Choose your future. Choose life.I chose not to choose life: I chose something else.
sobota, 31 stycznia 2009
Od kilku dni rozmawiam przez telefon z zapoznanym w necie panem. Polak, który mieszka w Irlandii. Nie mówi już "tak, a "ja" i zdarza mu się zapominać polskich słów, zapytałam więc go jak długo mieszka już w Irlandii, sama obstawiałam jakieś 4-5 lat. A facet mi na to, że wyjechał w październiku zeszłego roku: czyli październik, listopad, grudzień i styczeń i... już zapomina polskiego. Porażające.
Z powodu choroby spałam dziś do 13, a sny miałam niesamowite. Wędrowałam po amazońskiej puszczy, potem gdzieś w innych krajach strzelali do mnie fundamentaliści, a ja broniłam Rimy Horton. Włóczyłam się też po sukach i różnych raczej mniej bezpiecznych egzotycznych miejscach, by na końcu wylądować w schronisku wraz z grupą ludzi, która wędrowała ze mną. Ciekawa sprawa, że to już drugi sen w tym tygodniu, podczas którego wydaje mi się, że po raz kolejny śnię te wątki, choć w realu nie jestem w stanie stwierdzić, czy już to śniłam czy nie, bo ostatnie sny zbyt mocno na mnie wpływają.
22:35, dulcynea_best
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 29 stycznia 2009
Zupa z trupa
kompot z rany
świeżą ropą polewany
a na deser to się łyka
trochę śliny suchotnika

W pracy wszyscy charczą u nas maksymalnie, ja sama mam jakąś odjechaną gorączkę (oczywiście nie wiem dokładnie jaką, bo nie mam termometru, ale czuję swój odlot). Nawet mamy zawody, kto lepiej charczy: ilość decybeli, długość charkotu oraz jakość plwociny :-). Genialnie brzmimy przez telefon. Najbardziej rozczuliła mnie jedna z klientek, którą przeprosiłam za atak kaszlu, a ona do mnie łagodnym głosem: "Spokojnie, niech się Pani wykaszle spokojnie, ja tu mam przed sobą cennik, wszystko widzę co chcę zamówić." Ciężki odlot.
wtorek, 27 stycznia 2009
taka moja rozmowa ze znajomym na gg:
on: uwazaj
ja: przejdzie (w domyśle choroba)
on: znam takich bohaterow, na powazkach leza
(..)
on: a bierzesz jakies leki?
ja: nie :-)
on: cudownie, cos czuje, ze jednak sie nie spotkamy
ja: przesadzasz, ja nigdy nie biore lekow i jakos zyje
on: no co ty?
ja: na prawde, jakos nie ufam lekarzom
on: to inna sprawa, ja sam biore leki wedlug wlasnego uznania :-)
ja: ale leki tworza lekarze, wiec na to samo wychodzi
on: nie, nie, leki tworza farmaceuci czasem naukowcy to nie leki sa zle, tylko lekarze zle je przepisuja



tiaaa ludźcie się owieczki :-)))))
i faszerujcie się lekami bez recepty z dumą oznajmiajac otoczeniu, że lekarze są głupi, ale wy jesteście mądrzejsci i dlatego doskonale wiecie jaki lek sobie zapisać, bo farmaceuci tworzą leki z myślą o waszym zdrowiu :-))) chachacha. Gówno prawda!!! :-))))



Za moich dawnych czasów była taka kultowa piosenka:
Kult Arahja
Nawet ja, całkowicie nie lubia polskiej muzyki, nie oparłam się jej. Jedna z najważnieszych pieśni dzieciństwa. Ale kiedy jakiś czas temu puściłam ją mojemu rodzeństwu ciotecznemu młodszemu o jakieś 10 lat, zrobili tylko wielkie oczy na mnie z pytaniem o co chodzi? Na nich nie zrobił ten kawałek żadnego wrażenia. Już nie pamiętają tych wszytskich konspiracji, walk z cenzurą ("Społeczeństwo zadzwoniło i zabezpieczyło niepowtarzalność programu" - kto dziś zrozumie o co chodziło?*). Dla mnie ten kawaek to wciąż kawał wielkiej historii i niesamowite emocje.



