klimaty. A film okazał się być psychodeliczny i w klimatach zoofilnych. Z bardzo przykrym zakończeniem i nie wyjaśnionym początkiem. 
Przy śniadaniu leciał "Ile waży koń trojański?", więc zostawiłam, żeby obadać jaki to film i: psychodeliczny, momentami śmieszny, momentami nie wiadomo co jest jaką rzeczywistością, trochę przynudny.
A wieczorem puściłam sobie "Śniadanie mistrzów", i też totalna psychodela, tylko dla odmiany w klimacie amerykańskim. 
Ech, a chciałam sobie obejrzeć "Złe wychowanie" Aldomovara, a tu się okazało, że nie mam na płycie.
A w walizce buty koleżanki. Skąd się tam wzięły? Dziwności.
piątek, 22 stycznia 2010
A z wściekłości tylko czkawka. Do zajebania.
wtorek, 19 stycznia 2010

Będąc osobą mało przystępną, często uciekam wieczorami do baru na piwko i czytanie książki, czym dałam się poznać jako kujon. Kiedy dziś powiedziałam koledze, że teorii na prawko się nie obawiam, bo pytania w zasadzie mam obryte, to usłyszałam wypowiedziane charakterystycznym tonem: No wierzę! A kiedy usłyszałam pytanie: To ile ja książek czytam w miesiącu?, już wiedziałam, że wpadłam po uszy, kujon, mól książkowy i dziwoląg. Zresztą pytanie zabrzmiało jak bicie rekordu.
Za dziwaczne jest nawet odbierane to, że jem tony paluszków słonych, a faktycznie jem, bo jakoś mi to pasuje :)) Dla mnie znowuż dziwnym jest to, że koleżanka, która podejrzewa, że jest w ciąży, zamiast zrobić test, udaje, że nic się nie dzieje i wali wódę, kiedy jest impreza.
W naszym pokoju dziewczęcym flaga opuszczona do pół masztu, dziewczyny kapitulują, boją sie testów i praktycznego. Ja testów w zasadzie się nie boję, choć bardzo się bronię przed swoją pewnością siebie, bo wtedy najłatwiej o błędy. Praktyki trochę się obawiam, choć dziś miałam dzień zajeżdzania mi drogi i przeżyłam. Włącznie z puszczaniem mnie pierwszą przez głupią babę, która miała pierwszeństwo i widziała, że stałam przednim kołem w kupie śniegu i kiedy ruszałam, prawie przyrąbałam jej w bok, bo mnie odbiła zaspa śniegu, nawet instruktor prawie zawału serca dostał, bo na centymetry szło, ale poszło :)). Na rondzie wjechał mi na chama autobus, 3 razy samochody zajechały mi drogę i nawet jednego chciałam wytrąbić, ale nie trafiłam w klaskon :)) A i pieśi mi się rozlicznie rzucali pod koła i nawet 2 czarne koty :)).

  

poniedziałek, 18 stycznia 2010

Z książki "Rowerem i pieszo przez Czarny Ląd" wspomnienia Kazimierza Nowaka:

"Było to tak dawno, że określic kiedy, nie sposób. Dobry Leza (afrykański Bóg) żył wtedy wśród nich, jadł smaczne buraki z wędzoną rybą i chronił swój lud od chorób i klęsk. Watabwa (plemię) byli wówczas bardzo liczni, a skóra ich miała biały kolor. Dobry Leza rozpasał ich butę, aż z biegiem czasu zaczęli występować przeciw niemu.

Urządzili łowy, w których uśmiercili wiele sztuk antylopy pongo, której mięsa nade wszytsko zabronił im jeść opiekuńczy Leza. Rozpaliwszy ognisko, zaczęli piec to zakazane mięso. Wtedy przyszedł Leza i zagroził, że gdy zaczną jeść pongo, odejdzie na zawsze. Zapach pieczystego był jednak tak ponętny, że poczęli rozrywać ćwiartki i szarpać je ostrymi zębami.