*Zainteresowanym wytłumaczę :-)))
poniedziałek, 26 stycznia 2009
Siedzę sobie na fotelu u dentysty. Wyjmuje mi z dziąsła ułamana ściankę zęba. Dentystka robi mi znieczulenie powierzchowne. Wyciąga ściankę i pyta czy chce znieczulenie miejscowe. Że nie boli odpowiadam, że nie. Nadal szarpie się ze ścianką. Czy chce zastrzyk? Nie. Nagle gwałtownie ułamany z ust wylatuje mi kawałek ścianki zęba i leci przez pół gabinetu. Nadal nie chcę zastrzyku? Nie.
Bohatersko to zniosłam :-)))
A wieczornie półtorej godziny rozmowy z nowo zapoznanym muzykiem. Ucho mi sie ugotowało od komórki :-)))
przyjaciele i bliscy Stanisława Dróżdża zwracają się do artystów i instytucji sztuki z prośbą o podpis pod listem adresowanym do Urzędu Miasta Wrocławia w sprawie pomocy dla artysty, którego stan zdrowia znacznie się pogorszył.

Link do listu: http://www.pomocartyscie.xg.pl/
czwartek, 22 stycznia 2009
Ogród , w którym Jezus błagał Ojca swego o darowanie mu życia. W Izraelu przekonują nas, że ogród nadal istnieje:

Chyba dlatego, że moja mama zaczyna być coraz bardziej babcią, a nie mamą, włącza mi się wciąż refleksja nad życiem i śmiercią. Może też dlatego, że jestem tak bardzo nieustatkowana i niepogodzona z tym całym życiem.

"Weź Panie ode mnie ten kielich goryczy." No właśnie weź. Kłopot w tym,  że On nie bierze....
Dziś na tlenie zaczepił mnie "onchetny29wawa". Dobryn nick wszystko wyjaśnia :-).
środa, 21 stycznia 2009
Właśnie to sobie uświadomiłam - utraciłam korespondencję z Daisy Barbie wspaniałym transwestytą. Ostatnimi czasy rozeszły się nam losy, ale pamiętam jak dobrze rozmawiało się nam i w necie i przez telefon. Miałam nawet pojechać do niej do Anglii, ale nie wyszło. Czasem zastanawiam się co u niej? Czy jest już po operacji płci? Jak jej tam jest? Czy ma przyjaciół? 
Przez moją rodzinę ostatnio przetaczają się choroby: grypy żołądkowe, bolerioza, infekcje żołądkowe, kłopoty z tarczycą i ciśnieniem, prawie każdy zaliczył jakiś czas w łóżku, a niektórzy nawet w szpitalu. Mnie się udało wszystkiego uniknąć. No to w zamian dziś tak do kolekcji, żeby nie było, że ja taka zdrowa i piękna, pękł mi ząb. I jeśli nie da się go jakoś posklejać, to niestety implant mnie czeka... Fajnie, co?
wtorek, 20 stycznia 2009
Coś mi się w głowie popsuło. Jakieś pół roku temu uświadomiłam sobie, że umrę. Znaczy zawsze to wiedziałam, ale dopiero niedawno zrozumiałam, że to będzie fakt namacalny. I jakoś mi się dziwnie zrobiło. Poczułam się jak więzień czekający na karę śmierci. Ale poczułam też, że moja realność to nie sen, a prawdziwe życie, do tej pory raczej odbierałam je jak film, jak nic co istnieje naprawdę. Jak książkę. Niby jest, niby można jej dotknąć, niby można przeczytać, ale to co opisuje nigdy się nie zdarzyło, nie jest realnością. Popsułam się, dopadła mnie doczesność ateisty i poczucie pustki.
A dziś nasz dobry znajomy wpadł do pracy i co pierwsze powiedział? Że ktoś z rodziny mu zmarł na zapalenie trzustki i ze szczegółami zaczął opowiadać jak ten ktoś umarł, i groteskowo wyszło na to, że zabił go klops, bo był za tłusty, a trzustka już nie chciała takiego tłustego.
Chcę się wyrwać z tego motywu, a tu wciąż mnie w niego coś wciąga. Całkowicie popsuty umysł.