Znikł wtedy dobru Leza i odszedł ku niebiosom, wysoko bardzo, a łowcy z przerażeniem spostrzegli, że skóra ich stała się czarna, jak pieczone pongo! Powróciwszy do swych domów, zastali czarne kobiety swoje i dzieci. Dobry Leza opuścił na zawsze Watabwa dzieci swoje, a pieczę nad nimi powierzył Kibauna (Wielkiemu Duchowi)." 

Zaskakująco podobne do historii biblijnej...

Przed samym wyjazdem miałam dość poważnego doła i w sumie niejakim darem od losu stał się dla mnie ten wolny czas. Czas na zdobycie dystansu i odpoczynek od codzienności. I pierwszy raz od kilku lat tak długi urlop.
Pierwsze wrażenie: jeszcze w biurze w Warszawie siedzimy, cisza oczekiwania i nagle jedna panna ni stąd, ni zowąd: wie pani co? rybka pani zdechła. (w akwarium faktycznie smutnie pływał rybi trup).

Wieczorem już na miejscu ja z książką (książka odchodzi do lamusa i wszyscy mieli mnie za conajmniej kosmitkę, nawet kelner urzeczony zanikającą sztuką czytania wręczył mi do przeczytania książkę o śmierci klinicznej, która jednak okazała się być katolicką indoktrynacją i wizjami piekła i kary za cudzołóstwo oraz za próżność, czyli dbanie o piękne ciało) siedzę w barze, czytam, przyszły dziewczyny i zostałam wciągnięta w dyskusję, czym jest Bóg i co jest po śmierci. Dyskusja trudna, bo jedna dziewczyna została sierotą w wieku 18 lat, a i zdaje się dzieciństwo miała średnie. Druga kobieta w moim wieku, ale jakby dzieliły nas lata świetlne, zupełnie inny poziom życiowy, doroślejące dziecko, mąż, pełne stadło rodzinne. Bardzo wierząca, ale też kryzys po śmierci mamy przeżyła i bunt przeciw Bogu.
Impreza hotelowa: 25lecie małżeństwa świętowane w hotelu. Nagle zniknął młody chłopak, kurtka została w szatni, komórki wyłączone, za oknem mróz i śnieg. Obdzwanianie kolegów, patrole poszukujące chłopaka gdzieś na dworze, sprawdzanie po szafach w otwartych pokojach (w naszym też), w końcu telefon na policję i ściąganie psów do szukania zaginionych. Chłopak w końcu odnalazł się w pokoju nr9 do którego zabrał sobie klucz z recepcji, otworzył drzwi, klucz odniósł na recepcję i zamknął się w pokoju na dobry sen.
Rano zaspany klient, który zamówił herbatę na maśle i jajecznicę z cytryną.

Prowadzę samochód. Z prawej podporządkowanej zatrzymuje się samochód, ale coś bryka. Nie będąc pewna, czy mi nie wyskoczy w ostatniej chwili, mówię do niego: Stój! Kolega z tyłu dogaduje: Widzisz powiedziałaś mu, żeby stał i się posłuchał. Więc ja: Bo sprawiał wrażenie, jakby nie chciał stać. I nagle wszyscy w śmiech, ech te skojarzenia :)).

Szalony kelner, który próbując pokazać jak jest wykształcony i wyuczony zwracał nam uwagę, że źle siedzimy przy stole, źle trzymamy talerzyki, "Uczmy się tego savoir vivru" wciąż nam powtarzał, dziwnie wymawiając to słowo. Do tego od razu przeszedł na ty, co jest o tyle miłe, że wziął nas za młode osoby, ale na tyle niemiłe, że od razu się spoufala. In plus jest to, że zawsze liczył nam bardzo korzystnie rachunki :)).
 
W niedzielę chwila w Warszawie, w Zachęcie wystawa Libery. Raczej niepowalająca. Ale za to tłum ludzi.

Co wieczór w barze czytam książki. I każdy się mnie pyta, czy się uczę, bo czytanie to coś bardzo dziwnego. Przypomniało mi się, jak znajomy artysta robił performance nad Wisłą, zdybał go ktoś w tych krzakach i zaczął dociekać co tam robi. Przekonanie faceta, że robi coś dla siebie, sztukę, nie udało się, facet nie uwierzył, że nie robi się czegoś dla kasy i odszedł święcie wierząc, że to napewno przygotowania do reklamy.

No i wspólny telewizor. Głupawa VIVA lub seriale typu "Na Wspólnej". Chwile grozy, jedno zdanie, wypowiedziane napastliwym tonem, co mnie rozśmieszyło: Wieśniacy zostali zmyci przez falę wody (A dobrze im tak, tym wieśniakom!). A teraz właśnie reportaż ze szpitala. Facet z krwotokiem w żołądku, facet w rurą w głowie, kobieta po wylewie. Same rozkosze. Facet z dziurą w głowie (inny, nie ten co miał rurę). No i po co oglądać takie rzeczy?

piątek, 08 stycznia 2010
Szukając pustego zeszytu znalazłam jeden z niespalonych pamiętników z 1998 (najprawdopodobniej jedyny, który ostał się jakimś cudem) i już na drugiej stronie przeczytałam: "Chciałabym malować całe życie -to bym chciała robić. Nie chciałabym być samotna."
Z jakiejś wróżby u wróżki, wynikło, że zostanę zamordowana przez wnuka byłego, co jest w ogle jazda bo ja prawie byłych nie mam i z tego co wiem, ani jeden ani drugi nie ma wnuka.

Ależ ja się zestarzałam. Prywata: listy od Karola odnalazły się w tym pamiętniku.
I jeden list, co do którego nie pamiętam do kogo mógł być kierowany, choć mam swój typ:
"Chwila refleksji
Spotkało mnie wczoraj coś zupełnie dziwnego. Pamiętasz, mówiłeś mi, że dałbyś sobie rozsmarować spagetti na twarzy, także mnie, a potem w tzw. żartach nazwałeś mnie kurwą i coś tam jeszcze. W kawiarni cieszyłeś się, że ludzie lubią obrażać innych, a tym bardziej jest to przyjemne, gdy obrażani tego nie czują. Drogi panie, każda cierpliwość ma swoje granice. I co ja mam teraz zrobić w tych żartach obrzucić pana obelgami? To nie dla mnie. Ja nie będę grac w tą grę."
I to dopiero z 20 stron tego pamiętnika.
Blogi już tak nie mają, nie ma powklejanych listów i emocji spisywanych, kiedy się wie, że nikt tego nie przeczyta.
I zostało mi jeszcze ze 100 stron do przeczytania.
   
czwartek, 07 stycznia 2010
Pamiętam jak kiedyś na początku liceum pojechałam na wycieczkę szkolną i pewnie po raz pierwszy samodzielnie się pakowałam, zabrałam dużo różnych rzeczy, ale zapomniałam o majtach i wieczornie musiałam biegać po Zakopanem i szukać jakichkolwiek dostępnych majtów.
I kiedy jechałam na koncert Stonsów na 2 dni w sumie, to wzięłam ze sobą 2 rzeczy: paszport, abym przejechała granicę i bilet, aby wpuścili mnie na koncert. Nie pomyślałam ani o pieniądzach, ani o jedzeniu, ani o piciu, ani o ubraniach. W ostatniej chwili moja mama mnie we wszystko wyposażyła. 
Kiedyś miałam genialnie wybiórczą wyobraźnię co ze sobą zabrać, czyli rzeczy które określały mój cel. A przy okazji odkrywałam istnienie codzienności, typu bielizna, czy jedzenie. 
A dziś chyba niestety tak nie jest. 
A szkoda w sumie trochę.
Otóż Radio_Wyyrok jutro wybywa i nie wie jak będzie z dostępem do netu, by wybywa na wiochę, swojską, polską, ale obiecuje, że powróci :-)! A jak tylko dopadnie gdzieś net, to pozostawi ślady życia w Radio:-))
 
1 , 2
Tagi
statystyka