I jeszcze w dodatku, kiedy ostatecznie uznałam, że nie będę więcej płacić fundacji za moje dziecko w Afryce, przyszedł od nich list z podziękowaniem i życzeniami świątecznymi. Trochę mi to zamąciło w głowie, ale przesyłać w połowie stycznia życzenia, które powinno się posłać w połowie grudnia - coś jest nie tak.

To byłabym dziś w 7 niebie, bo oto w budynku, w którym jest nasze biuro kręcą właśnie ten serial. Aktorów póki co nie widziałam, za to cały parking zawalony jest samochodami telewizyjnymi. I kłębi się tłum ludzi z ekipy technicznej.
poniedziałek, 19 stycznia 2009
Pierwszą moją płytą cd była ścieżka dźwiękowa do "Jesus Christ Superstar". I muszę przyznać, że kocham tę muzę do dziś. I jest tak genialna, że całkowicie odczuwam, że twórca muzy wiedział, że Bóg istnieje. Ja jak to sceptyk, chciałabym mieć gotowe odpowiedzi. A ta muza poniekąd daje gotowe odpowiedzi.
niedziela, 18 stycznia 2009
Płacę kartą za bilety, sprzedawca oddaje mi paragon, potwierdzenie płatności kartą, kartę i bilety. Wchodzę z mamą do kina, pakując jednocześnie do portfela te wszystkie kwity. Mama przystaje i mówi do mnie: "Pochowaj się." A ja do niej: "Dobra, pochowam się!"
Moja mama zapragnęła zobaczyć film "Dzień w którym Ziemia stanęła". Jako, że nadal jeszcze choruje postanowiłam być cierpliwa i zobaczyć tą szmirę. Że o będzie szmira, nie miałam wątpliwości, bo jaki może być film o kosmitach, którzy chcą zatrzymać Ziemię? I w których prezydent USA nakazuje rakietami walić w Ufoludki? No wiec, tak jak sądziłam, była to totalna porażka. Film głupi do granic możliwości. Jedne co, to wyłapałam co najmniej 3 ujęcia product placement, czy pokazywanie obecnie funkcjonujących na rynku marek, komórka LG, radio Pionieera, itd.
Po południowo znudzenie chciałam sobie odbić filmem "Dark Harbour" z moim ulubionym Alanem Rickmanem. Film na e-bayu dostępny był tylko w Niemczech z dubbingiem niemieckim i w Hiszpanii po hiszpańsku i angielsku, ale niestety angielska wersja dostępna tylko i wyłącznie z hiszpańskimi napisami. A mnie wciąż kusiło, żeby czytać :-). Film niezły, typowe małżeństwo z kryzysem na wakacjach poznaje przypadkiem młodego chłopaka z przeszłością. Chłopak podrywa żonę, ale ona mu się opiera, mąż wykrzykuje żonie, że ostanie 7 lat z nią, to było jak więzienie w trumnie, żona wyrzuca męża, chłopak znowu podrywa żonę, ona mu ulega, a potem popełnia samobójstwo. Takie ble, ble, ble, ale rozwaliła mnie ostatnia scena filmu, z której wynika, że maż i chłopak prowadzili grę i chcieli wyeliminować żonę, bo zostali kochankami.

No i dokonałam dziś odkrycia dnia. Od ponad roku temu zauważyłam, że Hewlett-Packard w swoich reklamach używa czcionki z Harrego Pottera. Zastanawiało mnie to czemu, bo przecież to różne rynki i nawet myślałam, że jak ich marketingowcy mogli tego nie zauważyć. Zauważyli, owszem, zauważyli, to ja nie zauważyłam, że Hewlett-Packard i Harry Potter mają współny skrót HP...
 
1 , 2 , 3
Tagi
statystyka